Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany

#22579

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia o piekielnej mamusi tudzież obojętności ludzi którzy powinni interweniować, a może obu na raz. Gdy chodziłam do podstawówki, kawał czasu temu, miałam dość zgraną klasę. Siedziała ze mną w ławce jedna dziewczyna, z niepełnej rodziny – mieszkała w dwupokojowym mieszkaniu z dwójką młodszych sióstr i matką. Ojciec zostawił rodzinę jakieś dwa lata wcześniej na swej żony numer cztery (ogółem miał ich chyba pięć, choć być może więcej) z każdą ze swych wybranek miał dzieci, z większością dwójkę lub trójkę, także gromadka spora. Kontaktów raczej nie utrzymywał, nie wiem nawet czy był w stanie wywiązywać się ze swych obowiązków alimentacyjnych, także udział jego w wychowaniu był raczej niewielki. Za to matka owej dziewczynki miała nader ciekawe metody. Sprawa raczej nie wyszłaby na jaw (mamusia jak spory odsetek rodzin w tym kraju praktykowała z namaszczeniem zasadę, że brudy pierze się w domu) gdyby nie to, że mając lat jedenaście człowiek zaczyna kojarzyć, że coś jest nie tak i próbuje sobie jakoś poradzić czy z zaistniałą sytuacją czy swoimi uczuciami.

Otóż któregoś dnia owa koleżanka postanowiła podzielić się z nami jakie to metody wychowawcze praktykuje jej rodzicielka – za każde, nawet najmniejsze przewinienie dziewczynki dostawały pasem lub kablem. Nawet te nieumyślne, a co więcej lanie dostawały zbiorowo, wszystkie trzy, a ilość razów była dostosowana do wieku danej siostry. Jak to wygląda na przykładzie? Na urodzinach najstarszej jedna z nich zbiła szklankę, całkowicie przypadkiem, po prostu strąciła ją ze stołu łokciem nakładając sobie kawałek tortu na talerz. Mamusia poczekała aż wszystkie dzieciaki rozejdą się do domów, po czym wzięła pas - najmłodsza dostała dwa razy, starsza (która zbiła naczynie) trzy, a najstarsza dostałaby cztery, ale że miała urodziny, dostała raz mniej (w ramach prezentu chyba). My, wtedy jeszcze dzieci, szybciutko pochwaliłyśmy się zasłyszaną informacją swoim rodzicom. Nikt raczej nie poczuł się w obowiązku interweniować, prócz jednej z matek, należącej do trójki klasowej i rady szkoły. O metodach pani X została poinformowana nasza wychowawczyni, a następnie pedagog szkolna. Matka dziewczynki została wezwana na przesłuchanie do szkoły, oczywiście wszystkiego się wyparła, jednak przyparta do muru przez pedagog i psycholog, przyznała się do wszystkiego i obiecała poprawę. Po powrocie do domu zaczęła się drzeć na córki, że jej wstydu narobiły(sic!) i oczywiście dostały za karę pasem. Koleżanka po powrocie do szkoły poprosiła nas byśmy nikomu więcej nic nie mówiły, bo będzie jeszcze gorzej, wezwana do pedagog na rozmowę kontrolną oczywiście powiedziała, że już jest lepiej i mama już ich nie bije. Wszystko zostało po staremu, mamunia dalej zajmowała się „wychowywaniem” córek, a pani pedagog i szkoła byli zadowoleni z wypełnionego obowiązku. Nikt się więcej sprawą nie interesował.

szkoła mamusia i metody wychowawcze

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 191 (215)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…