Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#62354

(PW) ·
| Do ulubionych
Pewien Obywatel miał problemy z kręgosłupem. Kilka lat temu miał mały wypadek, po nim nabawił się klasycznej rwy kulszowej. Dolegliwości kwalifikowały go do zabiegu. Trochę się wahał, ale z biegiem czasu robiło się gorzej i gorzej. Doszło do tego, że dostał czasową rentę, bo nie był prawie w stanie się poruszać. Koniec końców decyzja o zabiegu zapadła.

Kilka dni pobytu w szpitalu, operacja udana, od razu rehabilitacja (najpierw w szpitalu, potem prywatnie, na koniec jeszcze "przydziałowe na NFZ").

Facet odmieniony pod każdym względem - nie dość, że znów może chodzić, ba, nawet biegać, od razu skoczyło mu też samopoczucie, bo z kalekiego dziada (we własnym mniemaniu) na powrót stał się dziarskim cztrdziestokilkulatkiem.

Wszystko byłoby super, gdyby nie jeden mały dyskomforcik. Jaki? Renta, drodzy Państwo.

ZUS, jak najbardziej prawidłowo, odebrał rentę, ponieważ człowiek stał się na powrót sprawy, a co za tym idzie zdolny do pracy. Jasne, logiczne.

Jednak nasz bohater nie może się z tym pogodzić. "Przecież jestem po zabiegu! Operację miałem! Czy to nie oznacza, że jestem ciężko chory?" Nie, to oznacza, że był pan chory. I że został pan wyleczony...

Niestety, renta Obywatelowi się spodobała na tyle, że nie może się pogodzić z jej utratą. Co drugi dzień gości u nas na SORze, teatralnie kuśtykając i narzekając na bóle. Ciekawe, bo nigdy nie ma objawów klastycznych dla tego schorzenia, a nie dających się "zagrać". No i nadal korzysta z naszej poradni rehabilitacyjnej. Tam nigdy nie ma żadnych dolegliwości.

Ot, typowy przykład rentitis chronica...

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 459 (559)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…