Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#65110

(PW) ·
| Do ulubionych
Zdarzyło mi się być ławnikiem: Jak 59 innych, losowych obywateli mojego miasta dostałem list wzywający mnie do stawienia się przed sądem, aby dokonać obywatelskiego obowiązku.

Sprawa która mi się trafiła to niemal typowa rodzinna burda: Kobieta miała Partnera, który to pił i bił. Po jakimś czasie pani powiedziała "dość", dostałą od państwa socjalne mieszkanie i sobie spokojnie żyła (ponoć nawet jakieś studia zaczęła). Ale nadeszły święta Bożego Narodzenia, jak to tak ojca dwójki maluchów nie zaprosić wraz z resztą Whanau (mniej więcej znaczy to "bliscy" - rodzina i przyjaciele) na wieczerzę. Może się zmienił?
O naiwności....

Drugiego dnia świąt gdzieś tak pod wieczorkiem Pan sobie popił. Zdrowo. I postanowił swojej byłej wytłumaczyć gdzie jej miejsce. Ta się jednakże zabarykadowała w domu, no ale co to tam jakieś oszklone drzwi dla prawdziwego faceta - kopniak, z łokcia i szyby nie ma. Ale tu się przeliczył bowiem babka chwyciła najdłuższy szklany odłamek jaki znalazła i dziabnęła nim napastnika dość zdrowo w pierś.

Kto stawał przed sądem? 100 punktów dla tego, kto powiedział że kobieta. Za napaść.

Obrady ławników były dość burzliwe - 2-3 osoby uparcie upierały się że jest winna - no bo w końcu mogła dzwonić na policję, a nie próbować się bronić - przez co obrady zajęły nam dwa dni. Ostatecznie dali się przegłosować, przyznając się że przeciągali to tylko dla diety ławniczej (bliskiej minimalnej stawce godzinowej), kobietka wróciła szczęśliwie do domu i dzieci.

A "poszkodowany"? Siedzi w więzieniu - po tym jak dostał kilka szwów, postanowił utopić smutki, a że z kasą było krucho, próbował sobie sam pomóc, otwierając monopolkę łomem.

Dodam tylko, że podaję te informacje całkowicie legalnie, w Nowej Zelandii ławników nie obowiązuje tajemnica sądowa.

sąd zagranica

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 658 (694)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…