Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#72651

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z dzisiejszego wieczoru.
Idę ulicą we Wrocławiu, nagle z bramy wypada dzieciak, może z 16-17 lat. Z ust toczy pianę, w jednej ręce ściska jakieś płyty czy zeszyty, drugą wykonuje nieskoordynowane ruchy na wszystkie strony. Chyba popuścił przy okazji w spodnie. Wypadł z takim impetem, że zatrzymał się na środku jezdni, samochód, który akurat wtedy jechał zatrzymał się na centymetry od niego!

Zanim zdążyłem zareagować, dzieciak dostał przyśpieszenia do trzeciej kosmicznej i polecał wzdłuż jezdni. Tak biegać nie powinien, zadzwoniłem na policję.
Skracając dialogi: pani dyspozytorka stwierdziła, że oni nie są od biegania za dzieciakami. Jak on sobie biega, to im nic do tego. Rozłączyła się.

Dzwonię na pogotowie: Pani dyspozytorka chciałaby pomóc, serio, słyszałem to w jej głosie. Niestety, nie mogła - nie potrafiłem nawet przybliżyć, gdzie dzieciak mógłby być. Obiecała, że sama zawiadomi policję.

Wracam do domu ze sklepu, do którego szedłem, gdy natknąłem się na tego dzieciaka i widzę go. Stoi przy przejściu dla pieszych! Lecę do niego, a on niepewnym krokiem znów pakuje się pod samochód. Tym razem, na szczęście, też nie dochodzi do tragedii.
Ściągam go z jezdni, pytam co się dzieje i słyszę "Spoko, to przez cukier i muzykę, za dużo muzyki i mnie roznosi".

Łączę się przez słuchawkę z policją, znów wyłuszczam sprawę tej same dyspozytorce... Ona każe mi się łączyć z pogotowiem.
Jak młody zrozumiał, że rozmawiam przez słuchawkę z policją, nagle znów zmienił się we wkurzonego Yodę i odleciał szybciej niż byłem w stanie zareagować.
Zobaczyłem na skrzyżowaniu radiowóz, pobiegłem do nich... Nie mogli pomóc, jechali już na interwencję, "proszę dzwonić na pogotowie".

Wściekły jak sto nieszczęść dzwonię na to cholerne pogotowie - odbiera DYSPOZYTOR.
Tu też nie ma się co rozpisywać: "oni nie przyjadą, oni nie są od tego, policja też może nie być od tego".
Pytam "kto weźmie odpowiedzialność za dzieciaka, jak sobie coś zrobi?" i słyszę "to ja przyjmuje zgłoszenie, pana nazwisko?". Myślałem, że się w końcu udało... Podałem i pytam, faktycznie, dość zjadliwie, czy to moje nazwisko im pomoże? Nie, ale jak go nie złapią, to... JA POKRYJĘ KOSZTY INTERWENCJI!
Nawet nie wysłuchał do końca pytania, czy to przypadkiem nie powinna płacić policja, skoro mnie do nich usilnie kieruje, bo się rozłączył.

Rozumiecie? Policja ma zaćpanego/chorego dzieciaka gdzieś, pogotowie też, a mnie straszą, bo nie chcę odpuścić i proszę o pomoc w tej sytuacji!

Byłem już na komisariacie, zgłosiłem przypadek młodego, niech go ktoś szuka, zanim coś się nie stanie. Jutro idę robić aferę na pogotowiu. Całe szczęście, że dzieciaka widzieli też inni ludzie, nie wmówią mi, że bezzasadnie ich szarpałem.

Uważajcie, jak chcecie komuś pomóc, bo jeszcze się okaże, że każą Wam płacić za gonienie służb do roboty.

policja pogotowie

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 295 (363)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…