Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany

#74298

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Pracowałam parę lat w gastronomii jako kelnerka. Historie o piekielnych pracodawcach z początków mojej kariery.

Pierwsza restauracja. Nie mam doświadczenia, tylko książeczkę sanepidowską, status studenta, angielski i niemiecki na dość dobrym poziomie i pracę w supermarkecie za sobą. Dostaję zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Rozmawiam z właścicielką knajpy, która także w niej czynnie pracuje. Działalność prowadzi wraz z synem. Wiedząc o moich brakach, a także o tym, że chce pracować tylko na wakacje, kobieta proponuje mi pracę, pokazuje umowę, zaprasza na dzień próbny, sprawiając wrażenie, że to wszystko formalność i praktycznie jestem zatrudniona. Z wyjątkiem płacy w wysokości 5/h (napiwki do podziału między wszystkich pracowników) wszystko wydaje się w porządku. Jako, że do tej pory nie dostawałam nawet zaproszeń na rozmowy o zatrudnieniu, jestem zadowolona. Przychodzę więc do pracy w poniedziałek - obsługuję z synem właścicielki gości (jej samej nie było, musiała wyjechać tego dnia), poleruję szkło, sztućce, zmywam, nakrywam. Słowem wszystko, co mogłam robić nie posiadając doświadczenia. Po sześciu godzinach siadam z synem właścicielki (i współwłaścicielem) do rozmowy. Okazuje się, że kobieta wpuściła mnie w maliny - kompletnie nie spełniam wymagań, których oczekują od kelnerki - szukają kogoś na stałe, z doświadczeniem, nie studiującej, bo potrzebują pełnej dyspozycyjności. Jak się okazuje poszukują kandydatki od dwóch miesięcy, od odejścia poprzedniej dziewczyny pracują z matką we dwoje. Dzień próbny oczywiście niepłatny (standard w gastronomii), dostaję informację, że być może do mnie zadzwonią. Nie ma jak to sobie załatwić bezpłatnego pracownika na czas największego ruchu w lokalu podczas swojej nieobecności. Ona nie miała obsuwy przy obsłudze gości, a ja w końcu nic nie kosztowałam, co ją obchodzi, że się narobiłam i zmarnowałam sobie dzień nie mając nawet szans na otrzymanie pracy.

Do drugiego lokalu trafiam tydzień później – mam przyjść na 4 godziny (oczywiście bezpłatnego) dnia próbnego. Prócz mnie jest dwóch kelnerów. Tutaj zostałam jeszcze bardziej bezczelnie potraktowana – po planowych czterech godzinach podeszła do mnie kierowniczka i mówi, że jest ze mnie zadowolona i jako że jeden z kelnerów musi wyjść pyta, czy mogę zostać do 20.00. Ja interpretując to naiwnie jako propozycję pracy stwierdziłam, że zostanę. O 20.00 pytam kierowniczki jak mam przyjść do pracy w następnym tygodniu. Ta poprosiła mnie o podanie jeszcze raz mojego numeru telefonu i powiedziała, że zadzwoni do mnie w sobotę z grafikiem. Nie zadzwoniła. Moje telefony odrzucała, przy czwartej próbie połączenia wyłączyła telefon. Nie ma to jak kłamać w żywe oczy i wykorzystać naiwną.

Kolejna rozmowa w popularnej w mieście sieci pierogarni. Stawka jaka mi została zaproponowana to 56 zł za dzień pracy – szybkie przekalkulowanie w głowie – wychodzi oszałamiająca stawka 4.66 za godzinę. Były proponowane jakieś bonusy za wypracowanie iluś tam godzin, weekendów w miesiącu itp., ale fakt faktem, że stawka za godzinę wynosiła niecałe 5 zł. Obowiązkowo mam pracować trzy dni, jako szkolenie, pod okiem doświadczonej kelnerki, która zgarnia wszystkie napiwki. Potem odbędzie się test i zdecydują czy mnie zatrudnią. Za te trzy dni pracy zapłacą mi jak przepracuję u nich 3 miesiące. Nie zapytałam wprost, ale jak mniemam jak by mnie nie zatrudnili, albo po dwóch miesiącach złamałabym nogę i musiała zrezygnować, to kasy bym te trzy dni pracy na oczy nie zobaczyła. Podziękowałam za tę niezwykle hojną ofertę.

Zniechęciłam się i poszłam do pracy w innej branży. Potem wróciłam i zostałam zatrudniona w pizzerii, gdzie dość długo pracowałam, ale to już może w innej historii.

gastronomia

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (Głosów: 92)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…