Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#76284

~Apollo13 ·
| Do ulubionych
Historia o bracie, któremu mama oszczędzała na Mercedesa, którego rozbił, przypomniała mi pewną historię. Imiona zmyślone, bo prawdziwych nawet nie pamiętam, podobnie jak wszystkich szczegółów historii.

Kiedyś w okresie między świętami Bożego Narodzenia a Sylwestrem spotkałem się z trzema znajomymi, którzy są kuzynami. W pewnym momencie jeden z nich zaczął temat incydentu, jaki miał miejsce podczas ich rodzinnego spotkania przy świątecznym stole. Widząc moje zaciekawione spojrzenie nakreślili mi sytuację.

Mają oni w rodzinie Michałka. Michałek to typowy leser, do nauki nie miał chęci, ledwo skończył zawodówkę, przy czym nie ma nawet z tego żadnego kwitka, bo mimo namowy ze strony najbliższych, nie chciało mu się iść na egzamin zawodowy bo "a po co mi to??". Każdą pracę szybciej kończy niż zaczyna, bo a to za ciężko, a to zły dojazd, a to kierownik nie miły, a to po prostu go wywalą bo się opieprzał. Mają też oni w rodzinie Ciocię, mamę Michałka, wpatrzoną w niego jak w obrazek, mającą go za ósmy cud świata. Mają również Tomka. Tomek żaden geniusz, ale inteligentny, uczył się zawsze dobrze, skończył studia, zna w dobrym stopniu angielski i niemiecki. Tomek zaraz po studiach dostał pracę w firmie transportowej, jako pracownik biurowy. Ogarnia tam jakieś sprawy papierkowe, wykonuje telefony i pisze meile, często właśnie po angielsku lub niemiecku. Kiedy Ciocia dowiedziała się o tym podbiła do Tomka przy okazji jakiegoś tam spotkania rodzinnego, i podpytuje jak tam się mu pracuje, jak szef, jak warunki. Tomek ogólnie chwalił sobie tą pracę. Ciocia w pewnym momencie do niego:

- Noo, to może Michałkowi był tam pracę u was załatwił?
Tomek trochę zmieszany
- No ale Michał przecież na osobówki nawet nie ma prawa jazdy (o tym dlaczego w dalszej części opowieści), a co dopiero na ciężarówki. Z resztą u nas przyjmują z doświadczeniem tylko...
- No gdzie tam Michał na jakiegoś tam pff.. kierowcę! (podobno powiedziała to ze straszną pogardą i oburzeniem) Do biura!

Tomek nie chciał pewnie awantury, więc nie wspomniał nawet o braku wykształcenia, kompetencji i znajomości języków obcych Michała. Powiedział tylko:
- Nie, nikogo nie szukają u nas
- No ale skąd wiesz? No zapytaj szefa. Powiedz, że dobry chłopak, że dobry pracownik z niego będzie. (akurat)
- Ale ciociu, szef jakby mógł to by najchętniej jeszcze kogoś z nas się pozbył. Na prawdę nikogo nie szuka. Chyba, że ktoś by się zwolnił, ale na razie się nie zapowiada.
- No ale skąd wiesz? No zapytaj! No porozmawiaj!
- Dobrze, zapytam- powiedział na odczepnego

Przy okazji wspominanego wcześniej spotkania świątecznego temat powrócił.
- I jak Tomciu, rozmawiałeś z szefem?
- Tak ciociu. Niestety, tak jak mówiłem, nie szuka nikogo nowego.
- No ale może za słabo rozmawiałeś. Weź powiedz, że niech na razie by przy Tobie siedział i się uczył, on bystry jest, raz dwa się nauczy!
Tomek odpierał te ataki, a ciocia nie odpuszczała. W końcu odezwał się sam Michałek
- Zostaw mamo! Nie widzisz, że nie chce pomóc? Pewnie! Jemu się pofarciło, ale żeby komuś pomóc teraz, to nie! Co go obchodzi, że ktoś szczęścia nie ma!
W tym momencie w Tomku, który na ogół jest podobno bardzo grzeczny i nikt w rodzinie nie słyszał jego krzyku, coś pękło.
- K***a! Ty nie masz szczęścia! Ty masz idioto sto razy więcej szczęścia jak rozumu! W wieku 22 lat miałeś 100 tysięcy na koncie, praktycznie za nic! I gdzie to masz? Prze****eś! Szczęścia nie ma! Byś nie miał szczęścia to byś teraz nie siedział z nami tylko w więzieniu!
Otóż Michałek mając 22 lata odziedziczył po zmarłym dziadku dom wraz z działką ( w razie pytań- podobno nie był z dziadkiem zżyty, po prostu był jego jedynym wnukiem z jedynego dziecka, i postanowił przekazać to jemu).
Nieruchomość sama w sobie nic ciekawego, stara, drewniana chałupa, nawet bez łazienki i toalety, położona w małej wiosce na uboczu, do tego kilka starych budynków gospodarczych. Fart Michałka polegał jednak na tym, że po drugiej stronie drogi mieszkał rolnik z dużym gospodarstwem, bogaty facet. Akurat żenił mu się syn i sama działka po dziadku stanowiła dla nich nie lada chrapkę- młodzi pobudowaliby się tam, byliby "na swoim", a jednak jakby wnuczki trzeba było babci do pilnowania podrzucić, to tylko przez drogę przejść ;) W związku z tym zapłacili 100 tysi, gdzie ktoś "z zewnątrz" dałby znacznie mniej. Jakiś wujek, który pomagał im przy sprawach formalnych, podpowiedział Michałkowi (moim zdaniem dobry) plan zainwestowania tej sumy- dobrać kredyt, kupić mieszkanie w okolicznym mieście, gdzie jest sporo studentów, wynająć je, a najemca niech spłaca kredyt. Za X lat miałby spłacone mieszkanie i mógłby albo sam sobie tam zamieszkać, albo wynajmować dalej i mieć z tego solidne kieszonkowe. On jednak widział to wszystko inaczej.

Otóż kupił sobie wypasione BMW. Przy zakupie nie kierował się przebiegiem, pochodzeniem, stanem, tylko tym, żeby miała ładne "alusy" i odpowiednio mocny silnik. Pojechał po pierwszy lepszy egzemplarz, który spodobał mu się na allegro, nie szukając nawet w internecie informacji na temat danego modelu i silnika, kosztów eksploatacji, ewentualnych wad itp. Nie wziął nawet ze sobą kogoś kto ma jako takie pojęcie o autach. Skutkiem tego oczywiście po jakimś czasie zabulił kilka tysięcy za jakąś naprawę. Przy okazji okazało się, że auto jest po poważnej naprawie blacharskiej. Oprócz auta Michał kupił sobie również markowe ciuchy no i strugał cwaniaka przed znajomymi. Następnie popełnił kolejny błąd- wciągnął się w grę na automatach. Zapytany później o to twierdził, że wyszedł "na zero", może na niewielki minus, ale jak wiadomo, każdy tak mówi :)

Radość Michała i życie ponad stan nie potrwały jednak zbyt długo. Chcąc popisać się przed równie mądrymi koleżkami, przewiózł ich brawurowo swoją furą. W jeden z zakrętów wszedł za szybko, stracił panowanie, odbił się od samochodu jadącego z naprzeciwka i BMW skończyło na przydrożnym drzewie, czy jakimś słupie. Na domiar złego okazało się, że Michałek kierował po alkoholu. Szczęście jednak nadal mu dopisywało, gdyż ani jemu, ani jego pasażerom, ani nikomu z tego drugiego auta nic poważnego się nie stało. Mimo wszystko, zaczął się problem od strony prawnej. Na duch trzeba było dobrego adwokata, żeby się jakoś z tego wywinąć, tym bardziej, że miał już konflikt z prawem w przeszłości. Z tym że adwokat kosztuje, a jak się okazało konto Michała było już prawie puste(!). Co tu robić? Jedynym co mu zostało był wrak BM-ki. Wystawił go na sprzedaż i niedługo na podwórko zajechał jakiś handlarz. Najwidoczniej wyczuł, że Michałowi spieszy się ze sprzedażą, gdyż strasznie zaniżył cenę. Michał próbował się targować, lecz w pewnym momencie dał się złapać na sztuczkę starsza od węgla- handlarz wyciągnął gotówkę, pomachał mu banknotami przed oczami i powiedział "To jak, dobijamy targu? Bo jak nie to lecę dalej. Mam na dzisiaj jeszcze jeden temat nagrany." No i po chwili Michałek patrzył jak pozostałości po dorobku życia jego dziadka odjeżdżają na lawecie. Pieniądze rozeszły się raz dwa na kary, adwokata itp. i Michał znowu był gołodupcem siedzącym na utrzymaniu mamy, czy też rodziców (o jego ojcu nic nie słyszałem).

Wracając do świątecznego spotkania- po tych słowach Michałek zachował się oczywiście bardzo dorośle- rzucił krótkie "spier***aj!" i z fochem wyszedł z imprezy bez słowa pożegnania. Ciocia zaczęła robić Tomkowi awanturę, że "jak on tak mógł?!", lecz zanim wystartowała reszta rodziny ją usadziła, rozwijając słowa Tomka. Koniec końców ciotka resztę spotkania siedziała i płakała wysłuchując porad od całej rodziny, aby w końcu przejrzała na oczy i potrząsnęła solidnie Michałkiem , gdyż jak tak dalej pójdzie, to nie skończy on dobrze.

spotkanie rodzinne

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 396 (Głosów: 418)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…