Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#76886

(PW) ·
| Do ulubionych
W miasteczku moich rodziców w czasie ferii zimowych jest akcja prowadzenia zajęć dla dzieciaków szkolnych w domu kultury i okolicach - planszówki, zajęcia plastyczne, tańce, śpiewy, łyżwy i podobne. Dzięki temu dzieci nie siedzą bite 2 tygodnie przed komputerami i część dowiaduje się, że w ogóle jest w mieście lodowisko i budynek ze sceną. Kilka razy prowadziłam w tym czasie zajęcia z kaligrafii - uczyłam prawidłowo trzymać pióro, ćwiczyłam różne alfabety, pokazywałam też zabawy z atramentem i papierem (choćby pisanie głupim sokiem z cytryny i ogrzewanie kartki). Prowadziłam, bo chciałam i mogłam. Do tej pory przed świętami albo tuż po odzywał się ktoś z organizatorów akcji, sprawdzając, czy wciąż chcę i mogę i uzgadniając szczegóły.
W tym roku nikt się nie odezwał, a i ja się nie wyrywałam, bo mam swoje sprawy, którymi muszę się zająć. Aż do wczoraj.

Wczoraj po południu dostałam SMS od dziewczyny, z którą byłam razem w gimnazjum - i do tego ograniczały się nasze kontakty, nawet nie miałam jej numeru telefonu. Napisała mi, że wysyła mi mail z informacjami o tegorocznych warsztatach, bo w tym roku jest w grupie organizatorów - i tyle. Pomyślałam, że trochę późno mnie werbują, ale że i tak nie planowałam się włączać, to sprawę olałam, pocztę sprawdziłam dopiero późnym wieczorem. I się deczko wpieniłam.

Zamiast zaproszenia dostałam gotowy program. Ze swoimi warsztatami wpisanymi 3 razy w tygodniu - środa, czwartek, piątek. Dodatkowo informacje, że w tym roku budżet jest ograniczony i prowadzący zajęcia muszą sami przynieść materiały, jeżeli nie ma ich na liście tych, które już kupiono (tutaj krótki spis podstawowych przyborów plastycznych, na których, rzecz jasna, nie było papieru piórkowego, peluru czy papieru biblijnego).
Odpisałam krótko i jadowicie, że żądam usunięcia mnie z programu i wpisania nazwiska osoby, która poprowadzi zajęcia, ponieważ ze mną nikt sprawy nie konsultował i nie deklarowałam udziału.

Dzisiaj, godzina 11 z minutami, mieszam rosół w garze i odbieram telefon. Dzwoni była koleżanka z gimnazjum. Dlaczego nie chcę prowadzić kaligrafii?
Hm... Bo nie? Bo mam swoje sprawy? Z których nie muszę się tłumaczyć? Bo nikt mnie nie zapytał, czy w tym roku chcę i mogę? I, wreszcie, bo nie podoba mi się dłużej zasuwanie za darmo, skoro część prowadzących dostała w zeszłym roku za to wynagrodzenie (nagrody pracownicze i gadżety dla załogi domu kultury i nauczycieli), a ja głupiej koszulki nie dostałam?
Jej odpowiedzi składały się w dużej mierze z "ale". Ale jak to, ale dlaczego, ale przecież wolontariuszom nie można płacić, ale co ona ma teraz zrobić (a tego to ja już nie wiem i nie mój problem)?
Zapytałam, dlaczego nie zapytała odpowiednio wcześniej, czy w tym roku się piszę. "Bo nie miałam ani twojego maila, ani telefonu, dopiero teraz dostałam" (guzik prawda, a jeżeli nawet, to pozostali organizatorzy mieli moje kontakty od lat). To dlaczego w ogóle wpisała nieuzgodnioną atrakcję do grafiku? "Bo... bo przecież co roku byłaś! Skąd miałam wiedzieć, że teraz się zrobisz wielką panią i się wypniesz!"
No to się tak wypięłam, że skończyłam rozmowę.

Dwie godziny temu zadzwoniła moja matka. Rozmawiała ze swoją koleżanką z domu kultury - podobno zostawiłam wszystkich w bardzo trudnej sytuacji, bo w ostatniej chwili odwołałam warsztaty uzgodnione od 2 miesięcy i to jeszcze w weekend. Ktoś tu usiłuje ratować swoją skórę.

Dziewczyna załapała się do pracy w miejskim wydziale kultury (wypytałam matkę). Cóż, maile z opisem sprawy do jej zwierzchnika i dotychczasowych organizatorów (większość wciąż siedzi w tej akcji) już poszły.

Tak sobie czekam na to, co się jutro będzie działo.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 390 (Głosów: 412)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…