Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77030

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałam umówioną wizytę na oddziale chirurgii w Szpitalu Piekielnym na konkretną godzinę na zdjęcie gipsu. Przy zakładaniu gipsu w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym (SOR) Szpitala Piekielnego kazano mi przyjść na tę wizytę ze zdjęciem złamania oraz otrzymanymi dokumentami: kartą wypisu z SOR i skierowaniem na zdjęcie gipsu.

Od razu się przyznaję, że moja piekielność polegała na tym, że z tych trzech rzeczy pamiętałam tylko o płytce ze zdjęciem, bo logiczne dla mnie było, że może się przydać. O papierkach, otrzymanych w stanie kiedy mózg jeszcze przeżywał doznaną krzywdę pod postacią złamania, najzwyczajniej w świecie zapomniałam.

Po 30 minutach oczekiwania w kolejce, do rzeczywistości przywróciła mnie miła Pani w rejestracji ogólnej, która oznajmiła mi, że bez tych dwóch świstków ona nie może wpuścić mnie na umówioną wizytę. No rozumiem, takie procedury, jak nie ma po papierkach śladu, to może mi się nie należy i takie tam. Pani jednak była bardzo pomocna i miła i poradziła mi udać się do rejestracji SOR i tam poprosić o wydrukowanie wszystkiego, bo w końcu oni mi to dali.

W rejestracji SOR strasznie głupio było mi się wpychać w kolejkę, bo w końcu ludzie czekają na pomoc w nagłych wypadkach, ale bez tych dokumentów zostałabym z gipsem, a ile może trwać wydrukowanie 2 papierków. Na szczęście oczekujący w kolejce wykazali się zrozumieniem i nie mieli nic przeciwko, natomiast pani z rejestracji SOR ofuknęła mnie strasznie i stwierdziła, że ona nic mi drukować nie będzie. No w sumie rozumiem, nagłe wypadki i te sprawy, może faktycznie nie jest to możliwe.

Podczas biegania po różnych oddziałach szpitala, rzuciła mi się w oczy recepcja oddziału chirurgii, więc pomyślałam sobie, że może tam będą mogli wydrukować mi te nieszczęsne dokumenty, w końcu to cały czas ten sam szpital. Przemiła pani z rejestracji tym razem oddziału chirurgii oburzyła się, że jak to mi na SORze nie wydrukowali, oni muszą, ona nie ma jak, ale zaraz do nich zadzwoni i to załatwi. No i faktycznie załatwiła. Znowu musiałam lecieć przez pół szpitala do recepcji SOR, ale kartę wypisu dostałam, z wielką łaską, choć znalezienie dokumentu w systemie wraz z drukowaniem zajęło pani może z 15 sekund. W tym momencie z radości nie zwróciłam uwagi, że cały czas brakuje mi skierowania.

W międzyczasie mijała umówiona godzina wizyty, więc poszłam dopytać panią doktor, czy nie będzie problemu jak się trochę spóźnię, bo muszę pozałatwiać papiery. Pani doktor również była miła, stwierdziła że nie ma problemu z przesunięciem i doradziła mi, że mogę zapłacić za zdjęcie gipsu, a potem donieść skierowanie i pieniądze zostaną mi zwrócone, czym przypomniała mi, że faktycznie ciągle brakuje mi skierowania. No to zadowolona pędzę do rejestracji ogólnej, gdzie znowu odczekałam do swojego numerka, bo nie miałam serca ludziom się wpychać w kolejkę przez swoje zapominalstwo, mimo że miła pani mnie pamiętała i nawet machała do mnie, żebym podeszła bez kolejki. Gdy w końcu nadeszła moja kolej, pani zdziwiła się bardzo informacją o opłacie za zdjęcie gipsu, bo „kto mi to zwróci, co też ta pani doktor opowiada”, ona musi mieć skierowanie teraz i już.

Zaczęłam już tracić nadzieję, że uda mi się rozstać z gipsem w tym dniu, ale tu spłynęło na panią rejestratorkę natchnienie. Stwierdziła bowiem, że sprawdzi sobie w systemie, czy ja to skierowanie faktycznie dostałam. No było, jasno podane kiedy wystawione i przez kogo, znaczy się jestem uprawniona i nie ściemniam. Na moją sugestię, że skoro ona je ma w systemie, to czy nie mogłaby mnie już puścić na tę wizytę, pani ze smutkiem stwierdziła, że musi być papier. Finalnie kazała mi iść jeszcze raz do tej samej pani doktor, która skierowanie wystawiła i poprosić o nie jeszcze raz – akurat była w tym dniu w pracy, tylko na innym piętrze w szpitalu. Po powrocie ze skierowaniem i ponownym odstaniu swojego w kolejce do rejestracji ogólnej, udało mi się w końcu dostać do pani doktor i zaledwie 2 godziny po umówionej godzinie gips został zdjęty.

Można by się zastanawiać, czemu w ogóle wrzucam tę przydługą historię, przecież co najmniej trzy osoby chciały mi doradzić i pomóc, a przecież i tak całe zamieszanie było z mojej winy. Bo zastanawiam się, jak to jest możliwe, że w XXI wieku, w dobie komputeryzacji, gdzie jak się okazało wszystkie potrzebne dokumenty zostały zapisane i były dostępne w systemie komputerowym, nic się nie dało załatwić bez fizycznie wydrukowanych dokumentów.

słuzba_zdrowia przestarzałe procedury

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (232)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…