Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Chciałbym się tylko podzielić swoim wspomnieniem z mojej pierwszej pracy po przyjeździe do wielkiego miasta.

Był to wielki zakład produkcyjny, w którym pracowało znaczna ilość ludzi - część zatrudnieni bezpośrednio w zakładzie, część poprzez agencje. I te agencje z dzisiejszej perspektywy wydają mi się najbardziej nieludzkie.

Praca na umowę-zlecenie, fizyczna, zmiany 8-godzinne, grafik ustalany przez każdego indywidualnie, początek pracy: 6:00. z tym, że 6:00 to jest rozpoczęcie pracy już na hali, przejęcie obowiązków od poprzednika - w zakładzie trzeba było się pojawić najpóźniej 5:30. Nie ma pracy, bo zakład nie ma zleceń? Do domu! Zdarzało się, że zakład wypracowywał co miał wypracować i nie było już specjalnie pracy, więc ci niepotrzebni byli odsyłani do domu.

Oczywiście płacone było od przepracowanej godziny, czyli zdarzały się "dniówki" po 2-3 godziny pracy. A zdarzały się dni bez pracy - wspaniale, jeśli dostawało się sms dzień wcześniej, ok. 22-23, że jutro wolne, ale mi się zdarzyło dostać takiego sms 4:30 - kiedy już praktycznie byłem ubrany do pracy. A co jeśli Tobie coś wypadło losowego i nie mogłeś przyjść? Zależało od szczęścia - jeśli było mniej pracy, to mogłeś liczyć na sms, że masz wolne, jeśli nie - kara w wysokości 50 zł. Wynagrodzenie ok. 5-6 zł netto/godzina.

Po dwóch miesiącach miałem dość i poszedłem stamtąd, ale współczuję tym, którzy muszą tak pracować.

praca duży zakład

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (Głosów: 194)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…