Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77096

(PW) ·
| Do ulubionych
Zapewne kojarzycie akcję zbierania nakrętek na cele charytatywne? Nic to nie kosztuje, nikomu nie wadzi. A jednak. Niektórym osobnikom najwyraźniej bardzo nie pasuje, że ktoś zamiast wyrzucić woli oddać nakrętki i tym sposobem komuś pomóc.

W pracy nie mamy typowego dystrybutora z wodą. Zamiast tego dostajemy wodę w butelkach. W związku z tym, że firma ma kilkunastu pracowników, siłą rzeczy butelek schodzi dużo. Nie jest to zbyt ekologiczne, w końcu butelki są plastikowe. Oprócz plastiku "odpadem" są nakrętki. Zamiast je wyrzucać po prostu zbieramy je w karton, czekając na akcję pt. "Zbieramy nakrętki na...".

Ostatnio pojawiła się okazja, by nakrętek się pozbyć. Szef powiadomił wszystkich, żeby zebrać ze wszystkich kartonów nakrętki w jeden duży karton lub worek, on to wszystko zapakuje do samochodu i zabierze. Jeden z jego sąsiadów uruchomił właśnie taką zbiórkę nakrętek na chorego chłopca.
Ja sama w mieszkaniu mam dość pokaźny worek nakrętek. Mam to szczęście (czy nieszczęście), że mieszkam na tym samym osiedlu co szef, w bloku naprzeciwko. Powiedziałam szefowi o moim worku nakrętek i umówiłam się, że następnego dnia przed pracą podrzucę mu je.

Ważne dla historii: osoba organizująca zbiórkę umiejscowiła na klatce spory karton z przyklejoną kartką "Szanowni Sąsiedzi, zbieram nakrętki na pomoc dla chorego chłopca". Pudło stało w rogu na półpiętrze, obok skrzynek pocztowych. Nie blokowało przejścia ani dostępu do samych skrzynek.

Rano zbieram się do pracy, gdy dzwoni szef. Mówi mi, żebym wstrzymała się z dostarczeniem mu worka z nakrętkami, on sam po nie wpadnie po południu. W sumie super, nie muszę sama męczyć się z wielkim workiem :)
Zmiana planów wyjaśniła się chwilę później. Wychodząc do pracy zauważyłam jakieś poruszenie przy bloku naprzeciwko (blok, w którym mieszka szef). Nad wejściem do klatki jest coś jakby betonowy dach. Na dachu stało dwóch panów, którzy zbierali kolorowe nakrętki. Obok nich leżał rozwalony worek. Śpieszyłam się do pracy, więc dopiero w biurze podpytałam szefa, czy wie co się stało.

Szef cały w nerwach opowiedział mi całą historię.

Poprzedniego dnia wieczorem zaniósł wór "biurowych" nakrętek do pudła postawionego na klatce. Część wsypał do środka, resztę zostawił w worku i postawił obok tak, żeby nikomu nie przeszkadzało. Następnego ranka nakrętek nie było w kartonie ani obok niego. Nie było nawet samego kartonu. Na podłodze leżało rozwalone, porwane coś będące kiedyś kartonem. Z napisem "Szanowny Sąsiedzie, proszę nie wykorzystywać bloku do żebrania i robienia śmietnika!". Na koniec dodane jeszcze 3 wykrzykniki dla podkreślenia ważności przekazu.

Tak. Ktoś wyrzucił worek z nakrętkami. Przez okno.

Szef bardzo zdenerwowany całą sytuacją. Spróbuje dowiedzieć się, który sąsiad zbiera nakrętki i w bezpieczniejszy sposób je mu przekazać oraz dorwać debila, który wyrzucił te już zebrane przez okno NA DACH. Jednym z podejrzanych jest rodzinka z mieszkania obok. "Wolne miejsce" obok skrzynek uważają za parking dla wózka dziecięcego (to, że w ten sposób blokują dostęp do niższego rzędu skrzynek jakoś im nie przeszkadza).

Ręce i cycki opadają.

ludzie to debile

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 247 (Głosów: 275)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…