Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77102

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam historię o zarzuceniu dzieci zajęciami dodatkowymi, przeczytałam komentarze i stwierdziłam, że przedstawię rezultat takiego programu tresury dzieciaka.

Jest kilka takich kierunków rozwoju życiowego, w których klanowość wciąż żyje. Artyści, rzemieślnicy, zwłaszcza rzemiosła artystycznego, prawnicy, farmaceuci i lekarze, żeby daleko nie szukać. A kto nie jest z klanu, chciałby być, ale mu się nie udało, często usiłuje wcisnąć swoje dzieci. Na upartego.

Na moim roku kierunku lekarskiego spotkałam ludzi, którzy nigdy, przenigdy nie wzięli nawet pod uwagę tego, że mogliby lekarzami nie być, mimo że mają o wiele większe uzdolnienia w innych dziedzinach. Nie potrafią też podać żadnej osobistej motywacji związania się z medycyną - wyłącznie powody rodzinne. Są albo z wielopokoleniowych rodzin lekarskich, albo byli "wychowywani na lekarzy" przez lekarzy-rodziców (albo rodziców-nielekarzy, mniejsza z tym). Chcieli być lekarzami dlatego, że od tak dawna słyszeli, że chcą być lekarzami, że o niczym innym nie mieli odwagi pomyśleć. Po prostu na tę nieszczęsną medycynę ich wypchnięto, bo dziecko musi wyjść na ludzi.

Jeżeli ktoś rzeczywiście ma uzdolnienia w tym kierunku - dobrze. Będzie lekarzem, nie wybitnym, ale dobrym. Gorzej, jeżeli ktoś takich uzdolnień nie ma, a zamiast nich tylko ambicję - cóż, tu się robi niebezpiecznie. W najlepszym przypadku taki ktoś będzie lekarzem bardzo przeciętnym, a jeżeli ma dość pokory, żeby się z tym pogodzić i znać swoje ograniczenia, to ograniczy praktykę do spraw prostych i rutynowych, o niskim ryzyku. W najgorszym razie taki ktoś będzie źle leczyć.

Moja koleżanka z roku po pijaku zawsze puszcza sobie koncerty z filharmonii, bo chciała iść do szkoły muzycznej. Intuicyjnie rozumie muzykę, amatorsko gra na gitarze, naprawdę bardzo ładnie. Kłopot w tym, że o szkole muzycznej nie było mowy, bo jej ojciec jest lekarzem o dość prestiżowej specjalizacji i widzi w jedynaczce swoją spadkobierczynię, a dziewczyna lepiej gra jako amatorka niż operuje jako już prawie dyplomowany lekarz - i sama ma tego świadomość.

Znajomy opowiedział mi kiedyś o dziewczynie, która zrobiła dyplom lekarski pod naciskiem rodziców, a potem wyszła za mąż, skończyła jakieś studia nauczycielskie i pracuje w przedszkolu - bo wiedziała, że nie chce leczyć i nie będzie tego dobrze robić, a kocha pracę z dziećmi. Jeżeli kiedykolwiek ją spotkam, to szczerze pogratuluję odpowiedzialności i odwagi.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 207 (245)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…