Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77226

~domatorka ·
| Do ulubionych
Uwaga, ta kompilacja historii może być kontrowersyjna. Dotyczy ona bowiem przygodnego seksu.

Generalnie seks lubię i nie mam większego oporu przed "jednonockami". Wbrew powszechnej opinii nie zdarza się to jedynie w klubach "Techno Dziesięć Tysięcy", gdzie umalowane Karyny poddają się uniesieniom w kiblach razem ze spoconymi Sebami z włosami na żel. Takie przerażające rzeczy da się zorganizować przez internet, konsensualnie umawiając się do hotelu, z szacunkiem i poszanowaniem dla obu stron.

Przynajmniej w teorii. W praktyce na coś takiego wpada (przynajmniej w Polsce) jakieś 25% facetów, reszta za to uważa, że:

a. kobieta umawiająca się "na seksy" to w sumie prostytutka bez smykałki do biznesu. Wiadomo więc, że ma "obowiązek" zaspokoić "klienta", który będzie w tym czasie nie robił absolutnie niczego prócz korzystania z "usługi". Odmówisz takiego układu: jesteś pasztetem, szmatą itp.

b. kobieta umawiająca się na jednonocki jest "łatwa", tj. może mieć ją każdy. Przynajmniej w mniemaniu Sebów i Januszy. Wobec czego absolutnie do nich nie dochodzi, że akurat z nimi sypiać NIE chciałam. W ogóle sama koncepcja tego, że kobieta może być chętna na seks, ale niekoniecznie z nimi, wymyka się pojmowaniu niektórych. Dostałam więc mnóstwo wiadomości z obleśnymi fotkami, wiadomości zakładających, że się z nimi umówię i o akurat kiedy oni chcą, wiadomości bez grama szacunku od typów z nickami typu "władca_suczek" czy gorszych wysrywów.

c. nieszanowanie granic. bardzo szybko zorientowałam się, że sposobem na odsiew jest postawienie kategorycznego "nie" w jakiejś kwestii, najczęściej przy praktykach, które po prostu nie sprawiały mi przyjemności lub były dla mnie wręcz bolesne. W wielu przypadkach panowie mieli to, pardon, głęboko. Następował festiwal jęczenia, "że jak to tak, tego nieeee? ale JA CHCĘ", w skrajnych przypadkach też "hehe, jak się spotkamy to zmienisz zdanie" czy "a jak ci zapłacę?".
Dwa razy wywaliłam gości za drzwi w hotelu, bo wydawali się normalni, a okazało się, że zgniłki.

(Dla wyjaśnienia - nie chodzi o to, że wszystko musi być tak, jak ja chcę, raczej o obustronne unikanie tego, czego druga strona wybitnie nie lubi.)

d. ogólny brak szacunku, podwójne standardy, typy uważający się za królów wszechświata, bo "dużo ruchają" (w analogicznej sytuacji ja byłam, oczywiście, szmatą). Goście niedowierzający, że nie lubię być uległa w łóżku, że nie lubię bierności.

To było jakieś 75% procent ludzi, z jakimi się spotkałam, a każdym miejscu w polskiej sieci, w jakim byłam. I naprawdę nie chcę pisać o Polakach-cebulakach, ale w Holandii (gdzie mieszkam na stałe) proporcje były dokładnie odwrotne - większość mężczyzn zwracała się do mnie z szacunkiem, bez wyższości, wulgaryzmów, traktowania jak darmowej prostytutki.

W końcu zarzuciłam to "hobby" będąc w Polsce, uznając, że w sumie celibat jest bezpieczniejszy i mimo wszystko mniej irytujący.

Czemu to piszę? Bo kolega ostatnio mi się żalił, że praktycznie nie da się znaleźć normalnej kobiety na jednonockę. Że nie chcą, boją się, sprawdzają faceta po dziesięć razy.

No ciekawe, czemu.

Skomentuj (79) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 228 (Głosów: 366)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…