Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77490

~Kitana224 ·
| Do ulubionych
Pracuję w cukierni. Piekielnych sytuacji jest tu sporo (do moich ulubionych należy święte oburzenie klientów, że nie potrafię im czytać w myślach i nie wiem, które ciastko akurat chcą), ale chciałabym się podzielić na świeżo historią z dzisiejszego poranka.

Chwila po otwarciu, jeszcze pusto, ja [J] z koleżanką (powiedzmy Anią [A]) na sklepie. Wchodzi klientka [K] - kobieta ok. 60-tki, z miną mówiącą "ja tu jestem panem i władcą, cieszcie się, że w ogóle zaszczyciłam was swoją obecnością"

[K]: Przyszłam odebrać tort.
[A}: Poproszę o pani nazwisko.
[K, z westchnieniem oburzenia, że nie raczymy nie wiedzieć, kim ona jest]: Piekielna.
Znajduję tort, przynoszę, otwieram pudełko i pokazuję klientce.
[J]: Czy wszystko się zgadza, miał być tylko obłożony czekoladą, bez dodatków...
[K]: Bo ja nienawidzę ozdóbek! (co mnie to obchodzi, pytam tylko, czy wszystko się zgadza)
[A]: Za tort należy się tyle i tyle, polecam również naszą kawę na wynos...
[K]: Ja chcę stąd jak najszybciej wyjść! Nic nie obchodzą mnie wasze propozycje! Mam to gdzieś!

No cóż, pani najwyraźniej wstała lewą nogą. Przypomnę, że poza nią nie było nikogo w sklepie, została natychmiast obsłużona, tort też był od razu znaleziony, nie czekała ani jednej niepotrzebnej chwili, sama też wybrała taką godzinę odbioru. Niektórzy chyba po prostu czują potrzebę podkreślenia, jacy są wyjątkowi i jak ciężko im z tym, ze muszą żyć na tym niewdzięcznym świecie, wśród plebsu.

gastronomia

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (Głosów: 245)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…