Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77497

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie długo i dla niektórych nudno. Ale jeśli chcę jak najlepiej oddać bezsens, który od lat toczy moją rodzinę, to krócej chyba się nie da. Zaznaczam od razu: nie atakuję religii katolickiej, piszę tylko o swoich odczuciach. No to jedziemy.

Nigdy nie byłam specjalnie religijna. Wierząca tak, religijna nie bardzo. Po prostu nie wyniosłam tego z domu.
Byliśmy typową rodziną katolicką, ale chyba bardziej z przyzwyczajenia, tradycji i pod publiczkę. Do kościoła się nie chodziło, żadnego postu czy adwentu się nie obchodziło itd... tyle co się zjadło jajko w kwietniu czy opłatek w grudniu. Ojca to w sumie częściej widywałam klęczącego nad toaletą po flaszce niż przy modlitwie.
Raz na jakiś czas rodzice w imię tego "co ludzie powiedzą" wyganiali mnie do kościoła (sami oczywiście nie ruszyli tyłków), próbowali odpytywać z katechizmu czy zmusić do odklepywania różańca. Potem im przechodziło i znowu na jakiś czas był spokój. Ale nawet gdy był spokój, rodzice nie tolerowali odchyleń od normy; próbowałam tłumaczyć, że wierzę w Boga, ale kościół z tą całą otoczką, różnego rodzaju skandalami i parciem na kasę to nie moja bajka, po prostu w ogóle tego nie czułam. W liceum nawet chciałam wypisać się z religii, ale niestety... przy każdej próbie protestu zbierałam w imię Boga ostre cięgi i słuchałam nieśmiertelnego argumentu "dopóki mieszkasz pod naszym dachem...".

Dorosłam, wyprowadziłam się, wyjechałam na Wyspy. Nie chodziłam do kościoła, modliłam się w domu i mi to wystarczało. W międzyczasie wyszłam za mąż, ślub cywilny z obiadem w restauracji zamiast wesela. Rodziców szlag trafił - materiał na osobną historię.
Po latach, gdy urodziłam dzieci, "coś" zaczęło się zmieniać. "Czegoś" zaczęło mi brakować. Matka (ojciec już nie żył) atakowała o chrzest jak mogła. Teksty typu "jak będziesz w Polsce, to zabiorę dzieci i ochrzczę jak nie będziesz wiedziała" były na porządku dziennym.
A ja... szukałam. Chodziłam do różnych kościołów, ale zawsze po kilku miesiącach odchodziłam. Aż rok temu trafiłam tam gdzie jestem, gdzie po raz pierwszy poczułam, że to jest to, mój dom. I tam po kilku miesiącach zdecydowałam się dołączyć i ochrzcić dzieci.

Rozmowa z mamą:
J: Zdecydowałam się ochrzcić dzieci.
M: Cudownie.
J: W protestanckim kościele.
Cisza... cisza... Nagle:
M: Jak możesz! Ty zdrajco! Nie tak cię z ojcem wychowaliśmy!!!
J: Mamo, w ogóle mnie nie wychowywaliście. Nie chodziliśmy z rodziną do kościoła, nie uczyliście pacierza, nie rozmawialiście o Bogu... tylko szantaże i groźby, gdy miałam wątpliwości...
M: ZDRADZASZ NASZĄ PIĘKNĄ WIARĘ! (wtf?)

I tak wyglądają moje rozmowy z mamą od października. Podczas tych rozmów "wykańczam ją, doprowadzam do zawału, palpitacji i raka(!)". Czasem dodaje rzeczy typu:
M: To zdrada, pójdę do sądu i odbiorę ci prawa rodzicielskie i odbiorę ci dziewczynki... i wychowam tak JAK NALEŻY!!
Taaaak, bo tylko to co polskie i katolickie jest właściwe...

Chrzest odbył się w styczniu. Matka strzeliła focha i nie przyjechała. Teraz lamentuje, że jak mogłam ją pominąć w tak ważnym dniu (??). Obdzwania bliższe i dalsze ciotki, kuzynostwo i znajomych gadając jaka to ja jestem wyrodna, zła i wyrachowana córka i zdrajczyni (kuzynostwo jest OK i mi donosi).

Czemu o tym teraz piszę? W czwartek lecimy do Polski na urlop. Wczoraj zadzwonił do mnie proboszcz z Polski z "mojej" parafii. Nie mógł się od matki doprosić mojego numeru, więc wziął od znajomej i zadzwonił, żeby potwierdzić, czy ten chrzest zamówiony na 26 marca jest nadal aktualny... Jezuuu... Księdza przeprosiłam, chrzest odwołałam.

Tak sobie siedzę i myślę. Do jasnej ciasnej, dlaczego? Gdyby moi rodzice byli głęboko wierzący, to bym może trochę rozumiała. Wkurzałabym się, ale rozumiała. Ale tak? Nawet walcząc ze mną o ten chrzest, przez ostatnie 6 lat mama była w kościele 2 (DWA) razy. 6 lat temu na pogrzebie taty i w zeszłym roku na ślubie kuzynki. W ogóle nie żyje i nigdy nie żyła według zasad religii katolickiej. Więc czemu? Aż taka hipokryzja?
Tak się zastanawiam, co się stanie, gdy się mama dowie, że tego dnia, kiedy chrzciłam dziewczynki to oficjalnie przystąpiłam do mojego kościoła i teraz ma także córkę protestantkę. Ale się będzie działo...

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 270 (324)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…