Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77543

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie boję się psów.
Tylko raz obcy pies mnie ugryzł i był to taki mały kundelek typu jazgacz płochliwy czyli pies zaczepno-obronny. Pies zaczepia a właściciel musi go bronić. Nie lubię też utrudniać życia innym i często psiarzom ustępuję drogi. Wygląda to tak, że jeśli pies, w sobie wiadomym celu, uzna trawnik po mojej stronie za bardziej interesujący, nie widzę wielkiej ujmy by przejść na drugą stronę chodnika. Mnie nie ubędzie a właściciel nie musi szarpać się z psem i mijamy się bez problemu. Właściciele często nie zauważają tej drobnej uprzejmości a jeśli już to kwitują to uśmiechem lub zdawkowym "przepraszam".
Jednak czasami spotyka się piekielnych.
Majestatycznym krokiem idę sobie i widzę że na chodniku stoi sobie wyprowadzacz psa. Tyle tylko że pies znajduje się na trawniku po drugiej stronie chodnika a pomiędzy nimi jest łącznik w postaci długiej smyczy. Zbliżam się w tempie niewiele większym niż lodowiec więc mam uzasadnioną nadzieję że mądrzejszy z tej pary przejdzie bliżej wspólnej krawędzi i udostępni część chodnika bym mógł przejść. Niestety, czymś zaaferowany nie zwrócił na mnie uwagi, a wyprowadzacz też nie uznał za stosowne by skrócić dystans do psa. Doszło do nieuniknionego spotkania. Smycz w dalszym ciągu stanowiła zaporę na mej drodze i zmusiła mnie do zatrzymania.
- Przepraszam. chciałbym przejść - zagaiłem dość uprzejmie i pokojowo.
- Co, pieseczka się boi? Nie spodziewałem się drwiąco kpiącej odpowiedzi.
Rzekłem coś na temat przeznaczenia chodnika, w odpowiedzi uzyskałem informację że mogę pośpiesznie się oddalić (najlepiej fruwając lub obchodząc tę parę po trawniku)
Wspomniałem że nie specjalnie się boję psów? Właścicieli też.
Spokojnie sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem pamiątkę z wojska. Taki składany scyzoryk saperski z trzy calowym ostrzem. Równie spokojnie rozłożyłem go i jednym ruchem rozwiązałem problem. Pies radośnie wyruszył na eksplorację dalszej okolicy a właściciel oniemiały patrzył na swobodnie zwisający mu kawałek smyczy. Z pewną satysfakcją zauważyłem lekki strach w oczach na widok ostrza które z łatwością sobie poradziło z brezentową przeszkodą. W dalszym ciągu spokojnie i powolutku złożyłem swą broń i podjąłem dalszą wędrówkę. Za sobą słyszałem próbę podjęcia dyskusji a po chwili odgłosy pościgu za psem. Syren policyjnych tudzież klaskania nie było.

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 315 (351)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…