Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77798

(PW) ·
| Do ulubionych
Miałam właśnie dziwną sytuację w pracy... zadzwonił ochroniarz, że na wejściu stoi jakaś pani i chciałaby się ze mną spotkać.

Nasz zakład jest kilka kilometrów za miastem, więc raczej nikt przypadkiem nie przechodzi. Wstałam i idę zobaczyć kto to. Z odległości kilkunastu metrów poznałam twarz, którą oglądałam przez czasy ogólniaka. Podchodzę, przedstawiam się i pytam w czym mogę pomóc. Pada tekst 'no coś ty, nie pamiętasz mnie? wpadłam cię odwiedzić!".

Chyba zdała sobie sprawę jak absurdalnie to brzmi, bo mój zakład pracy chyba nikomu nie jest po drodze, a jedyne co nas łączyło to wspólne zajęcia z rozszerzonej chemii. I nawet nie pamiętam jak ma na nazwisko, tyle tylko, że mówili na nią loczek i fartem zaliczała semestry, ściągając od kogo się da. Ani ją lubię ani nie. Po prostu wiem, że istnieje.

No ale stoimy na tej bramie i przez głowę przechodzi mi myśl czy powiedzieć 'tak, pamiętam, co u ciebie' czy iść w zaparte 'coś mi świta... co cię tu sprowadza'. Brak dyplomacji podpowiedział odpowiedź 2. Więc pytam co tutaj robi, bo nie wydaje mi się żebyśmy lata temu kończąc ogólniak obiecywały sobie regularne odwiedziny. Słyszała, że mi się powodzi i może wkręcę ją do pracy, bo ma dziecko i drugie właściwie w drodze, bo w lipcu ma być (mówiąc to głaskała się po brzuchu). Szuka pracy, a przez wzgląd na STARĄ PRZYJAŹŃ pomyślała, że może będę chciała jej pomóc.

Tu mój mózg najpierw skupił się na tym co oznacza zwrot 'powodzi mi się', bo ja nie uważam, że złapałam Pana Boga za nogi... Po drugie skąd by mogła wiedzieć, że ja tu pracuję? Nie mam fejsa, nie chodzę z plakatem firmowym na plecach po mieście, a po trzecie jaka przyjaźń? I tej trójki się uczepiłam i mówię, że musiała mnie z kimś pomylić, bo ja ją po prostu kojarzę z zajęć. Gdyby mnie nie odwiedziła to prawdopodobnie nigdy bym do niej nie wróciła pamięcią. Oczywiście bardzo jej gratuluję dzidziusia jednego i drugiego. Niestety nie jestem w tej firmie na tyle wysoko żeby móc kogokolwiek wkręcić, a dział HR ma siedzibę w innej lokalizacji. Jeśli chce, może złożyć do nich CV, ale niech wie, że w tym momencie nie prowadzimy rekrutacji.

I dalej stoimy na tej bramie, no, bo co - mam ją zaprosić na kawę? I ona pyta właśnie o to czy może na chwilę wejść zobaczyć jak mi się pracuje. Mówię więc, że bardzo mi przykro, ale staram się się wypracować sobie opinie odpowiedzialnego pracownika. Jak chce mnie odwiedzić, to zapraszam do domu albo po pracy pójdziemy na kawę, ale nie będę nikogo oprowadzać po biurze, w którym są moje narzędzia pracy i dokumenty. Zmierzyła mnie od stop do głów i wyciąga rękę 'no to masz moje CV'. Stwierdziłam, że na pewno jest imponujące (już z lekkim sarkazmem, bo rozmowa się dłuży), ale dział HR, mający siedzibę tu i tu będzie nim bardziej zainteresowany niż ja. A ona - nadal z wyciągnięta ręką - to im wyślij. Myślę sobie, że to już przegięcie. I mówię, że, jeśli to wszystko, co chciała mi powiedzieć, to cieszę się, bo muszę wracać do pracy. Życzę jej powodzenia w szukaniu pracy i być może – moje i jej niedoczekanie - do zobaczenia tutaj. Odwróciłam się i usłyszałam tylko 'nic się nie zmieniłaś'. Potraktowałam to, jako komplement, uśmiechnęłam się do strażnika i wróciłam do biura.

Jak to wielu przyjaciół może mieć człowiek, jeśli w ich mniemaniu ma jakieś wpływy...

praca po znajomości

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 395 (403)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…