Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#77885

(PW) ·
| Do ulubionych
O mistrzach kierownicy napisano już wiele - moja historia nie będzie czymś nowym ale szlag mnie trafił porządnie.

Kto mieszka w Warszawie ten wie, że w środę nastąpił całkowity paraliż miasta na skutek wypadku na trasie siekierkowskiej (w godzinach szczytu w dodatku).


Stoję sobie w korku już drugą godzinę, palę fajki, popijam soczek i deliberuję nad tym czy jest sens zamawiać pizzę skoro i tak nie dojedzie. Skręcam sobie w ulicę Fieldorfa, która jest dość długa a na samym końcu krzyżuje się z ulicą Ostrobramska gdzie jest piękny pas do jazdy w lewo ze strzałką bezkolizyjnego skrętu - tam muszę jechać. Od razu po włączeniu się do "ruchu" zauważam, że pas środkowy i prawy jakoś jedzie natomiast lewy wlecze się niemiłosiernie. Konkluzja - strzałka świeci krótko, trzeba się już ustawić i czekać cierpliwie jakieś 20 zmian świateł.

Kiedy po kilkudziesięciu minutach doturlałam się do skrzyżowania zapaliło się czerwone. No to stoję i cieszę się w duchu, że już zaraz, za kilka minut opuszczę to pierońskie skrzyżowanie. I nagle z prawej strony mija mnie Janusz w swoim passeratti i ustawia się za przejściem dla pieszych a przed skrzyżowaniem. Klnę na dziada i rozważam jak bardzo szkoda, by mi było maski mojego dzielnego Ceedrika i zniżek na OC jakbym tak w Janusza przyfasoliła "przypadkiem". Ale ale... za jednym chamem następni! Trzech baranów wbija się bezczelnie, tarasując przy okazji przejście dla pieszych i pas środkowy bo ostatniemu "dupa" wystaje.

Oczywiście gdy światło w końcu się zmieniło, Janusze stali dalej bo nie widzieli sygnalizatora. Przysięgam, że odkąd jeżdżę autem nigdy tak długo nie naciskałam klaksonu. I tak zamiast 5-6 prawidłowo ustawionych aut, które mogłyby przejechać na tej zmianie świateł przejechałam tylko ja.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (209)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…