Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#78119

(PW) ·
| Do ulubionych
Odnośnie historii http://piekielni.pl/78102

Miałem kiedyś w klasie przez całą podstawówkę i gimnazjum takiego upośledzonego umysłowo chłopaka, jakaś lekka odmiana choroby - był niezdolny do nauki, miał poważne problemy z czytaniem i mówieniem. Efekt? Koledzy i koleżanki z klasy się z niego śmiali (więc dla niego krzywda) oraz cała klasa była dobry rok z materiałem w plecy, bo zajęcia składały się z 30min. robienia materiału i 15min. tłumaczenia (czyli z krzywdą dla klasy). Mieliśmy przez niego najgorsze wyniki w testach (na tle innych klas równoległych), co odbijało się oczywiście na nas, bo rodzice jak to rodzice, uznają, że nasza wina - bo za słabo się uczymy i nie nadganiamy materiału, na który nie starczyło czasu w szkole.

Są różnego rodzaju upośledzenia. Najgorsze w mojej opinii są Zespoły Downa. Dziecko jest w zasadzie jak warzywo (nic nie rozumie, praktycznie nie ma kontaktu z rzeczywistością) ale rodzic tego nie akceptuje i wpycha na siłę do klasy z dziećmi zdrowymi.
Ten chłopak mimo, że jego choroba była mało widoczna (zachowywał się normalnie) i tak przeszedł przez istne piekło. Wyszydzany i pokazywany palcem przez całą szkołę, a fakt, że był w klasie z dziećmi "pełnosprawnymi" wcale nie wpłynął pozytywnie na jego wykształcenie - bał się odzywać, bo wiedział jaka będzie reakcja klasy, gdy "po raz kolejny, trzeba będzie tłumaczyć ten sam prosty materiał".

W takich sytuacjach przypominają mi się słowa Korwina (nie jestem jego fanem, interesuję się po prostu polityką). Dzieci specjalne powinny chodzić do klas/szkół specjalnych, a nie razem z normalnymi dziećmi. Raz, że to na korzyść tych pierwszych, bo rozwijają się w swoim tempie w przychylnym sobie środowisku.
Dwa, że to na korzyść tych drugich, bo nie mają zaległości w materiale (który trzeba specjalnie i wolno tłumaczyć debilom - ps. to nie jest obraza, tylko termin naukowy PWN).

Żeby nie było, że jestem bezdusznym draniem, który nic nie wie, a się wypowiada. Mam w rodzinie niepełnosprawną osobę, jest to straszna rzecz, ale lepiej było mu dorastać w specjalnym ośrodku niż jakby miał być wytykany i wyszydzany przez kolegów z klasy (tak jak w mojej szkole). Poza, tym w takich sprawach trzeba się wykazać empatią i zrozumieniem drugiej strony. Jasne, szkoda dziecka upośledzonego, ale jeszcze bardziej szkoda pozostałych dzieci w klasie, które stanowią 97% grupy. Dla jednej osoby, pokrzywdzone zostaje 31 innych.
W przypadku Zespołu Downa i innych upośledzeń umysłowych, te dzieci skazane są na przegraną, bo ich stan się nie poprawi, zatrzymały się na etapie dziecka i umrą będąc na tym etapie. Nie znajdą pracy, nie założą rodziny, potrzebna opieka na całe życie. Tragedia dla najbliższych.

Pozostaje jednak kwestia pozostałych dzieci z klasy, które na tym ucierpiały, bo nie uzyskały takiego samego wykształcenia jak ich rówieśnicy, były narażone na większą presję ze strony nauczycieli i rodziców oraz narażone na szyderstwa kolegów z tytułu przynależności do najsłabszej klasy (teraz to wydaje się głupie, ale jak się jest dzieckiem, to inne rzeczy w nas uderzają).

Niestety w obecnych czasach (wcześniej w sumie też) jest to temat tabu. Jeśli ktoś nawet spróbuje podjąć taką dyskusję, to zaraz znajdzie się przynajmniej kilka osób broniących niepełnosprawnych. Jednak nie bronią używając argumentów, tylko bronią poprzez wyzwiska, krzyki i zastraszanie policją, bo przecież to dyskryminacja...

szkoła

Skomentuj (105) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (Głosów: 312)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…