Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#78249

~Eddie ·
| Do ulubionych
Witam wszystkich.

Dziś o wynajmujących, tym razem z tej drugiej strony.

Razem z ojcem mamy mieszkanie. Szkoda żeby puste stało, sprzedawać szkoda, zapada decyzja, wynajmujemy. Znaleźliśmy trójkę lokatorów, studentów, umowy podpisane, ubezpieczenie jest, internety, kablówka, nowe meble (żadne cuda, najtańsza opcja z ikei, ale każdy szafkę, biurko, stolik, łóżko ma, łazienka i kuchnia wspólna). Mieszkanie całkiem spore, 3 - pokojowe. Ważne, w umowie jak byk, że rachunki dzielone na 3 osoby (bo 3 umowy). I wszystko było ok, dopóki nie przyszły rachunki. Okazało się, że 3 osoby na umowie podnajmowały mieszkanie swoim kolegom i koleżankom w efekcie czego rachunki za prąd, wodę i gaz (wierzcie lub nie) przekroczyły blisko 3000 nowych polskich (jak można tyle natrzaskać to sam się dziwię do dziś).

Nic to, rachunki przyszły, pojechaliśmy do mieszkania, a tam kilka osób, które widzimy pierwszy raz na oczy. Mało nas interesują, bo to w końcu teraz lokal najemców. Ważne, że jedna z dziewczyn, która od nas wynajmowała była na miejscu, lokatorzy byli poinformowani o wizycie. Sprawdzamy liczniki i wszystko się zgadza. Dziewczyna jak usłyszała kwotę to mało co własnych uszu nie zjadła. Czekamy na resztę najemców, pozostali lokatorzy jakoś się zmyli.

Siedzimy zatem ja, ojciec i 3 lokatorów (dziewczyna i dwóch chłopaków). Pokazujemy im rachunki, mówimy zgodnie z prawdą, że już opłacone, pokazujemy ładnie potwierdzenia przelewów i się zaczyna.

Dziewczyna kulturalnie, spokojnie, zapłaci, prosi o rozbicie na 2, góra 3 raty. No ok, nie ma problemu. Papier spisany tu nie ma uwag.

Jeden chłopak zaczyna się awanturować, że to nie on zużył tyle wody, tylko koledzy i niech oni płacą. W porządku, więc zapłać i niech Ci koledzy oddadzą. Drugi zaraz temat podłapał i razem w jedną trąbę dmuchają. Nie zapłacą i koniec.

Tłumaczymy zatem na spokojnie jak się da, że umowa jest na nich, co oni z tym robią to ich sprawa, nas interesują 3 rzeczy: opłata za wynajem w wyznaczonym terminie, zdanie mieszkania w takim samym stanie i opłaty za rachunki.

No jakoś rozmowa się nie klei więc wzięliśmy kartkę papieru, długopis i na miejscu napisaliśmy im wezwanie do zapłaty. Po wszystkim wyszliśmy i czekamy na reakcję. Reakcja nieco inna niż się spodziewaliśmy, bowiem wynajmująca dziewczyna dzwoni do nas i mówi, że chłopaki się wyprowadzili z dnia na dzień (umowa jeszcze na 2 miesiące, ale ich już nie ma. Fajnie, nie ma co. Kolejna rzecz, w umowie jak byk, że wypowiedzenia mają 30 dni i co ważne my musimy by poinformowani drogą pisemną, najlepiej przez e-mail, bo prowadzimy bardzo szczegółową dokumentację wynajmu). O nie gagatki, tak nie będzie.

Dzwonimy, nie odbierają.... piszemy mail, nie odpisują. Ponieważ informację o wypowiedzeniu dostaliśmy przez pośrednika, stwierdziliśmy, że nie możemy jej uznać za wiążącą, o czym również informowaliśmy (zarówno w mailach, smsach jak i wiadomościami na poczcie głosowej). Zero odzewu. Wszystko ładnie, ale jesteśmy blisko 2 000 w plecy na rachunkach, a do tego dochodzi kwestia wciąż obowiązującej jakby nie patrzeć umowy. Ponieważ mieliśmy umowy, a w nich adresy postanowiliśmy wysłać oficjalnie pismo. Pocztą. Za potwierdzeniem odbioru. Minął tydzień.

Chłopak 1 - zadzwonili rodzice, którzy opowiedzieli nam niesamowitą historię jaką przedstawił im ich syn. Ponieważ wszystko mieliśmy udokumentowane (szczegółowa dokumentacja wynajmu jest naprawdę konieczna jak się okazuje) stwierdzili, iż zapłacą i przepraszają. No fajnie. Jeden z głowy.

Chłopak 2 - zadzwonił sam. Z awanturą, no bo w końcu jakim prawem mamy czelność WYMUSZAĆ od niego zapłatę, skoro on nam nic nie jest winien, skoro jego już tam nie ma, i do tego jesteśmy oszustami i on nas pozwie do sądu. No dobrze bratku, jak tak chcesz to nie ma problemu. Poszło pismo do chłopaka, znowu pocztą, znowu za potwierdzeniem odbioru. A w piśmie ostatnia szansa polubownego rozwiązania sprawy. Nie było odzewu. Były jeszcze nieodbierane telefony i smsy bez odpowiedzi. Nic to, kierunek adwokat i pismo od niego. Kwota ta sama plus od adwokata. I nagle się okazało, że chłopak jednak ma rodziców, którzy są dużo bardziej rozsądni od niego. Rachunek opłacony.

I teraz tak poważnie, staramy się prowadzić t po ludzku. Dajemy internety, telewizję, naprawiamy sprzęty na nasz koszt (bo są częścią umowy), na wszytko jest papier, są jasno określone zasady, wszystko pod linijkę i bez ściemy w stylu wspólna kuchnio - łazienka z tarasem w ogródku (czyt. wygódka w drewutni i palenisko 100 metrów od domu). I takie coś?

Teraz mamy gorzej. Mamy jegomościa, który przestał płacić i nie chce opuścić lokalu. Na szczęście i na to są sposoby.

Super lokatorzy, nie maco...

wynajem

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 283 (295)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…