Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#78748

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia sama w sobie nie piekielna, a wręcz przeciwnie, ale refleksja, do której prowadzi już jak najbardziej wpisuje się w charakter portalu.

Jestem pielęgniarką. Przyszła do mnie kilka dni temu starsza kobieta. Cicha, spokojna, ale bardzo pogodna. Siadłam przy niej, robię co należy, jakieś jej półsłówko zwróciło moją uwagę, dopytałam, czy jest pielęgniarką.
Okazało się: nie pielęgniarką, ale opiekunką. Zaczęła wspominać czasy swojej pracy w szpitalu, z ogniem w oczach, widać było, że ona tym żyła. Zakończyła słowami: Słońce, ja mam osiemdziesiąt cztery lata, ale żeby nie ten kręgosłup, to jeszcze bym do szpitala wróciła.

Kobieta wyszła, ja miałam akurat chwilkę spokoju, więc porządkuję stanowisko i myślę o niej. Że ona w tym wieku miała taki zapał, jak ja zaraz po studiach. I zastanawiam się, gdzie to zginęło? Po dłuższym czasie znalazłam odpowiedź. Niestety, ale w czasie. We wiecznym pośpiechu. Bo przecież nawet ta pani "ukryłaby się" w tłumie szarych ludzi, gdyby nie to, że akurat była sekunda na zamienienie słowa. Bo niestety o wiele częściej wygląda to mniej więcej: tak, dobrze, ale teraz nie czas na wspominki, tylko poproszę imię, nazwisko, pesel, imię ojca, matki, wzrost w kapeluszu, numer buta i godzinę ostatniego podrapania się po nosie, bo muszę wypełnić dokumenty, potem pobrać pani krew, a mam na to - bagatela - trzy minuty. Nie żartuję.

Jakby człowiek nie liczył - na pacjenta (laboratorium) wypada między 3 a 3,5 minuty. W tym czasie trzeba wypełnić dokumenty (około połowa ludzi na pytanie o telefon kontaktowy robi wielkie oczy i zaczyna się poszukiwanie po całej torebce notatnika), pobrać krew, oznaczyć próbki, wyjaśnić sposób odbioru wyników (tak, jest jasno opisany na drzwiach - chyba dla zasady, bo nie wiem, czy ktoś to czyta) i odpowiedzieć na wszelkie pytania. Zarówno tej danej konkretnej osoby, jak wszystkich przechodzących "pani, ja tylko zapytam, pani, ja tylko po wynik". Takie ich niezaprzeczalne prawo, ale czas, wredna paskuda, jakoś na słowo "ja tylko" nie chce zrobić stop.

Przykro mówić, ale w takiej sytuacji, kiedy na korytarzu trzydzieści osób potupuje, przysłowiowe potrzymanie za rękę, czy zamienienie słowa staje się nieosiągalnym luksusem. A jak jest to potrzebne widać po sytuacji mającej miejsce kilka razy dziennie: przychodzi starszy człowiek, siada i z miejsca zaczyna gadać na dowolny temat, gada, gada, jak katarynka, a na delikatną sugestię, że celem naszego spotkania nie są ploteczki reaguje zaskoczeniem i dopiero wtedy otrzymuję skierowanie - czyli mogę zacząć działać. Po prostu ludzie zapominają, po co przyszli, widząc osobę, do której można otworzyć buzię. Tematyka dowolna, wbrew pozorom nie muszą to koniecznie być choroby.
I tak - jestem ta zła, niedobra, której tak ciężko słowo z człowiekiem zamienić. Proszę bardzo, ja mogę rozmawiać, choćby całą dniówkę. A przynajmniej dopóki nie zostanę żywcem zjedzona przez kolejnych pacjentów "Pani, bo ja się spieszę do pracy".

Wiecie, czego ja zazdroszczę kobiecie z początku historii? Że całe życie mogła robić to, co jest jej pasją.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (163)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…