Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#78867

(PW) ·
| Do ulubionych
Kiedyś studiowałem. Przerwało mi się po drugim roku - wyprowadziłem się z Lubą za granicę. Co pomogło w decyzji o wyprowadzce?

Zbliżał się termin zaliczenia trudnego przedmiotu - 15 godzin laborek, 30 godzin wykładów, żeby móc podejść do zaliczenia wykładu trzeba oczywiście najpierw zdać laborki.

Test miał się odbyć w czwartek, o godzinie 9.45 w sali 310 w budynku D. No to idę. I się od drzwi odbiłem. Zonk, o co chodzi. Biegnę szybko do domu, bo komputery informacyjne na uczelni odmówiły posłuszeństwa, sprawdzam USOS - no jak byk, miejsce i godzina się zgadzają, data też.

Co się okazało? Pani wykładowczyni zmieniła sobie termin i miejsce - dzień bez zmian, z tym że na 8.00 w sali 210 budynku C. Tylko jej się nie chciało wprowadzić zmiany do systemu. Ok, trudno, w poniedziałek jest termin poprawkowy, pójdę i odklepię (byłem w miarę solidnie przygotowany).

Poniedziałek, wchodzę na salę, razem ze mną niemała grupa mi podobnych.

Wykładowczyni: Ale pana to ja nie dopuszczę.
Ja: Dlaczego?
W: Regulamin studiów podpisał? To wie, że miał 3 dni, na usprawiedliwienie u mnie swojej nieobecności w pierwszym terminie.
Ja: (lekki zonk, podobnie jak pozostali, skinienie na innych, którzy już siedzą z testami na ławach) Przecież oni też nic nie usprawiedliwiali.
W: Ale brakło mi już testów, bo odbiłam określoną ilość.
Ja: (spoglądam wymownie na ostatni pusty test, który leży na jej biurku)
W: To jest kopia do archiwum uczelni.

Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem.

Przez cały semestr byłem JEDYNĄ osobą w grupie, która była obligatoryjnie, z samego rana wywoływana "do tablicy" celem omówienia zadanej pracy. Jeżeli już szedł ktoś inny - to po mnie i "na ochotnika". A przedmiot niełatwy - to był pierwszy raz w życiu, kiedy regularnie musiałem zarywać nocki przed laborkami, żeby ogarnąć te zadania.

Nadal nic wielkiego? Zaniosłem wniosek o urlop dziekański (ot, rok do namysłu, czy warto to ciągnąć - po roku już złożyłem rezygnację) do BOS-u. Miła pani w BOS-ie (serio, one nie gryzą) pyta co się stało. Wyłuszczam sytuację, miłej pani szczęka spada pod biurko. Cóż... Regulamin studiów podpisał, ale nie ma tam nic na temat "usprawiedliwień". Jak się okazało, nie tylko moim prawem, ale wręcz obowiązkiem było po prostu stawić się w drugim terminie. Podobnie jak obowiązkiem wykładowcy było wprowadzić informację o zmianie terminu egzaminu do systemu.

studia

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 277 (311)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…