Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Ojciec część 2.
Dla lepszego obrazu sytuacji możecie zapoznać się z poprzednią historią o moim ojcu: http://piekielni.pl/75383

Ostatnio z przyczyn takich, a nie innych musiałam wrócić do domu rodzinnego. Problemu jako takiego z tym nie było, wiedziałam za to, że będzie ciekawie i szybko tego pożałuję ;)

Sytuacja 1.
W domu pod tym względem nic się nie zmieniło: ojciec dalej nie myje rąk po korzystaniu z toalety. Raz po raz mył po 2 (pozwalało mi to sądzić, że mył ręce tylko jeśli się pobrudził) jednak obecnie nie robi tego wcale.
Mówcie co chcecie, ale ja nawet nie potrafię mu podać ręki wiedząc, że pół godziny temu był w toalecie... Dzisiaj przez okno w kuchni widziałam, że odlewa się tuż koło ławek w ogródku (stał może z dwa kroki od nich). Zapytałam się czemu nie poszedł gdzieś dalej, na ubocze podwórka gdzie nikt nie chodzi bo tutaj często chodzimy boso.
" A po co mam iść dalej, jak mi się chcę to robię". Aha, ja wiem że panowie są nauczeni lać od razu gdy im się zachce, no ale to już chyba lekka przesada. A później ja sobie tam siedzę czytając książkę i zastanawiam się który pies musiał się tutaj załatwić, że wali moczem...

Sytuacja 2.
To jest taki typ, co nawet jak się nie zna to się zna. W jego mniemaniu jest specjalistą w każdej dziedzinie, a profesorowie mogą się chować. Lekarze się nie znają, on wie lepiej. Mechanik się nie zna, on wie lepiej. Informatyk się nie zna, on wie lepiej itd.

Jestem jedną z nielicznych osób która pracuje w wymarzonym zawodzie i serio sprawia mi to przyjemność. Nie ograniczam się do wiedzy zdobytej w podstawie programowej lecz zakrawa to o lekkie zboczenie zawodowe, każdy artykuł, analizy wszystko wchłaniam z ciekawością dziecka ;)

Czasami ojciec głośno myśli i się zastanawia, zdarzyło się, że pytał się o sprawę która zahacza o moją robotę. Chętnie mu odpowiadam i nawet tłumaczę w jaki sposób to działa itd.

Oczywiście nie daje mi wiary, podważa moje słowo, pomimo że jego argumenty są inwalidami. Często nie słucha dokładnie co mówię, źle rozumuje i wykłóca się - potrafi przeinaczyć każde słowo i po czasie wypominać mi, że wcale tak nie mówiłam. Serio, jak z dzieckiem. Kończy się obrażaniem mnie, lecą ku*wy ch*je, jestem złośliwa i robię go głupim.

Wystarczy, że spotka kogoś kto pracuje w tej branży, zada mu to samo pytanie - dostanie tą samą odpowiedź i próbuje mi wcisnąć, że ja mówiłam inaczej. Oczywiście przy tym znajomym. Najlepsze jest to, że słowa mężczyzny nigdy nie podważy, nawet jak ma wątpliwości wyraża je w normalny sposób. Kobieta nie ma szans, nawet jak by była ekspertem w danej profesji to on i tak będzie twierdził, że się gówno zna bo on wie lepiej.

Pomijając, że czujesz się wtedy jak gówno bo miesza cię z błotem i rzuca kąśliwe komentarze na twoją płeć to niszczy mi reputację. Niestety sporo znajomych to mniejsi bądź więksi przedsiębiorcy... Jeśli mój ojciec opowiada kłamliwą historyjkę z moim udziałem, kłamiąc na temat tego co powiedziałam stawia mnie to w złym świetle. Automatycznie wieść się rozchodzi, a ja później mam opinię głupiej baby co to wzięła się za męski zawód - niestety w takim przypadku trzeba ciągle udowadniać, że ma się jaja nie mniejsze od facetów z którymi się pracuje. Tatuś nie pomaga.

Sytuacja 3.
Jaśnie pan sam sobie kanapki nie zrobi. Babcia ze strony matki, uczyła swoich synów podstawowych rzeczy jak sprzątanie po sobie, gotowanie (jak na tamte czasy to na prawdę full wypas). Za to matka mojego ojca robiła wszystko za niego. Objawia się to teraz tym, że jaśnie pan musi mieć podane posiłki pod sam nosek, kawę mu trzeba robić, koszulki prasować i nawet nie wie gdzie ma gacie.
Ma 60 parę lat i mieszka w tym domu od urodzenia, a nawet nie wie gdzie są szklanki. Oczywiście jak otwiera kolejno szafki to lecą urwy i uje, że matka to ujowa gospodyni nic urwa w tym domu znaleźć nie można. Matka czasem chciałaby sobie gdzieś pojechać - nie jeździ bo ojciec jej zabrania, a z drugiej strony tak jej to weszło, że sama twierdzi, że ojciec sobie nie poradzi i będzie się wściekał. Jak zostaje z nim sama w domu to o tych samych godzinach dzwoni do mnie mama i przypomina, że powinnam teraz ojcu kawę zrobić.

Sytuacja 4.
Co roku znajomi chcą wyciągnąć moich zgredów na kilka dni. Nad morze, nad jezioro, do lasu, w góry, na Mazury, do jakiegoś ładnego miasta w Polsce. Mama by chciała, ale ojciec nie. Bo co to, ja tu jeziora u siebie nie mam? A co to ja miasta nie widziałem? A co to, tutaj jakieś złe drzewa mamy?
Ponieważ myśleli, że to z powodu pieniędzy postanowili wykupić dwa dni w spa dla moich rodziców. Prezent dali im na święta "a jedźcie i odpocznijcie trochę, tyracie na tej roli, dwa dni to świetna sprawa". Nie pojechali... Mama chciała, ale ojciec twierdził, że on tutaj też może sobie zrobić spa, wrzuci błoto do starej wanny i mama może sobie zrobić kąpiel błotną. Matula sama nie pojedzie bo to równoznaczne ze zdradą i nastąpiłaby obraza majestatu. Bo przecież dzi*ka jakaś imprezowała by tylko i wyjeżdżała - to nic, że mama 40 lat nigdzie nie była poza naszym rodzinnym miastem.

Sytuacja... ostatnia. Na tę chwilę nie mam już siły dalej pisać, po prostu jasny szlag mnie trafia jak przypominam sobie te sytuacje.
Niektórzy znają ten stan, gdy będąc w pracy nie mają czasu nawet na kawę, a co dopiero odbieranie telefonu.
Np. Jestem sobie w pracy, młyn mam niesamowity, swój telefon zostawiłam w samochodzie i nawet nie miałam czasu po niego pójść. Służbowy się urywał, a skrzynka mejlowa przegrzana do czerwoności - tak bywa. Wyszłam z pracy i w samochodzie widzę, że dzwonił ojciec. 15 razy. Oddzwaniam:

Ojciec drze się: urwaa ile można do ciebie dzwonić babo, czemu urwa nie odbierasz telefonu. Dzwonię chyba ze sto razy, i nic cisza urwa, wszystko masz w dupie, jak się dzwoni do ciebie to się urwa odbiera. (i tak w kółko przynajmniej 4 razy)

Ja: Byłam w pracy, a telefon zostawiłam w aucie. Co chcesz?

Ojciec: w aucie urwa, to się urwa zabiera ze sobą telefon, ja tu urwa dzwonie i nie odbierasz (dalej mówił to samo co w wypowiedzi 1)

Ja: Przestań na mnie krzyczeć, masz w notesie służbowy trzeba było dzwonić na służbowy (na odczepne, i tak by się nie dodzwonił bo miałam zajęte cały dzień ;))

Ojciec: ty urwa myślisz, że ja mam czas szukać po jakichś pie*dolonych zeszytach, po co masz urwa telefon urwa (dalej to samo co w wypowiedzi 1)

Ja: zadzwoń jak się uspokoisz, mam dosyć furiatów na dziś...

Mówiłam, że jak ojciec jest na podwórku to nie ma przy sobie telefonu i wtedy można się dobijać nawet cały dzień?
PS. Powyższa sytuacja pasuje również do innych opcji nieodbierania telefonu:
- wyjdę z biura bez telefonu, a sprawa w innej części firmy przeciągnie się trochę dłużej
- spotkanie z szefem bądź kimś innym
- rozmawiam z klientem przez telefon (przez 10 minut ojciec potrafi narobić 20 połączeń)

A po co dzwoni?
- zepsuł mu ciągnik... 700 metrów od domu i mam przyjechać i go zawieźć do domu po klucze.
- do której jestem w pracy
- co robię
- kupić ci bułki?
- mam mu wydrukować jakiś tekst
- mam poszukać jakiś ofert na alledrogo

Tak, dzwoni tylko po to. Drze się do telefonu jak opętany. Oduczyłam się odbierać od niego telefony gdy w pobliżu znajduje się ktokolwiek, a przestałam to robić gdy kiedyś odebrałam telefon przy szefie, wszystko było słychać - tak się darł.

Szef tylko się zapytał czy jestem nękana telefonicznie przez jakiegoś klienta bo jeśli tak to zerwiemy z nim umowę. "Bo porządna firma nie współpracuje z chamami" Powiedziałam, że to pomyłka i jestem brana za kogoś innego... Przecież nie powiem, że ojciec wpadł w szał bo nie odebrałam telefonu, a on się chciał tylko zapytać do której jestem w pracy.

dom rodzinny

Skomentuj (60) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (264)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…