Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79209

(PW) ·
| Do ulubionych
Trochę czasu minęło, ale wzięło mnie na oglądanie zdjęć i przypomniała mi się historia o piekielnej pseudowizażystce, której prawie udało się zniszczyć moją studniówkę.
Jako dziewczę niedoświadczone nie umówiłam się na makijaż studniówkowy z odpowiednim wyprzedzeniem, toteż w żadnym z nielicznych studio w mojej mieścinie nie było już wolnych miejsc. Mea culpa, ale od czego jest OLX? Spośród wielu ofert domorosłych wizażystek znalazłam coś, co wydawało się być najbardziej okej- cena dość wysoka, ale pani twierdzi, że zajmuje się makijażem i fryzjerstwem od kilku dobrych lat, ma certyfikaty potwierdzające kwalifikacje itd. Napisałam do pani, ma wolny termin, super! Dla pewności wysłałam jej zdjęcie makijażu, który chcę aby mi zrobiła- no problem, damy radę, co to dla mnie.

Od tamtego dnia spałam spokojnie, aż w końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień studniówki.. I, jak się okazało już z samego rana, piekielności ze strony pani makijażystki. SMS- musimy przełożyć na późniejszą godzinę- pani wypadło coś mega ważnego. Już zirytowana, bo przełożyła z 11 na 15, a o 18 musiałam być na miejscu, ale co miałam robić, sama wtedy w makijażu nie siedziałam więc nie byłabym w stanie się pomalować tak, by być zadowoloną. No nic, stawiłam się u pani punkt 15, a tu zonk- pani nie ma, otwiera mi jej mama.

O 15:30 zjawia się pani, zaczyna opowiadać o tym jak to spotkała koleżankę w drodze z biedronki, no i ta fajna promocja była i w ogóle, tyle ludzi na mieście a ona wybrała się spacerkiem bo ładna pogoda. Brewka mi drgnęła, bo malować mnie zaczęła o 16, ale myślę sobie- oddychaj, zdąży, w końcu dwie kreski na oku to nic skomplikowanego... Jakże się myliłam...

Baza- ale po co? Korektory? Mam cerę trądzikową i bez korektora ani rusz? Nieważne! Podkład- drogi i fajny, ale co z tego jak zbyt ciemny? Każę jej poprawić, upiera się, że jest dobrze. No tak, z córki młynarza stałam się soczystą pomarańczką. Ostatecznie zgodziła się rozjaśnić. Ciśnienie rośnie. Przechodzimy do oczu, jej zadaniem było namalować mi kreskę na powiece czarnym eyelinerem i tuż nad nią drugą kreskę- srebrnym eyelinerem. Oho, nie da się! Dlaczego? Pani profesjonalistka certyfikowana nie ma eyelinerów, ma tylko czarną kredkę, ale to chyba to samo, no i co ja wymyślam jakieś srebrne kreski, po co? Ano po to, że tak chcę i podobno miało nie być problemu.

Skończyłam z czarną, krzywą kreską nad samą linią rzęs, bez wyciągniętej jaskółki i odrobiną szarosrebrnego cienia na powiece. Ale, ale. Oczy to też rzęsy i brwi, nieprawdaż? Wg pani wizażystki naturalne brwi to cienkie czarne kreski nad oczami, notabene rysowane tą samą kredką, co kreska na oku, a rzęsy koniecznie muszą być posklejane (zrobiłam sobie zdjęcie na pamiątkę i dla przestrogi innych- trzymam je do dziś). Koniec końców i brwi i rzęsy malowałam sama, a co się nawykłócałam o doklejenie sztucznych rzęs... Chyba bardzo zirytowałam swoją niewdzięcznością biedną panią, bo gdy w końcu mi je przyklejała, to strasznie trzęsła się jej ręka. Szczęście, że nie trafiła mnie w oko bo tak jak makijaż na klauna byłam w stanie poprawić, to czerwonego oka nijak nie mogłabym zatuszować.
Żeby było śmieszniej, pani zażądała zapłacenia sobie 150 zł za makijaż - mój śmiech słyszał chyba cały blok, w którym mieszkała.

makeup pseudoprofesjonalistka

Skomentuj (71) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (188)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…