Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79254

(PW) ·
| Do ulubionych
Temat tej historii jest dosyć wstydliwy, dlatego ostrzeżenie: Jeżeli coś jecie lub po prostu brzydzą was historie o tematyce fizjologicznej dziewcząt i kobiet, proszę, przewińcie dalej. Jeśli tak nie jest, to cóż, miłej lektury.

Mam 15 lat. Moje kłopoty zaczęły się, gdy miałam trochę ponad 14 i lewy jajnik zaczął mnie coraz częściej pobolewać. Poskarżyłam się o tym mamie, jednocześnie prosząc o zabranie do lekarza, ale gdy usłyszałam, że takie kłopoty są normalne w tym wieku (tym bardziej, że 9 miesięcy wcześniej pierwszy raz "zakwitłam") i mam je przeczekać, w swojej naiwności uwierzyłam jej i zaczęłam je ignorować.

Bóle jednak nie mijały - wręcz przeciwnie, nasilały się z każdym dniem. Powiedziałam o tym mamie, na co usłyszałam, że mam czekać dalej, bo ona i tak nie ma czasu, by zabrać mnie do lekarza. Wkrótce, mój brzuch zaczął się nieco powiększać i ciężej mi było wytrzymać, gdy musiałam iść do toalety. Wyjaśnienie mamy: Za dużo żresz chipsów i napojów gazowanych. Przestanie się opychać, to będzie lepiej. Musiała mieć bardzo dziwne poczucie poprawy, bo dwa dni później, zasłabłam i zsikałam się w szkole. Po prostu ból był tak silny, że nie wytrzymałam i "odpłynęłam" na przerwie przed ważnym sprawdzianem z matematyki. Koleżanki zaprowadziły, czy raczej zaniosły mnie do pielęgniarki, która kazała mi jak najszybciej pójść do lekarza. Napisała nawet oświadczenie o konieczności wizyty do mojej matki.

Gdy matka dostała ten list, łaskawie zgodziła się pójść ze mną do ginekologa... Za dwa miesiące, jak skończy ważny projekt w pracy, ponieważ nie chce się stresować. Na nic zdały się moje błagania i płacz. Mam czekać i już, bo jakby ona nie chciała, to by mnie mogła w ogóle nie brać, ponieważ pewnie i tak tamtego dnia symulowałam. Minęły dwa miesiące. Takich omdleń było w tym czasie jeszcze trzy, sprintów do toalety nie liczyłam. Gdy wychowawczyni pytała matkę, czy poszłam na wizytę, ona ją okłamała, twierdząc, że poszłam i nic mi nie było.

W końcu, po czterech(!) miesiącach, gdy okres przyszedł 10 dni wcześniej, niż według obliczeń (wcześniej, były to przesunięcia o 4-5 dni, albo krwawienie w ogóle nie następowało), przez co zaplamiłam całe łóżko. Matka, po dwugodzinnej awanturze, zwyzywaniu mnie od brudnych zwierząt i zmuszeniu, mimo przeraźliwego bólu w lewym boku i gorączki, do wyprania pościeli z CAŁEGO domu, umówiła mnie do lekarza.

Tydzień później, ginekolog odkrył poważne zmiany już nie na lewym, lecz na obu jajnikach, więc zlecił USG. Na badaniach widać było narośle tak wielkie, że w ogóle nie widać było moich narządów rodnych. Zalecił dalsze badania, a dzisiaj przyszły wyniki: Nowotwór jajnika drugiego stopnia z przerzutami do macicy.

Dziękuję, "Mamo".

matka zaniedbanie dziecko lenistwo

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 243 (247)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…