Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79325

(PW) ·
| Do ulubionych
Wróciłam do pracy po urlopie i przypomniało mi się, dlaczego nie lubię pracować na drive thru w fast-foodzie. Piekielności związanych z obsługą klientów na linii drive jest cała masa, ale wymienię te, które wynikają ze zwykłej głupoty i bezmyślności, pominę takie "drobnostki" jak notoryczny brak kultury (niektórych chyba rodzice wrobili i zamiast "dzień dobry" nauczyli mówić "cheeseburgera raz!", dla innych "poproszę" to jakiś obcy wyraz...). Zatem po kolei:

1. Jeśli ktoś nie miał okazji korzystać z drive to szybko opowiem na czym to polega. Podjeżdża się do mikrofonu, oznaczonego wielką cyfrą "1" i napisem "zamów", składa się zamówienie, następnie podjeżdża się do okienka "2" z napisem "zapłać", na końcu podjeżdża się do okienka "3" - "odbierz". Wszystko jest tak skonstruowane żeby nie było problemów ze skorzystaniem, nawet osoby które są pierwszy raz powinny się połapać co i jak. Niestety, nie dla każdego oczywiste jest to, że podjeżdża się najpierw do punktu 1, potem do 2 i 3. Nie mamy możliwości przyjmowania zamówienia w okienku 2 i 3 ale mimo to wiele osób ignoruje punkt z wielkim napisem "zamów tutaj" i jedzie od razu do okienka "zapłać". Potem jest wielki foch że muszą podjechać jeszcze raz i czekać w kolejce, albo wejść do środka.

2. Podjeżdżanie do okienka "zapłać" również jest często źródłem problemów. Jak łatwo się domyślić, właśnie w tym okienku się płaci, trzeba więc podjechać na tyle blisko by móc to zrobić. Linia drive jest szeroka (z myślą o większych samochodach), a często kierowcy stają jak najdalej od okienka. Oczywiście robi się wtedy problem z zapłatą, po pieniądze mogę się wychylić, ale terminal na kartę ma kabel, kabel ma swoją długość, nie można go ciągnąć nie wiem gdzie. Oczywiście znajdują się tacy, co uparcie wychylają się z auta i ciągną ten nieszczęsny terminal, bo stanęli metr od okienka a pasażer musi wpisać pin. Raz udało się wyrwać terminal, dzisiaj widziałam że kabel jest znowu naderwany.

3. Drive thru powstało z myślą o obsłudze pojazdów. Zatem na linii drive obsługujemy tylko pojazdy - samochody, motocykle, rowery. Mimo to znajdują się osoby które podchodzą na piechotę do okienka i chcą obsługi. Zazwyczaj po wysłaniu ich do środka restauracji następuje wielki foch bo im się nie chce iść a w środku jest kolejka. Sorry, nie ja to wymyśliłam, takie są zasady. Co ciekawe, osoby którym się nie chce iść do środka i tak musiałyby podejść po odbiór zamówienia do okienka "3", które jest właśnie obok drzwi wejściowych, więc za dużo drogi by sobie nie oszczędziły. Szczytem wszystkiego była pewna Karyna, przedstawicielka gatunku "madka", która podeszła z wózkiem dziecięcym i wrzeszczała że ma zostać tu obsłużona bo jej się należy. Nie pomogły prośby o opuszczenie miejsca w którym jeżdżą samochody (czasami jakiś kretyn się rozpędzi i wyjeżdża rozpędzony zza budynku, prosto na drive), nie pomogły zapewnienia o tym, że do restauracji spokojnie wejdzie z wózkiem (jest przystosowana dla dzieci i osób niepełnosprawnych). Pomogło dopiero zamknięcie jej przed nosem okienka.

4. Wyobraźcie sobie sytuację: podjeżdża klient na drive, zanim powiem "witamy" on już rzuca "chcę dwa zestawy i lody", po czym gaz do dechy i jedzie. Ale jakie zestawy? Z czym? Jakie lody? No tego już pan nie sprecyzował, przez co musiał stać od nowa w kolejce. Często też się zdarza że muszę dopytać o coś, np. rozmiar, smak, w odpowiedzi słyszę" "no normalny rozmiar", "ja nie wiem", "taki jak ostatnio", "co pani tyle pytań zadaje". A wystarczy od razu powiedzieć konkretnie co się chce zamówić.

5. Przed zapłatą trzeba złożyć całe zamówienie - jak dla mnie oczywista sprawa, najpierw się mówi co się chce a potem się płaci. Niestety, dla niektórych wcale nie jest to oczywiste, spotkałam się z osobami które najpierw chciały zapłacić a potem się zastanowią co chcą. Ciekawe czy w markecie też najpierw idą do kasy zapłacić a potem wybierają co sobie kupią. Oczywiście odmowa spotyka się z wielkim fochem i obrazą majestatu, a sugerowanie wejścia do restauracji i spokojnego przemyślenia wyboru działa jak płachta na byka.

6. Skoro zamówienie składa się do mikrofonu, to gdzieś po drugiej stronie musi siedzieć osoba w słuchawkach i słuchać co ten gość mówi. Logicznie myśląc, trzeba mówić w stronę mikrofonu, najlepiej w miarę głośno i wyraźnie, ale oczywiście gdyby ludzie myśleli logicznie to bym tu nie pisała. Notorycznie zdarza się, że ludzie mówią w pięć osób na raz, przekrzykując się nawzajem - nic nie rozumiem, muszę prosić kilka razy o ciszę i kolejne składanie zamówienia. Zdarzają się osoby które podjadą pod okienko z włączoną muzyką, czasami nawet nie słyszę czy ktoś coś do mnie mówi, w słuchawce słyszę samo bumbumbum. Prośby o wyłączenie muzyki rzadko działają. Hitem była babka, która mówiła do mnie przez zamkniętą szybę, widziałam to dobrze na kamerze. Potem, po daremnej próbie porozumienia się przez zamknięte okno samochodu (nic nie słychać, ani u mnie ani u kierowcy) podjechała z mordą pod okienko i oczywiście pretensje, że mikrofon nie działa. Po wyjaśnieniu że trzeba otworzyć okno baba zrobiła focha i pojechała, mówiąc że więcej tu nie wróci. No oby!

7. "Czy zamówienie zgadza się na ekranie?" - to pytanie zadaję każdej osobie którą obsługuję. Na ekranie powinna wyświetlić się lista zamówionych rzeczy oraz cena, gość powinien zerknąć czy wszystko się zgadza i potwierdzić. Niestety, ze trzy czwarte osób nie sprawdza czy na pewno wszystko jest dobrze. Ja mogłam coś źle usłyszeć, klient mógł coś źle powiedzieć (większość osób przekręca nazwy albo zapomina co chciała wziąć), zdarza się. Niestety, ponieważ klient nie chce stracić kilku sekund na sprawdzenie zamówienia potem robi się problem, oczywiście sprawa kończy się wielkim fochem, czasami dochodzą jakieś wyzwiska i groźby.

8. Na koniec mały smaczek - nad wjazdem na drive wisi wielka tablica z napisem "H=2,7", chodzi oczywiście o maksymalną dopuszczalną wysokość pojazdów które mogą wjechać. Wyobraźcie sobie, że są osoby które pytają o to co to za kanapka "H" za 2,70 zł :)

Może nie są to jakieś wybitnie piekielne sytuacje, ale po kilkudziesięciu takich klientach już na prawdę wszystkiego się odechciewa.

gastronomia

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 162 (192)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…