Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79327

(PW) ·
| Do ulubionych
Trochę o szkołach nauki jazdy...

Niedawno zaczęłam kurs. Od małego jeżdżę jako pasażer, więc to i owo wiem, ale wiadomo na kurs trzeba iść. Kwota niemała, ale przebolałam, z osiemnastki zostało to zapłaciłam. Wybrałam szkołę, która teoretycznie ma największą zdawalność w moim rejonie. Tylko jak?

Obecnie wygląda to tak, że trzeba wyrobić 30 godzin (45 min) teorii, a potem jazdy. Szkoła zaplanowała to tak, że żeby zrobić to szybko przez kilka tygodni codziennie będą bloki dwugodzinne czyli po 1,5 godziny. Mnie to pasuje bo chciałabym mieć to już za sobą. Cała w skowronkach idę na zajęcia. Na pierwszych, w sumie się nie zdziwiłam, że była głównie organizacja i dokumenty, ale no niestety już 2h stracone. No cóż. Ale było coraz gorzej. Po praktycznie tygodniu zapowiadają, że koniec i już zacierają rączki. Oczywiście godzin nie wyrobili, a jak zapytałam czemu to tłumaczą że resztę teorii to sobie na jazdach zrobimy (!). Pomijając fakt, że na zajęciach nie dowiedziałam się niczego. Wiedza dla dzieci zdających na kartę rowerową, a przecież na egzaminie pytają o wszystko, w tym mechanikę samochodu.

Najciekawszym przypadkiem był blok z pierwszej pomocy, który teoretycznie powinien być bardzo ważny. Czego się dowiedziałam? Że według prawa nie muszę jej udzielać, więc spokojnie... Wychodzi na to, że za 1500 zł mam książkę i kilka tygodni na ogarnięcie całej tej wiedzy na egzamin.

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (185)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…