Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79431

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja wczorajsza rozmowa z mamą.

Tytułem wstępu: cierpię na zespół bolesnego miesiączkowania. W skrócie, pierwszego dnia okresu mam silny ból brzucha, ból i zawroty głowy, słabo mi, mdleję, mam mdłości, wymiotuję, biegunka, brak apetytu itd... lista objawów jest długa.

Wczoraj rano czuję, że zbliża się okres ze wszystkimi atrakcjami, ale nie mogę znaleźć środków przeciwbólowych (dość silne, na receptę, do stosowania tylko raz w miesiącu, "wtedy"). Ok, idę do mamy spytać, czy nie wie, gdzie są (często przekłada takie rzeczy). Ona mówi, że mi je schowała i mi ich nie da. Bo ona przeczytała ulotkę i poczytała sobie w internecie (mama wierzy we wszystko, co jest w internecie), jaka to trucizna. I nie wierzy, że ja byłam AŻ TAK głupia, żeby to stosować. Przecież w skutkach ubocznych jest BEZPŁODNOŚĆ! A poza tym to ból brzucha to nic złego, każdego czasem boli brzuch, a ja wydziwiam, bo mnie raz w miesiącu trochę boli i jestem tak wygodna, że wolę się truć i potem zastanawiać nad jakimiś in vitro i innymi wymysłami szatana zamiast zachowywać jak normalny człowiek! - tak w skrócie zaczęła się ta rozmowa (nie cytuję dokładnie, ale sens jest zachowany).

Tak, to, że jak wstanę, to od razu się przewrócę, i że jestem w stanie zwymiotować z bólu, to normalne i to oznacza, że trochę mnie boli, a ja wydziwiam, bo tego dnia nie gotuję jej normalnie obiadu (ja jej gotuję) ani nie robię nic pożytecznego, tylko leżę w łóżku.
Potem: tyrada o tym, jaka młodzież jest głupia. I że jej wstyd, że ona ma "kogoś takiego" u siebie w domu. Że ja nic nie robię (chodzę do liceum w pierwszej dziesiątce w PL), nie uczę się wcale, ona by zamiast mnie wolała [imię chłopaka, z którym zawsze mnie porównuje]. Za jakie grzechy ona mnie urodziła?

Następnie: jakiś czas temu powiedziałam, że chciałabym kiedyś oddawać krew.
Nie wolno. Ona się dziwi, że istnieją aż tacy idioci, żeby tak robić. To szkodliwe, ona do 25 roku życia (?) nie pozwala mi podejmować tak głupich decyzji. Co za kretynizm w ogóle, oddawać krew.

Następnie: stwierdzenie, że sumienie mają tylko ci ludzie, którzy mają "normalne" poglądy względem morderstwa, czyli tak zwanej aborcji, eutanazji, in vitro itd.

Mnie trzeba przenieść do szkoły do mojego miasta, bo mi odbija i ona musi cały czas mieć na mnie oko, jak mi przychodzą do głowy takie debilne pomysły jak oddawanie krwi albo branie środków przeciwbólowych na okres (tego dnia nie pozwoliła mi wziąć nawet głupiej No-Spy).
Ja cały czas leżę plackiem na łóżku, zaryczana, z bolącym brzuchem, zero zdolności kontrargumentacji.
Zwracam jej uwagę, że nie jestem w stanie jej odpowiadać i ogólnie jestem trochę w nieodpowiednim stanie do takiej rozmowy.
Ona, że to dobrze, bo chociaż jej nie przeszkadzam i słucham, a "u debili jak ty z takiego stanu trzeba korzystać".
I prawi kazanie dalej.
W międzyczasie wyzywa mnie od debili, idiotów, kretynek i porównuje do Hitlera.

Po skończeniu go przestała się odzywać, trzasnęła drzwiami i wyszła, leżałam potem sama do czasu, aż mi przeszło, w międzyczasie zwymiotowałam koło łóżka. Moja siostra chciała do mnie przyjść sprawdzić, czy ze mną wszystko w porządku. Zabroniła jej, mówiąc, że "idiotka taka mądra, to niech się sama sobą zajmie". Matka nie zajrzała do mnie ani razu przez cały dzień, chociaż od rana do wieczora leżałam cały czas w jednym pokoju bez jedzenia i picia, nie dając żadnych oznak życia. Nie zaniepokoiła się. Wymiociny musiałam po sobie sama posprzątać, kiedy już mi przeszło, wcześniej kilka godzin leżałam koło nich, na chwilę zemdlałam. Nikt nawet nie sprawdził, czy żyję, mama nie odezwała się do mnie już ani słowem. Jak coś ode mnie teraz chce, przekazuje to przez moją siostrę.

Ot, taki zwykły dzień spędzony z moją mamusią.

Skomentuj (58) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (180)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…