Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79446

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam psy, kocham je, lubię ludzi, którzy lubią zwierzęta.

Lubię też ludzi, którzy myślą i szanują cudzą własność. A mimo mojej przyjaźni ze zwierzakami, uważam je za moją własność, nie za dobro publiczne, dlatego też niezmiernie irytują mnie ludzie, którzy bez pytania pchają się do nich z łapami.

Jeśli to, co opiszę, wydaje się mało piekielne, pozamieniajcie sobie psy na dzieci (no, mniej więcej, fragmenty o zakładaniu kagańca i podobne można pominąć :>), wszystko dotyczy tej samej kategorii ludzi.

Mam psa, który miał bardzo kiepskie dzieciństwo i, mimo że z nami mieszka od lat, traumy mu pozostały. Zupełnie nie akceptuje obcych ludzi, w domu reaguje na nich agresją, na szczęście nauczył się ignorować przechodniów na ulicy, o ile ktoś go nie zaczepi (zawsze chodzi na smyczy i w kagańcu).

Ma niestety pecha być wyjątkowo ładnym okazem kundla, co sprzyja zaczepianiu go. I o ile ktoś stanie w rozsądnej odległości i pozachwyca się nim, zapyta o rasę etc. - spoko.

Ale zdarzyło się kiedyś, że siedzieliśmy na ławce w pewnej nadmorskiej miejscowości, pies leżał uwiązany tuż za nami do drzewa, w cieniu. Nagle podszedł do nas jakiś nieznany mężczyzna z aparatem, minął ławkę, usiadł przy psie i bez żadnego pytania zaczął mu robić zdjęcia... Pies był chyba w takim samym szoku, co my, bo zazwyczaj ktoś, kto podszedłby do niego znienacka tak blisko, musiałby się liczyć ze śladami po pazurach na rękach (po zębach nie, ze względu na kaganiec).

Inny mój pies spędził całe życie w wiejskim schronisku z łatką agresora. Faktycznie jest z niego złośnik, ale w sumie lubi ludzi, o ile szanują jego przestrzeń i pozwolą mu się najpierw poznać. Często jeździ ze mną komunikacją miejską (znów - na smyczy i w kagańcu), uwielbia to, całą drogę macha ogonem i wygląda przez szybę w drzwiach. Ten z kolei za ładny nie jest, ale pocieszny, a jeszcze z tym merdającym ogonem i uśmiechem na pysku wzbudza sympatię. I całą masę komentarzy, ludzkich uśmiechów, jakiegoś ciumkania.

I znowu - spoko, to nawet miłe, że stary kundelek może wzbudzić tyle pozytywnych reakcji.

Któregoś razu wsiedliśmy do autobusu, ustawiłam się w miejscu z daleka od ludzi, tym bardziej, że miałam ze sobą jeszcze walizkę i trudniej mi było pilnować psa. Na siedzeniu kawałek od nas siedziała jakaś kobieta, bardzo podekscytowana. Gdy kierowca obok niej zaczął zmieniać tablicę, zaczęła mu opowiadać, że właśnie wróciła z Francji, jaka to różnica, jaka tam kultura...

Kierowca skwitował jej wywód stwierdzeniem, że u nas się przynajmniej nie wybucha i poszedł dalej. Kobieta przez chwilę wydawała się zmieszana, po czym zauważyła nowy cel - mojego psa. Nagle zerwała się (dosłownie, na tyle gwałtownie, że nawet ja się wzdrygnęłam) ze swojego siedzenia i wyleciała do niego z łapami. Ot, kultura.

Pies, po swojemu, zdenerwował się, próbował kłapnąć zębami. Na moją uwagę, że wypadałoby zapytać najpierw, czy można psa pogłaskać, kobieta znowu zaczęła swój wywód o zagranicy, i że kto to pomyślał, żeby pytać, czy można psa pogłaskać, bo w sumie to ona nawet nie chciała go głaskać...

Kilka przystanków dalej, wysiadamy. Pies wyskoczył pierwszy, ja dźwigam walizkę, przez chwilę nie zwracam na niego uwagi. Odwróciłam się w ostatniej chwili, żeby go odsunąć, bo kolejna amatorka cudzych piesków leciała do niego z łapami. Nie zważając w dodatku na to, że włazi w drogę ludziom próbującym wysiąść...

Tak jest nieustannie, gdy wychodzę z psami na spacer. A jak jeszcze mam szczeniaki (przyjmuję czasem psy na dom tymczasowy)... Olać babę na końcu smyczy, lecieć z łapami do szczeniaczka, bo przecież szczeniaczki od tego są, żeby je macać…

A jeszcze lepiej, zachęcić swoje dziecko do macania. I o ile moje psy krzywdy nie zrobią - bez kagańca chodzą tylko te łagodne - o tyle czy tym ludziom naprawdę nie przychodzi na myśl, że właściciel może być nieodpowiedzialny, że może puszczać luzem psa z problemami? No nie, to się przecież nie zdarza, przecież nikt nigdy nie został przez psa pogryziony...

Naprawdę rozumiem, że można bardzo zwierzaki lubić, też uśmiecham się do psiaków na ulicy, czasem spytam, czy mogę pogłaskać. Naprawdę nie mam nic przeciwko temu, żeby ludzie głaskali moje psy - mam też takiego, który kocha ludzkość i któremu absolutnie nie przeszkadza, że w ogóle nie zna ręki, która go głaszcze. Ale są też psy z problemami, są psy z traumami, są psy aspołeczne, są psy w trakcie szkolenia, są w końcu psy-przewodnicy (zdarzało mi się widzieć, jak ludzie zaczepiają takie, mimo ostrzeżeń na noszonych przez nie kamizelkach).

Tak jak nie każdy z nas lubi interakcje z obcymi ludźmi, tak nie każdy pies to lubi. Sam właściciel też nie musi lubić, gdy nieznane mu osoby dotykają jego zwierzę, a zapytanie o pozwolenie naprawdę nie ujmuje na honorze.

no na pewno nie we Francji...

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (138)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…