Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79458

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkałam kiedyś w mieszkaniu trzypokojowym z dwiema innymi dziewczynami. O dziwo przez prawie półtora roku wszystko układało się bardzo dobrze, nie było pomiędzy nami większych spięć. Wynikało to pewnie po części z bardzo różnych trybów życia, co powodowało, że nie wchodziłyśmy sobie w drogę. Ja pracowałam w trybie 8-16, druga z dziewczyn była barmanką i studentką, a nasza trzecia koleżanka pracowała na zmiany i prowadziła dodatkowe zajęcia z dziećmi w różnych porach. Nie było też problemów z opłatami, zrzutką na płyn do podłóg czy sprzątaniem. Cudnie, prawda?

Problemy zaczęły się, gdy koleżanka nr 2, ta barmanka poznała faceta. Właśnie przeprowadzał się do miasta i miał się do nas wprowadzić na miesiąc, do czasu aż znajdzie mieszkanie. Okazało się jednak, że jest im ze sobą na tyle dobrze, że postanowili że zostanie z nami na dłużej, o czym nas oczywiście poinformowali (nie zapytali - poinformowali). Okazało się również, iż koszty mieszkania pozostają dzielone na 3 jak do tej pory, bo w końcu zajmują we dwójkę maleńki pokoik. Dobra, o ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć argument o opłacie za pokoje, nie za osobę i jakoś z koleżanką na to przystałyśmy, to jednak okazało się wkrótce, że dzielenie na 3 obowiązuje co do każdego z kosztów, czyli koleś nie dorzuca się nawet do głupiego płynu do naczyń, czy papieru, czyli generalnie jest, a udaje, że go nie ma. To już zaczęło powodować pewne spięcia, ale dobra, półtora roku bezproblemowej współpracy, mieszkanie w dobrej lokalizacji – nikt nie chciał sprawy zaogniać.

Wkrótce okazało się czemu „Pan Niewidzialny” jest tak oszczędny, że chętnie pożyje naszym kosztem – był on chronicznym bezrobotnym. Serio, dwudziestokilkulatek, który rzucił studia „bo nie mają sensu”, nie był w stanie utrzymać pracy przez dłużej niż dwa tygodnie. Najpierw pracował w call center jakieś półtora tygodnia, po czym to rzucił. Czemu? Za dalekie dojazdy. Dobra, może 35 minut bezpośrednim tramwajem spod samej kamienicy pod samą pracę to daleko, ale mógłby chociaż zaczekać aż znajdzie coś nowego, a nie z dnia na dzień. Zwłaszcza, że jego dziewczyna znalazła jeszcze pracę biurową, żeby dorobić. Nadeszły trzy tygodnie przerwy, w czasie której całe dnie grał w gry i robił obiadki dla swojej dziewczyny, po których zostawiał syf w całej kuchni, a sprzątał na godzinę przed jej przyjściem.

Potem znalazł pracę w salonie operatora komórkowego. W ciągu pierwszych dwóch tygodni wszedł w konflikt z kierowniczką. Czemu? Jego skromna osoba nie została uwzględniona przy podziale premii. Po mniej niż dwóch tygodniach pracy! Skandal, prawda? Oczywiście nie przedłużyli mu umowy, znowu kilka tygodni przerwy.

W tym czasie ja i trzecia współlokatorka zaczęłyśmy dostawać białej gorączki. Jego dziewczyna całe dnie spędzała poza domem, bo albo w biurze, albo na uczelni, albo w barze, a Tomuś grał w gry, robił syf, a przed nią udawał aniołka. Co gorsza zaczęły nam ginąć rzeczy. A to proszek do prania się kończył jakoś szybko, oczywiście Tomuś nie wie który jest czyj i po prostu się pomylił, a to ketchup nagle okazywał się „wspólny” i kończył po kilku dniach. Plus jego sprzątanie ograniczało się do zmycia garów po obiedzie (jak już swoje odstały oczywiście), zatem w „ich” tygodniu sprzątania łazienka czy podłogi były nietknięte detergentem.

Czara goryczy przelała się kiedy wróciłam kiedyś do domu, chciałam zrobić obiad i odpocząć, ale kuchni nie widać spod stosu garów, poszłam do tego gada, akurat grał w jakąś strzelankę i poprosiłam (naprawdę kulturalnie, ale stanowczo) o pozmywanie, bo też chcę z kuchni skorzystać. O dziwo zrobił to bez problemu, ale chyba potem naskarżył swojej dziewczynie, bo od tej pory stałam się tą najgorszą! Nagle się okazało, że nie wyrzucam śmieci (bzdura), a to po moim sprzątaniu jest plama w przedpokoju (no jak sprzątałam w weekend, a w poniedziałek Tomuś rozlał zupkę idąc do pokoju, to chyba nie moja wina?) i generalnie atmosfera napięła się jeszcze bardziej.

Nasza współlokatorka jak się okazało też już miała dość i po uprzednim wypowiedzeniu, wyprowadziła się do chłopaka. Ja wytrzymałam miesiąc dłużej, spędzając w zasadzie wszystkie popołudnia na poszukiwaniu pokoju. I nagle Tomuś z dziewczyną zostali w prawie pustym mieszkaniu, które co najlepsze – było na nią. Miała taką umowę z właścicielami, my tylko podnajmowałyśmy pokoje. Doszło jej zatem szukanie dwóch osób na „już”, bo koszty. Ale to oczywiście nie ich wina.

współlokatorzy

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (138)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…