Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80438

(PW) ·
| Do ulubionych
Z zawodu jestem programistą, pracowałem w domu jako freelancer przez bardzo długi czas i ostatnio stwierdziłem, że w końcu pora spróbować czegoś nowego. W ramach samorozwoju nauczyłem się przydatnych do mojej pracy umiejętności - z którymi chciałem powiązać pracę na etacie, by się w tym obyć oraz poznać jakichś nowych ludzi. Jednak nie chciałem pracy na cały etat, by móc dalej prowadzić własne projekty poza etatem, więc znalazłem firmę, która akceptowała moje elastyczne godziny pracy.
Wymagania to X godzin na tydzień, jeśli chcę to mogę więcej. Wszystko fajnie, umowa podpisana, szczegóły pracy dogadane.

W pierwszy dzień przyszedł do mnie PM i poprosił bym wypełnił moją dyspozycyjność na następny miesiąc (ile godzin będę w dany dzień tygodnia). Zapytałem czy zna moje warunki zatrudnienia - powiedział że tak, wszystko wie, ale to tak tylko dla 'góry'. No to wypełniłem tak by się mniej więcej z moim planem tygodnia zgadzało no i z tym jak faktycznie będę w firmie.

Przez pierwszy miesiąc dałem sobie więcej czasu dla pracy na etacie by poznać ludzi i się jakoś zintegrować (normę tygodniową wyrabiałem przez dwa dni), przez pierwsze dwa tygodnie nic mi nie wypadło więc wszystko szło równo z harmonogramem, ale w ostatni się zaczęła jazda.

Poniedziałek i wtorek według harmonogramu - norma już wyrobiona. We wtorek po pracy wdrażałem pewną rzecz w swoim projekcie prywatnym, więc siedziałem nad tym do 3 w nocy i w środę postanowiłem odespać - a co za tym idzie nie poszedłem do pracy etatowej według harmonogramu. W czwartek postanowiłem sobie zrobić chill day, więc również nie poszedłem - pochodziłem sobie ze spokojem, wypiłem piwko, obejrzałem sezon serialu.

W piątek po przyjściu do pracy od razu przychodzi PM z pretensjami czemu mnie nie było, przecież byłem zapisany w harmonogramie, co to ma być etc. Powiedziałem że przecież normę wyrobiłem, a sam wie jakie mam warunki umowy. On wie, on wie, ale z 'góry' mu głowę suszą (o ironio) i że mam przychodzić harmonogramowo, bo inaczej będą konsekwencje - w tym momencie już był przegrany, otóż jestem jedną z tych osób które nic nie muszą, ja wiem co mam robić i jeśli chcą coś więcej, to ja to co najwyżej MOGĘ zrobić. Oczywiście odpowiedziałem, że to nie mój problem tylko jego i jeśli 'górze' się coś nie podoba, to niech sami ze mną porozmawiają.

Minęły dwa dni i przyszedł Krzysiu ze Szczecina by porozmawiać. Nie będę opisywał całej rozmowy, skończyło się na tym, że podziękowałem w dość piekielnej atmosferze za współpracę, a jakiś czas później wygrałem sprawę o kwotę Y którą mi potrącono z wypłaty pt. 'Kara umowna' :)

Doświadczeniem zdobytym w tej firmie z chęcią się nie podzielę w CV.

A morał tej bajki jest krótki i większości znany, jeśli znasz swoją umowę - nie będziesz wy****any.

Stolica cebulandi

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (202)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…