Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80462

(PW) ·
| Do ulubionych
Na co dzień żyję za granicą - jak łatwo wywnioskować z nicku i avatara, w Irlandii. Życie jednak pisze różne scenariusze i nagłe problemy zdrowotne zmusiły mnie do przyjazdu na dłuższy czas do Polski.

Kiedy już udało się zażegnać najgorszy kryzys i doprowadzić mnie do stanu, w którym mogłam w miarę normalnie funkcjonować, zaczęłam szukać pracy, jako że większość moich oszczędności poszła na bieganie prywatnie po lekarzach, a muszę zostać pod opieką lekarską w Polsce jeszcze mniej więcej do połowy przyszłego roku. Zarejestrowałam się w PUP, aby perfidnie skorzystać z dobrodziejstw darmowego ubezpieczenia i rozpoczęłam Tour de Frustracja po wszelkich możliwych miejscach oferujących pracę.

Obecnie mijają cztery miesiące bezskutecznych poszukiwań, a ja dochodzę do wniosku, że jeśli uda mi się wreszcie znaleźć normalnego pracodawcę, to chyba wyślę go do komisji badania cudów w celu sprawdzenia, czy to nie jakaś fatamorgana.

Kilka kwiatków:

a) Praca na 1,5 etatu z umową na 1 etat.

Minimalna krajowa, obowiązkowe nadgodziny (za minimalną stawkę godzinową, świątek, piątek czy niedziela), dzień wolny za pracę w sobotę "może być oddany w tygodniu, a może dopiero zbiorczo pod koniec kwartału”… MOŻE, podpytani delikatnie pracownicy przyznali się, że jest problem z wypłatami w całości.

System pracy: zmiany 9h dziennie + w dzień zmiany ekspozycji (która następuje centralnie w środku tygodnia roboczego) zmiana od 9:00 do 22:00, choć według pracowników najczęściej siedzi się do północy lub dłużej, a potem wraca pieszo 7-10 km do domu, bo nic już o tej porze nie jeździ. Na następny dzień znowu na 9:00 rano. W umowie oczywiście nie ma na ten temat ani słówka, praca przez cały tydzień teoretycznie w godzinach 9:00-18:00.

Jedna przerwa piętnastominutowa bez względu na liczbę godzin. Zakaz picia wody w sklepie, można tylko na przerwie (a u mnie odwodnienie kończy się potwornymi bólami głowy). Do tego odpowiedzialność materialna za ewentualne straty w towarze i obcinanie wypłat, jeśli nie wciśnie się klientom narzuconej odgórnie liczby "bonusów". Brak apteczki pierwszej pomocy.
Zastanawiam się nad zgłoszeniem tego miejsca do Państwowej Inspekcji Pracy, żeby choć trochę ulżyć ludziom, którzy tam pracują na stałe.

b) Zgłosiłam się na kilka ogłoszeń dotyczących sprzątania na 1/4 czy 1/2 etatu w biurowcach, gabinetach lekarskich etc.

Ze wszystkich odrzucono mnie ze względu na brak orzeczenia o niepełnosprawności (oczywiście w ogłoszeniu ani słowa na ten temat).

c) Pan, który w połowie dnia próbnego nagle się zorientował, że na co dzień żyję w Irlandii (bo wcale tego nie widać w CV, wcale...) i wywalił mnie niemalże na kopach ze swojego przybytku, wyzywając mnie od ladacznic, zdrajców narodu, antychrystów, islamistów (?) i przyczyny upadku RP.

Pieniędzy za przepracowany czas oczywiście nie zobaczyłam nigdy na oczy.

d) Nagminne, namolne drążenie moich problemów zdrowotnych.

Rozumiem oczywiście, że pracodawca musi wiedzieć o chorobach, które mogą mnie dyskwalifikować z pracy, ale moja przypadłość już do takich nie należy. Dźwigać mogę (dopóki to nie jest 20 kg, rzecz jasna), niczym nie zarażam, nie ma ryzyka omdleń i tym podobnych - o tym wszystkim uczciwie informuję pracodawców.

Ale to nie wystarcza, o nie! Rekordzistką była pani, która przez cały dzień próbny próbowała dociec, na co choruję. Przegięła w momencie, kiedy przy klientach zaczęła na głos się zastanawiać, czy przypadkiem się "nie kryję" z powodu choroby psychicznej albo czy nie mam "syfa od k*rwienia się". Poczekałam, aż klienci wyjdą, wygarnęłam babsku, co myślę, wzięłam pieniądze za przepracowany czas i wyszłam.

e) Wszystkie najbardziej syfiaste oferty pracy na olx.pl są zawsze pisane w dwóch językach: po polsku i ukraińsku. Raz z ciekawości zadzwoniłam pod numer z takiego ogłoszenia, zaproponowano mi umowę o dzieło i zawrotne 5 zł na godzinę. Ogłaszającego zgłosiłam do olx, o dziwo zablokowano mu konto.

Coś czuję, że powstaną jeszcze jedna lub dwie historie na temat szukania pracy w mojej okolicy; mam takich sytuacji dużo, dużo więcej, a część z nich jest znacznie gorsza od tego, co opisałam tutaj...

Jeśli kiedykolwiek tkwiły we mnie jakieś sentymenty odnośnie moich rodzinnych stron, to coś czuję, że po tym roku nie będę już mieć żadnych. I tylko niezmiernie żal mi tych, którzy tutaj żyją na stałe i nie mają zbytniego wyboru w kwestii pracy.

poszukiwanie pracy

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 110 (130)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…