Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80482

(PW) ·
| Do ulubionych
Przy przeprowadzce na studia musiałam w jakiś sposób przewieźć duży i dość drogi komputer z jeszcze droższym oprogramowaniem.

Niestety nie miałam samochodu, a gdyby udało mi się jakiś pożyczyć i tak nie miałby mnie kto zawieźć. Komputer na studiach graficznych był mi bardzo potrzebny, więc zaczęłam kombinować. Wysyłka odpadała, raz że bałam się iż może zginąć, dwa wątpiłam, że dojedzie w całości. Dlatego zdecydowałam się zawieźć go autobusem.

Plan był prosty, przewiozę go na siedzeniu obok, w tym celu udałam się odpowiednio wcześniej do kasy biletowej i przedstawiłam problem. Powiedziałam, że wykupie dwa miejsca - jedno dla mnie, drugie dla mego sprzętu. Pani w kasie powiedziała, że nie ma problemu. Bilety kupione, nic tylko jechać. No ale...

Linia którą miałam jechać jest zawsze wyładowana po brzegi, więc zawsze każde miejsce jest zajęte. Do tego istnieje możliwość zakupu biletu przez internet, w kasie lub bezpośrednio u kierowcy tuż przed odjazdem autobusu. Najlepsze jest to, że kierowca nie ma wglądu do tego, ile biletów zostało kupionych w kasie, więc wygląda to tak, że wpierw wsiadają ludzie z biletami, potem kierowca liczy ile miejsc zostało i zaczyna sprzedawać na nie bilety. Wszystko pięknie, ale niestety trzeba tam być i zobaczyć co się dzieje, gdy podjeżdża autobus i ludziska tłumnie zaczynają się pchać. Właściwie jest to materiał na zupełnie inną historię.

W każdym razie przyjechałam odpowiednio wcześniej, żeby spokojnie się załadować z rzeczami, ale oczywiście, gdy zrobiło się tłumnie, jakakolwiek kolejka przestała się liczyć. Gdy autobus podjechał ludzie dosłownie zaczęli się taranować, żeby dopchać się do wejścia, nawet gdy kierowca powiedział, że pierwszeństwo mają osoby z już kupionymi biletami, nikt nie zamierzał ustąpić.

Całe szczęście był ze mną tata, który pomógł mi się załadować i dopchać do środka. Wchodząc poinformowałam kierowcę, że mam wykupione dwa miejsca, więc gdy później będzie liczył wolne miejsca mojego absolutnie ma nie liczyć. Zgodził się, wpuścił nawet tatę na chwilę, by pomógł zanieść komputer na miejsce.


I tu zaczyna się pierwszy problem - w środku było już sporo ludzi i oczywiście każdy siedział pojedynczo, co za tym idzie nie było już wolnych dwóch foteli obok siebie, a powinny. W końcu miałam wykupione miejsce 24 i 25, ale tam siedziały już dwie staruszki. Poszłam poprosić je, żeby się przesiadły na swoje miejsca, ale nie.

Musiałam wysłuchać jaką to jestem gówniarą, że zwracam im uwagę, że równie dobrze mogę usiąść za nimi (gdzie było jedno miejsce wolne), a nie im głowę zawracać. Gdy powiedziałam, że muszę siedzieć wraz z moim bagażem, zaczęły znów mnie wyzywać od idiotek, księżniczek, które mają durne pomysły. Dopiero kierowca przegonił je na swoje miejsca, ale odeszły wielce niezadowolone, gdyż moje miejsce bardziej im odpowiadało, ponieważ te, które kupiły, było blisko toalety. Przez pół podróży słyszałam, jak narzekają na mnie i niewychowaną młodzież z durnymi pomysłami.

Gdy wreszcie usiadłam, położyłam komputer między wolnym siedzeniem, a siedzeniem z przodu, a monitor zabezpieczyłam, żeby się nie zsunął, myślałam, że wszystko pójdzie już spokojnie. Ale nie. Skończyły się miejsca, więc kierowca musiał powiedzieć sporej liczbie osób, że niestety nie mogą tym autobusem pojechać. Wtedy pani siedząca po drugiej stronie, krzyknęła, że przecież koło mnie jest wolne miejsce.

Chyba kurczę nie zauważyła dwóch wielkich kartonów, których nijak nie miałabym gdzie upchać. Niestety ludzie stojący pod drzwiami to usłyszeli i się zaczęło. Na nic były moje tłumaczenie, że wykupiłam to miejsce, że zapłaciłam za nie i równie dobrze nic mogłabym na nim nie trzymać, a oni i tak nie mogliby na nim pojechać, bo za nie zapłaciłam, do cholery!

Ludzie zaczęli krzyczeć, że oni muszą do lekarza, pracy, mają chore córki (naprawdę) i muszę wywalić mój komputer za drzwi, a najlepiej, żeby ta idiotka co kupiła dwa miejsca wyleciała również, bo co to za chore pomysły! Jakiś facet wszedł nawet do środka w celu wyrzucenia mnie siłą, ale kierowca go powstrzymał i zagroził, że jak nie opuści pojazdu to wezwie policję. Przez moje "puste" miejsce wyjechaliśmy z 15 minutowym opóźnieniem. A chyba warto wspomnieć, że na tej trasie autobusy kursują co godzinę, a w czasie szczytu, co pół godziny.

Po drodze autobus stawał jeszcze w kilku miejscach, nie zwracałam uwagi ile pasażerów wsiada, ile wysiada, nie liczyłam pustych miejsc, nie przypominałam, że to wolne miejsce obok mnie jest zajęte przez komputer, bo liczyłam, że po takich przygodach kierowca zapamiętał, ze sorry, ale to miejsce okupuje mój niedobry komputer. Ale oczywiście, na każdym przystanku ktoś musiał mnie zaczepić z prośbą o zabraniu moich rzeczy i zrobienia mu miejsca, gdy pokazywałam, wykupiony bilet, znów słyszałam o tym, jakie mam dziwne pomysły i co to za zwyczaje kupować dwa miejsca, ale spoko, szli dalej, siadali na innych miejscach.

Aż na jednym przystanku pani, której powiedziałam, że nie ma opcji, żeby tutaj usiadła wróciła i powiedziała, że muszę jej ustąpić, gdyż nie ma innych miejsc. Zdębiałam, rozejrzałam się i faktycznie - kierowca sprzedał jej moje miejsce. Nie miałam co zrobić, gdybym komputer wcisnęła pod nogi, to je musiałabym unieść pionowo w górę, ale został jeszcze monitor. Nie chciałam być już taką wstrętną księżniczką z durnymi pomysłami, więc wpadłam na pomysł, że wezmę monitor na kolana, a pani usiądzie trzymając nogi na przejściu, ale niestety był za duży i nijak nie chciał się zmieścić między mój gruby brzuch, a siedzenie z przodu, więc sorry, Pani nie ma gdzie siedzieć, a autobus nie ma jak jechać.

Wtedy zdenerwowany kierowca kazał załadować mi mój sprzęt do bagażnika. Powiedziałam, nie ma problemu, ale pan pisze mi na piśmie oświadczenie, że jeśli cokolwiek się stanie, to pan pokryje koszty naprawy lub odkupi komputer. Na to nie był już taki chętny, więc cóż prawdopodobnie z własnej kieszeni musiał zwrócić babce za bilet i kazać jej jechać następnym autobusem. Oczywiście cała moja podróż musiała odbyć się pod niemiłymi spojrzeniami innych pasażerów i gdy wychodziłam musiałam usłyszeć od kierowcy, jaka ze mnie księżniczka.

Cóż, może mój pomysł z przewiezieniem komputera autobusem był szalony, ale nie miałam wyboru. Aczkolwiek znam również wiele osób, które z takich lub innych powodów wykupują dwa miejsca i również spotykają się z podobną sytuacją. Ludzie są źli i praktycznie zawsze kierowca musi sprzedać kupione miejsce. Po prostu PKS.

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (160)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…