Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80524

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytałem gdzieś o planowanym przywróceniu zasadniczej służby i przypomniały mi się moje przygody z WKU. Choć ja na szczęście wojska z uwagi na studia i dziecko uniknąłem, kolega niestety trafił do wojska i wyszedł jako kaleka.

Ale od początku…

W ostatniej klasie liceum dostajemy wezwania na komisję poborową, cóż, ojczyzna wzywa, to idziemy. Standardowo - lekarze i wywiad, który do tej pory pamiętam: "Jest pan zdrowy, nie pije i nie pali, wypadków pan nie miał, nie leczy się pan na nic”. Ja nawet nie zdążyłem odpowiedzieć, jak już było to wszystko zaznaczone.

Kolega za to miał problemy zdrowotne. Jakaś wrodzona wada serca, mógł żyć normalnie tylko z pewnymi ograniczeniami dotyczącymi wysiłku. Wiem, bo raz jak goniliśmy autobus, to musiał usiąść i wręcz zrobił się przezroczysty, papiery od specjalisty ma, chodzi regularnie do kardiologa.

Cóż, dla szanownej komisji to nie ma znaczenia, dostaliśmy kategorię A.

Potem, gdy była rozmowa z oficerem, poinformowałem o planowanych studiach i mam donieść informację o przyjęciu, bo inaczej w kamasze. Na studia się dostałem, odpowiedni papierek doniosłem do WKU. Ok?

Nie, po jakimś czasie dostaję bilecik do wojska, że mam stawić się tu i tu.

Pojechałem do WKU i cóż oni mogą zrobić, poszedł bilet, mam się stawić na wrześniowy pobór. Ale znowu rozpoczynam studia, to problem. Zaświadczenie mam, to dają mi czas do otrzymania indeksu, czyli informacji, że studia rozpocząłem.

Październik, dostałem indeks, to biegiem do WKU, profilaktycznie karteczka z dziekanatu też wzięta. Pokazałem oficerowi, ten dołączył do dokumentów i zakomunikował: „co semestr proszę przyjść z indeksem”.

Myślałem, że koniec, ale miałem jeszcze wizytę policji z żandarmerią, bo jednostka nie dostała papierów o moich studiach.

Wspomniałem o koledze. Nie dostał się na wymarzony kierunek, a odwołania od decyzji o kategorii A spełzły na niczym.

Już pierwszego dnia tak go przegonili, że jego serce doznało rozległego zawału. Jak mi mówił, gdy leżał i czuł, że umiera, to słyszał: „Żołnierz, k…, bieg, zapie….j, nie symuluj…”.

Zaczęli go ratować dopiero, gdy przestawał oddychać.

Wypisali go kilka dni później z kategorią E i dużym pogorszeniem stanu zdrowia. I lekami do końca życia.

wojsko

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (145)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…