Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80561

(PW) ·
| Do ulubionych
Co do historii o podręcznikach do języka obcego.
Może to nie reguła, ale anglistka zamawiała (może miała z tego jakieś profity) i głównie od niej kupowało się podręczniki.


Nie każdego było stać by kupić ćwiczenia i podręcznik, więc niektórzy nie kupowali tylko bawili się w opcję skaner i drukarka. Anglistka początkowo stawiała tym jedynki za brak podręcznika i ćwiczeń. Wychowawca interweniował, anglistka dalej swoje. Dopiero Dyrektor wpłynął na nią skutecznie, ale "mściła się" na swój sposób i w efekcie nikt poza ocenę dostateczną nie wychodził.
Ostatecznie ćwiczenia okazały się nie wiele używane, a więcej pracy z podręcznikiem było, a że tam też był zadania z opcją uzupełnij, dopisz to jej nakaz był by pisać długopisem.


Nie pisałem długopisem, tylko ołówkiem, a więc kilka jedynek się złapało. Pierwsze półrocze jakoś się dotrwało, trochę dzięki interwencji wychowawcy, ale drugie półrocze znowu ta sama szopka.
Interwencja rodziców zmieniła tylko to, że przestałą mnie zauważać, pytać i miałem dzięki niej egzamin komisyjny, bo z ocen wychodziła 1 na koniec roku(nieszczęsny opór by nie pisać długopisem, a 2 sprawdziany gdzie 3 u niej to maks, bo zaraz literówki znalazła, a to urojona kreska za pseudo ściąganie).


Komisyjny zdany, anglistka mnie nie zapytała, tylko przy komisji stwierdziła, że jakbym się tak starał od początku roku to egzamin nie byłby potrzebny. No fakt, szkoda, że zapomniała skąd te negatywne oceny.


Nie pisałem długopisem, bo bądź co bądź wpajano mi też szacunek do książek, ale zapewne odsprzedana książka to mniejszy zysk dla nauczycielki. Na szczęście do matury przygotowywała nas inna anglistka, ta poszła na zwolnienie chorobowe.

szkoła

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 118 (138)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…