Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80641

~Taanonimowa ·
| Do ulubionych
Pewna historia przeczytana tutaj, przypomniała mi historię sprzed kilku lat, kiedy to przeprowadziłam się z chłopakiem do innego miasta w poszukiwaniu pracy. Zrobiłam sobie roczną przerwę między maturą a studiami. Chłopak studiował już w tym czasie na jednej z uczelni. Z domu wyniosłam zasadę tego, że trzeba po sobie sprzątać.

Więc kiedy znalazłam pracę(a pracowałam często po 12 godzin), zamieszkałam w Trójmieście.
Mieszkanie-była to dobudówka domu jednorodzinnego, który wynajmowaliśmy- razem 4 osoby(ja, chłopak, kolega i jego brat-nazwijmy go Śmierdzielas). Byli to bardzo dobrzy koledzy mojego lubego, których znał od lat. Wcześniej mieszkał tam tylko Śmierdzielas i jego brat. Mój chłopak był w akademiku, ale postanowił się razem ze mną przeprowadzić.
Jednak co działo się w tym mieszkaniu - dla mnie nie do ogarnięcia ale zaraz Wam wszystko opiszę.

Jako że z moim chłopakiem nie było problemu ani z jego kolegą też odnośnie sprzątania, tak z jego bratem było wręcz na odwrót.
Teraz zaczynają się tematy, które, jeśli jecie, radzę odłożyć jedzenie, bo będzie nieprzyjemnie. Naprawdę.

Po wejściu do mieszkania odrzucił mnie niesamowity smród i powszechny bałagan. Ale cóż, pomyślałam, że jeśli przez najbliższy czas muszę tu mieszkać, to trzeba posprzątać.

Znalezisko Nr.1
Po uprzątnięciu sterty śmieci, pustych butelek po wszelakich napojach, zwalczeniu plagi muszek owocówek wielkości koni, postanowiłam zabrać się za szafki.
W pokoju, który dostałam w spadku z chłopakiem, mieszkał wcześniej Śmierdzielas, do którego przyjeżdżała czasem jego dziewczyna.
A więc porządkuję sobie szuflady, aby zrobić miejsce dla siebie.
Otwieram jedną z nich i jak mnie obrzydzenie niesamowite nie ogarnie i widok nie z tej ziemi... - prezerwatywa... zużyta, spleśniała... w szafce leży sobie już pewnie kilka miesięcy, niedługo sama z niej wyjdzie, bo życie, które w niej zostało zdążyło już pewnie wynaleźć ogień i zabrało się nad budową rowów melioracyjnych...

Znalezisko Nr.2
Sprzątam muszlę klozetową- w rękawiczkach, z maską, bo smród taki, że można odjechać.
Nagle spod rantu muszli wysuwa się twór, czarny, maziowaty, wyglądająca jak pleśń, która zalegała tam chyba z kilka miesięcy...jak można za przeproszeniem z d*pą usiąść na takim kiblu?!

Znalezisko Nr.3
Jako, że do naszego Śmierdzielasa miała przyjechać dziewczyna, zaczął robić różne zabiegi higieniczne.
A uwierzcie, kąpał się raz na tydzień. W ciuchach, w których chodził do pracy, spał, skarpetki miał tak brudne i śmierdzące, że po ich zdjęciu dosłownie stały same a waliło w całym mieszkaniu już od samego jego wejścia do domu i ściągnięcia butów.
Tak więc, wchodzę do łazienki, żeby załatwić potrzebę a tam w umywalce-włosy, łonowe, aż zapchały odpływ. Ogolone i zostawione. Chyba dla mnie do posprzątania...

Prosiłam kilka miesięcy, żeby zaczął po sobie sprzątać, moi współlokatorzy też prosili. Na nic.
Po kilku jeszcze mniej lub bardziej obrzydliwych akcjach skapitulowałam i wróciłam z powrotem do rodziców. Nie mam już kontaktu ze Śmierdzielasem ani resztą, bo po kilku miesiącach także rozstałam się z chłopakiem, który potem stwierdził, że powinnam się leczyć, bo jestem pedantką i tylko uprzykrzałam im życie... serio...?

brud

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (158)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…