Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80678

(PW) ·
| Do ulubionych
Po perypetiach związanych z zakupem biletów , wsiedliśmy do pociągu. Znalazł się przedział z jednym wolnym miejscem, co nam odpowiadało, bo ja i tak z reguły wolę stać (mam taką przypadłość że jak dłużej siedzę to boli mnie kolano).

Telefon do rodzinki, że wszystko zadziałało i będę w Łodzi ok 22.00. Jechaliśmy nawet wygodnie, wagon co prawda 2 kl., ale faktycznie był to zdeklasowany wagon z przedziałami sześcioosobowymi.
Do Poznania dojechaliśmy w zasadzie bez przygód, z zaledwie 5 minutowym opóźnieniem. Niestety tutaj dobra passa się skończyła.


Godzina 17.30 i przez wagon przewaliła się wpierw fala wysiadających a następnie rozpoczęła się wędrówka nowych pasażerów. Zdziwiony nieco przyglądam się ludziom którzy kolejny raz wędrują przez cały wagon. Okazało się że mieli wykupione miejscówki na nieistniejące miejsca. Tak się złożyło że dorwali konduktora niedaleko mnie i usłyszałem jak konduktor reaguje na zapytanie a następnie na pretensje pasażerów. Pamiętacie scenę z szatni w filmie "Miś"? To był kolejowy jej odpowiednik.
- No się uprze jeden z drugim i chce miejsce a ja nie mam. Nie mam, rozumiesz pan? No i co mnie pan zrobisz?

Na szczęście pojawiła się konduktorka która zachowała się choć trochę lepiej. Wytłumaczyła że skład otrzymał inne wagony i sześć wagonów drugiej klasy ma o ok 60 miejsc mniej niż sprzedano biletów, ona przeprasza w imieniu firmy ale nie ma możliwości... jest jej przykro... postara się...może wydać zaświadczenia...

Dochodzi godzina 18.00 i wszyscy nagle zauważyli że już stoimy kwadrans za długo. Rodzą się kolejne pytania i jak zwykle bez odpowiedzi. Po kolejnym kwadransie megafon wydaje oficjalne ogłoszenie - czekamy na opóźniony pociąg z Jeleniej Góry.

Tutaj mam pytanie do bardziej obeznanych, czy nie lepiej wysłać pociąg z ok 1000 pasażerów o czasie a opóźniony pociąg skomunikować z kolejnym Inter do Wa-wy? (na tej trasie nie jest to problem). Z Poznania wyruszyliśmy z opóźnieniem ok 70 minut a dalej już tylko minut przybywało. Tak więc ci co jechali do Warszawy patrzyli tylko na zegarki i klęli na czym świat stoi bo minęła 22.00 a oni zamiast wsiadać do tramwaju (opcja mniej piekielna) lub przesiadać się na Centralnej, stali gdzieś w polu czekając aż pociąg ruszy.

Dotarłem do Kutna ok 22.30 czyli kilkanaście minut po odjeździe ostatniego pociągu tego dnia do Łodzi i gdyby brat nie przyjechał (tracąc 2h, 20l LPG i robiąc 180km) to następny pociąg miałbym ok 5 rano. Już nawet nie podchodziłem do kasy po zwrot za dwa bilety na osobnych blankietach pełnopłatne 100% z takim trudem kupione w Szczecinie. :)
http://piekielni.pl/80627#comments
edit; Wyjazd ze Szczecina o 14.45 TLK Gałczyński 29.10.2017.
Czasy dojazdu podane są orientacyjne, ale odbiegają od rzeczywistych tylko o minuty.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (133)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…