Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
poczekalnia

#80698

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Rzecz będzie o służbie zdrowia. I to zarówno publicznej, jak i prywatnej dla odmiany.

Właśnie wróciłam od kardiologa. Okazuje się, że mam wadę serca. Wrodzoną. Która może (ale nie musi) być niebezpieczna. Każde intensywne kardio było igraniem ze śmiercią. Ale spokojnie, to się leczy, są tabletki i będzie ok. Kostucha już nie będzie mnie ścigać w biegu na przystanek autobusowy.

Gdzie piekielność? Zebrałam potężny op… ochrzan od pani doktor, że wady do tej pory nie leczyłam. Nasłuchałam się, jaka to jestem nieodpowiedzialna i lekkomyślna. I dlaczego tak późno z tym przychodzę do specjalisty. No właśnie: dlaczego?

Otóż w całym moim 30-letnim życiu żaden lekarz ani pielęgniarka nie zwrócił/ła mi na ten problem uwagi. Wada objawia się m.in. bardzo podwyższonym pulsem, nie trzeba być więc ekspertem, żeby wysłuchać zwykłym stetoskopem jakieś zaburzenia. Wystarczyło spojrzeć na te 3 cyferki i powiedzieć, że należy to sprawdzić.

W ciągu tych 30 lat śpiewająco przechodziłam bilanse, tysiące razy mnie osłuchiwano przy różnych okazjach, tysiące razy mierzono mi ciśnienie i puls... i nic. Ze spokojem zapisywano wysokie wartości i mówiono, że jest ok. Od 7 lat korzystam z prywatnej służby zdrowia i każdorazowo przy wizycie u ginekologa i endokrynologa pielęgniarka mierzy mi ciśnienie i puls. Wizyty co 3 miesiące, co daje 8 w roku, czyli w tej jednej przychodni, w jednym systemie (mają podgląd na ogół leczenia) 56 nieprawidłowych wyników, nie licząc wizyt u lekarza ogólnego. I nic. Zero sugestii, żeby to zbadać...

Rzecz wyszła zupełnie przypadkiem u… alergologa.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (107)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…