Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80762

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiem, takich już było setki, ale muszę się wygadać.

Moją obecną małżonkę poznałem kilka lat temu. Z początku było nam dobrze, świetnie się dogadywaliśmy. Jakiś czas później przeprowadziliśmy się do większego miasta. Ona studia, ja praca i kończenie liceum. Jej rodzice dawali jej pieniądze na życie i studia, ja pracowałem, dałoby się żyć. Gdyby nie totalny brak szacunku do pieniądza. Ale spokojnie, są rodzice, a że jedynaczka, a ojciec za granicą, to zawsze się coś więcej wyciągnie. A to to, a to tamto i mimo całkiem niezłej sumki razem i tak ledwo się dało do 10 wytrzymać z pustą lodówką.

Później epizod za granicą, wcale nie było lepiej. No, ale miłość ślepa jest, więc brnąłem dalej. Zaczęła pokazywać ząbki nie tylko w kwestii finansów, ale i dobrze wielu znane "po mojemu albo wcale". Często celowo doprowadzała do awantur, bo mimo mojej cierpliwości kto zniesie wbijanie szpilki w zadek przez kilka tygodni. Ale serce nie sługa. Oświadczyny, ślub, bo ona chciała, a ja miałem nadzieję, że jak zrobię co ona chce, to będzie lepiej. Nie było.

W końcu dałem się przekonać na starania o dziecko. I udało się. Ale z pracą się pokiełbasiło. Zdecydowaliśmy się wrócić do rodziców. Oczywiście jej rodziców. Urodziła tu, ja miałem stabilną, nieźle płatną jak na moje wykształcenie pracę. Ale nie pasowało. A dlaczego? Bo za mało w domu byłem, a ona miała za mało czasu na telewizję. Jak mnie nie było to dzieckiem zajmowała się jej mamusia. A jak wracałem? To moja kolej przecież. A ona w telewizorze. Cały dzień. W końcu mamusia zaczęła się buntować, a ona kazała mi zmienić pracę, żebym więcej w domu był. Ale gdzie w małej mieścinie człowiek bez liceum ma znaleźć pracę, żeby utrzymać rodzinę i być dużo w domu? Nie dało się wytłumaczyć.

Wyrzuciła mnie z domu. Kilkukrotnie. A jak była wypłata to kazała wracać, żeby zaraz mnie wyrzucić znowu. W końcu przejrzałem na oczy i powiedziałem dość. A co ona na to? Zabroniła mi widywać się z dzieckiem. Próbowałem, załatwiałem mediatorów, rozmawiałem, wszystko na nic. A jak odcięli jej 500+, to nagle znalazłem w skrzynce pozew o alimenty. Odpowiedziałem wnioskiem o kontakty.

I co dalej, zapytacie? Nie chcę być seksistą, ale jeżeli kobieta, która jawnie przyznaje się w sądzie do przestępstw, jest broniona przez kobietę, a sędzia kobieta ignoruje to całkowicie i ja mam płacić alimenty nadal od ponad 3 miesięcy, nie mam możliwości widywać się z dzieckiem, to daje trochę do myślenia, co?

Mam już adwokata, który pomoże mi załatwić kontakty. Jednakże to nadal boli. Zwłaszcza widząc reakcje ludzi, dla których zawsze kobieta jest w takich sprawach święta, a facet pewnie alkoholik i zapewne ją bił czy coś. Bo po co spojrzeć z drugiej strony?

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (218)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…