Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80867

~Parytet ·
| Do ulubionych
Parytety, parytety. Wszędzie tak głośno o nich, a mimo to (przynajmniej ja) się z tym nigdy nie spotkałem w takiej formie, w jakiej jest to przedstawiane... do czasu.

Od 2007 roku pracuję w UK.
W 2015 roku były już prezes poszedł na zasłużoną emeryturę. Na jego miejsce wybrany został jego następca, wcześniej CEO filii w Londynie.

Pierwszy rok zleciał w sumie bez zmian dla nas, na górze trochę ludzi się pozmieniało, ogólnie nic poza tym.

Nadszedł luty.

W lutym nasz szef zwołał zebranie. Na zebraniu została nam przedstawiona nowa polityka firmy. Mianowicie, każdy dział, każda filia, każde mniejsze czy większe biuro na terenie UK, będzie działać na zasadach europejskiego standardu równości, czyli w skrócie, zostaną wprowadzone parytety, 50% mężczyzn, 50% kobiet.

Nikt nie zostanie zwolniony, tylko ludzie zostaną poprzenoszeni tak, żeby wszystko się wyrównało.

Było przy tym ogromnie wiele nerwówki, problemów i bajzlu. Ludzie zostali przenoszeni z jednego na drugi koniec UK.

No ale w końcu cały ten zamęt się skończył, ja na szczęście zachowałem swoje stanowisko, przyszło do nas 9 kobiet i w końcu wróciliśmy do normalnej pracy. Koniec nadgodzin, problemów z dotrzymaniem terminów itd.

Pracujemy.

Teraz dodam moje osobiste odczucia. Ja nie mam żadnego problemu z parytetami czy innymi wymysłami współczesnej Europy. Powiewa mi to czy będę pracował z kobietami, mężczyznami, tresowanymi radzieckimi koczkodanami czy coś, ale. No tak, musi być jakieś ale, a w moim przypadku tym "ale" jest to, że skoro już wprowadzili ten parytet, to niech to nie przeszkadza w pracy. Oczekuję takiej samej wydajności, jaką mieliśmy wcześniej lub obniżenia oczekiwań zarządu, skoro pracownicy nie mogą nadążyć. Inaczej wprowadzanie takich parytetów tylko dlatego, żeby to ładnie wyglądało jest najzwyklejszą głupotą.

Oczywiście wyjaśnię dlaczego.

Ja pracuję na dziale projektowania wnętrz biurowych, firmowych czy ogólnie biznesowych.

Naszym zadaniem jest przygotowanie biura od pustego budynku czy pomieszczenia, do 100% końcowego efektu. Czasami nawet wybieramy budynek lub nawet stawiamy go od podstaw jeśli klient sobie tego życzy.

Muszę przygotować wszystko. Wystrój, sprzęt, wszystkie normy użytkowe, zakup sprzętu, wykończenie, wszystkie dokumentacje, opłaty i pozostałe. No dosłownie wszystko. Klient tylko przychodzi i zaczyna pracę.
Wymaga to sporo czasu, częste zmiany projektu, bo w końcu pracujemy z ludźmi, a ludzie często zmieniają zdanie.

Praca jest wymagająca, najważniejsze jest dotrzymywanie terminów, bo nie pracujemy sami. Współpracujemy z firmami budowlanymi, z firmami wykończeniowymi, firmami IT i innymi. Wszystko zależy od tego, czego oczekuje klient. Więc jeśli jedna osoba zawali, to później wszystko leci, jak domino. I znów zaczyna się nerwówka itd.

No i tutaj zaczęły się problemy.

Jak wspomniałem, niedotrzymanie terminu jest jedną z tych rzeczy, których po prostu trzeba unikać jak ognia.

Przez pierwszy miesiąc w sumie mieliśmy trochę problemów, ale nie jakiś wielkich. Wiadomo, nowi pracownicy, dopiero ogarniają co i jak (mimo, że wymagania co do zatrudnienia firma ma naprawdę wysokie) więc my, czyli ludzie którzy zostali ze starego zespołu, myśleliśmy że te osoby mają odpowiednie doświadczenie w pracy. Poza tym, nie raz się zdarzyły problemy z terminami, takie uroki tej pracy, ale nigdy nie były one jakieś ogromne i wszystko udawało zakończyć się w górnej granicy.

W drugim miesiącu było gorzej, znów nadgodziny. Znów my, czyli "stary" zespół musieliśmy walić nadgodziny, bo parę osób nie nadążało z pracą.

Trzeci miesiąc jeszcze gorzej, tutaj już zaległości były nie do przyjęcia, mimo naszych chęci pomocy i tak byśmy za dużo nie zdziałali, bo każdy przecież miał swoją pracę do wykonania, a nikt pracować po 12 godzin lub więcej godzin nie chce, tym bardziej że zaczęło się to przekładać na naszą pracę. Nie da się robić 4 projektów na raz. A nowe tylko dochodziły...

Poszła skarga do szefa, ten rozłożył ręce, bo on nic nie może.
Poszła prośba, żeby nie zatwierdzał nowych projektów, niech stare zostaną ukończone, bo inaczej to wszystko się spierniczy i będą jeszcze większe problemy.

Mimo jego szczerych chęci, góra to zlewała. Oni mają swoją opinię na podstawie badań, bla bla bla i wszystko powinno być OK. Tak, taka przyszła odpowiedź.

Skoro oni sobie przeprowadzili jakieś badania i z nich wyszło, że jest OK, to tak ma być i koniec gadki. Super nie? Ja ostatnio zrobiłem sobie wykres w paincie, że przeprowadziłem badania, iż powinienem zarabiać 30k funtów tygodniowo, więc tak ma być i koniec gadki. No ale to tak niestety nie działa...

Problemy tylko narastały, oczywiście wszyscy wiedzieli kto jest za to odpowiedzialny. Niestety, były to głównie te kobiety zatrudnione z powodu tych parytetów, tylko 2 z nich dały sobie radę, ale tylko dlatego, że po prostu tego chciały. Uczyły się, słuchały rad bardziej doświadczonych osób itp, reszta niestety nie wykazała takiej inicjatywy. No bo skoro zostały już zatrudnione, to co mają się przemęczać. Jedna nawet się z tym nie kryła, z dumą mówiła, że jak ją zwolnią to pójdzie do sądu i narobi im takiego syfu, że ustawi się do końca życia.

Szef naszego działu też chodzi już non stop nerwowy, bo nie dość, że musi się tłumaczyć przed klientami czy wszystkimi firmami z którymi współpracujemy, to jeszcze co chwilę przychodzą żądania z góry o wyjaśnienia, dlaczego pogorszyły się przychody, dlaczego firma traci klientów itd.

Niestety, są głusi na wyjaśnienia. Mimo próśb o przywrócenie starego zespołu lub pozwolenie na zatrudnienie nowych pracowników, którzy zostaną wybrani przez niego, góra odpowiada tym, że to nie wina pracowników, tylko jego, bo nie potrafi ogarnąć swoich pracowników. Pracowników, na których wybór nie miał żadnego wpływu.

Dodam kilka słów o samym szefie, to naprawdę złoty człowiek. Stworzył świetny i zgrany zespół z ludzi zaraz po studiach. Ja i 7 innych osób w ciągu 2 lat, dzięki niemu nauczyliśmy się o branży więcej, niż niektórzy w ciągu kilku-kilkunastu lat, co łatwo można zauważyć po tych osobach, które zostały zatrudnione przez "górę". Mimo 10 lat pracy wpisane w CV, nie potrafią skończyć w ciągu miesiąca malutkiego projektu, który mi by zajął 3-5 dni...
Zawsze pomocny, zawsze uśmiechnięty, lubiany przez klientów, szanowany przez stary zarząd, uwielbiany przez pracowników, teraz każdego dnia idąc do pracy martwi się, czy nie zastanie wypowiedzenia, mimo że w firmie pracuje praktycznie od początku, włożył w nią więcej serca i czasu niż niejeden pracownik z "góry". Mimo to, nadal walczy o powrót normalności.

Ogólnie zespół jest teraz podzielony na 2 grupy, my czyli starzy pracownicy oraz te kobiety, przez które są te problemy. Atmosfera jest nie najlepsza, ale każdy z nas ma nadzieje na lepsze jutro.
Mimo naszych szczerych chęci współpracy, druga strona nie wykazała chęci, nikt nie wie dlaczego, skoro dobra działu jest w interesie nas wszystkich jako jedność, a nie podziały.


Kilka odpowiedzi do pytań, które pewnie się pojawią.

Nasz dział składa się z 24 osób+szef+koordynator.

Przed "rewolucją" pracowało 19 mężczyzn i 5 kobiet z pracowników. Szef i koordynator to też mężczyźni.

Po "rewolucji" mamy 12 kobiet i 12 mężczyzn. Szef i koordynator zostali.

Kiedy ja przychodziłem zaraz po studiach, głównie się uczyłem i zajmowałem małymi rzeczami, zresztą jak wszyscy na stażu. W momencie zatrudnienia nie zastąpiliśmy starych pracowników, tylko dział się powiększył o te 6 osób (jedna zrezygnowała) przyszła nowa z doświadczeniem.

"Nowe" kobiety również wykluczyły kobiety ze starego zespołu oraz te dwie z nowego, które potrafiły się zaadaptować do pracy ze swojego kółka wzajemnej adoracji.

Wiem, że mógłbym zmienić pracę, ale nie chcę. Mimo tych problemów, jest mi tutaj dobrze, ale tylko dlatego, że szef kazał nam wykonywać swoją pracę i pracować na własny rachunek, a pomagać tylko z dobrych chęci, a nie z obowiązku.

Nadgodziny robiliśmy z własnej, nieprzymuszonej woli. Mimo, że nie musieliśmy.

Parytety, parytety... głupi pomysł.

zagranica praca

Skomentuj (79) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (176)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…