Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81017

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie madka, ale ojciedz roku wczoraj mi się trafił.

Wybrałam się wczoraj w odwiedziny do kolegów ze studiów - ot, jednodniowa wycieczka. Po kawce i ciasteczku zaproponowali, że pokażą mi tamtejszy kościół, bo raz, że zabytkowy, a ja jestem łasa na smaczki architektury sakralnej, dwa - świeżo po większej renowacji. Poszliśmy.

W kościele zastaliśmy tylko krótką kolejkę do konfesjonału, panią zajętą robieniem dziesiątek zdjęć ołtarza i nawy głównej oraz mężczyznę, który zabawiał małe, na oko półroczne dziecko - stał w bocznej kaplicy. Po obejściu całości weszłam do niej - akurat w tym momencie, w którym facet postanowił zmienić dziecku pieluchę. Zużytego pampersa odłożył prosto pod figurę Maryi, na biały obrus ołtarzowy...

Zwróciłam uwagę. Usłyszałam, że przecież widzę, że ciasno i nie ma miejsca. Rzeczywiście, kapliczka wielkości orzecha włoskiego i nie ma się w niej za bardzo jak obrócić, ale ludzie, są pewne granice bezmyślności. Odparłam, że przecież mógł iść od zakrystii, tam jest pewnie toaleta, nikt nie robiłby problemu - żachnął się, że nie pomyślał i o co mi chodzi, przecież już zabrał brudną pieluchę. Cóż, na pyskówkę nigdy nie trzeba było mnie namawiać i zaczęłam się z nim dochodzić. Scysję przerwała mi kobieta od zdjęć, jak się okazało - matka dziecka. Facet chyba upatrywał w niej wsparcia, ale się rozczarował - zaczęła go objeżdżać jeszcze zajadlej niż ja.

Co będzie następne, kładzenie dzieciaków na głównym ołtarzu, bo w ławkach nie ma przewijaków? Czy zamykanie się w konfesjonałach, bo trzeba berbecia nakarmić piersią?

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (143)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…