Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81027

~zabaczyropucha ·
| Do ulubionych
Witam wszystkich użytkowników!

W życiu czasem się tak układa, że trzeba przenieść swoje centrum życiowe. I ja tak musiałam zrobić. Moją miejscowość wstępnie miałam opuścić na pół roku. Nie chciałam, aby mieszkanie stało przez ten czas puste, a więc postanowiłam (za radą koleżanki) wynająć je okazjonalnie na ten okres. Moimi warunkami najmu było spisanie umowy u notariusza wraz z poświadczeniem, że po okresie 6 miesięcy lokator będzie miał gdzie pójść - tu wymagałam dokumentu zameldowania. I zakazałam najmu z osobami niepełnoletnimi. Zwierzaki OK, dzieci nie. Wiedziałam, że z moimi wymaganiami będzie ciężko, szczególnie że zwykle ludzie szukają coś w najmie przynajmniej na rok. Jednak cena (raptem 1500 zł za mieszkanie 55 m2 praktycznie w centrum dużego miasta) sprawiła, że pojawiło się trochę zainteresowanych.

Przyszła również kobieta, dajmy na to Zenona, w podobnym wieku do mojego. Powiedziała, że pracuje i że ma kota, którego chciałaby tu ze sobą sprowadzić. Wydawała mi się najlepszym kandydatem, a więc załatwiłyśmy wszelkie formalności. Umowa z zakazem podnajmu (co podpowiedziała notariusz), z wyznaczeniem jako lokatora Zenonę i nikogo więcej.
W międzyczasie zagadałam do sąsiadki, z którą mam bardzo dobry kontakt, że gdyby coś się z mieszkaniem zadziało, czy mogłaby pomóc mojej lokatorce, z racji tego, że będę daleko od miasta. Sąsiadka stwierdziła, że będzie rzucała okiem co się dzieje.

Z załatwionymi sprawami wyjechałam. Przez dwa miesiące było spokojnie, a po miesiącu odebrałam telefon od sąsiadki, że na klatce schodowej stoi wózek, a Zenona ma w domu dziecko, bo widziała parę razy, jak wychodziła z mieszkania i wkładała go do powyższego wózka. Przedzwoniłam więc do lokatorki. I ta powiedziała, że to tylko na chwilę, bo jej siostra właśnie rodzi drugie i prosiła, żeby się zająć na czas szpitala. Więcej niż dwa tygodnie nie będzie dziecka. Okej, jakoś to przełknęłam, chociaż pouczyłam o informowaniu mnie o takich rzeczach.

Jak się okazało, dziecko nie pozostało na jedyne dwa tygodnie. W czwartym miesiącu najmu, który wypada na grudzień właśnie, po kolejnym telefonie od sąsiadki, zajechałam pod mieszkanie. I tak, wózek nadal stał, a gdy Zenona mi otworzyła, powiedziała, że to jest jej dziecko, ale nikt jej nie chciał wynająć, gdy się dowiadywali, że jest samotną matką. Przez miesiąc dziecko było u jej rodziców, bo nie chciała, żebym je zobaczyła. Kota za to nie było :D

Jestem bez serca. Najem jej wymówiłam, ale aby nie robić jej już kłopotu w okresie świąt, nakazałam, aby wyniosła się po Bożym Narodzeniu.
I co ona na pismo, które jej wysłałam? Odpowiedziała (również listownie), że ona się nie wyprowadzi, bo ma małe dziecko i chroni ją prawo lokatorskie! Co z tego, że mamy wszystko na umowach i że ona je złamała. Nie wyprowadzi się i nie. Wobec powyższego byłam wczoraj na policji. Policja nie wie co zrobić w takiej sytuacji. Ja również. Będę miała babę w domu, mimo że chciałam się zabezpieczyć najmem okazjonalnym, bo policja nie wie jak działać. Dlatego w czasie świąt, zamiast kupować prezenty, szukam dobrego prawnika od praw lokatorów i najmu.
Jeśli ktoś z was był w podobnej sytuacji, to prosiłabym o komentarz - może doradzicie coś lepszego.

wynajem

Skomentuj (54) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (139)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…