Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81156

(PW) ·
| Do ulubionych
W pewnej miejscowości żył sobie pewien pan, powiedzmy Tomasz. Pan Tomasz miał dom, żonę, dzieci. Miał też zdiagnozowaną 20 lat wcześniej schizofrenię, której nie leczył, bo:
1) przecież nic mu nie jest;
2) leki się nie za bardzo komponują z alkoholem.

Pan Tomasz miał blisko domu wiejski sklepik, którego był stałym bywalcem. Miał też niestety jeszcze jeden problem – a raczej inni mieli z nim – po alkoholu stawał się agresywny i wszczynał awantury. Jego rodzice sami się wyprowadzili z domu do letniej kuchni bez toalety i bieżącej wody, bo wszystko było lepsze niż życie z nim. Żona udawała, że jest przezroczysta i próbowała wtopić się w ściany. Miał też kosę z połową wsi, a ostatnimi czasy w ogóle podpadł, bo porysował samochód sąsiadowi, który stanął „na jego terenie”, czyli przed sklepem. Skończyło się wezwaniem policji i pobytem „na dołku”. Pan Tomasz z tego zdarzenia wyniósł jedną nauczkę – nie lubimy się z niebieskimi.

Niestety pan Tomasz stawał się coraz bardziej uciążliwy, aż po wsi rozeszła się niepokojąca wieść - w ataku wściekłości zabił psa, czyli tak jakby przeszedł od słów do czynów i zaczyna się robić niebezpiecznie, bo nie wiadomo do kogo następnego wyskoczy i z czym. Któregoś dnia doszło do takiej awantury, której echo niosło się po całej wsi, że ktoś zadzwonił po siostrę pana Tomasza. Siostra była chyba jedyną osobą, która miała wpływ na niego, choć nie aż taki żeby zaczął się leczyć. Przyjechała, popatrzyła, zajrzała do rodziców i prosto pojechała na komendę policji, prosić o pomoc w przewiezieniu brata do psychiatryka.

Wysłano dwóch chłopaków, żeby sprawdzili jak sytuacja wygląda i ewentualnie wezwali karetkę. Po wejściu do domu zastali pana Tomasza, który niby zachowywał się spokojnie, ale mina przerażonej żony mówiła wszystko i jeden policjant dyskretnie wysłał drugiego, żeby wezwał wsparcie i karetkę. Decyzja słuszna, bo na widok munduru gospodarz wpadł w szał. Już wkrótce funkcjonariusze zostali zaatakowani wszystkim, co tylko dało się rzucić i co było w zasięgu ręki. Jeden z nich brał na siebie ataki, a drugi ewakuował żonę i dzieci poza zasięg rażenia. W pewnym momencie gospodarz nie wiadomo skąd wydobył nóż. I to nie jakiś tam kozik, ale solidne, blisko 20-centymetrowe ostrze. Policjanci byli bezsilni, bo pod płotem zaczęli się gromadzić gapie, facet coraz bardziej się nakręca, a tu wsparcia niet. W końcu nadjechał upragniony radiowóz i karetka. Policjanci spróbowali obezwładnić faceta, ale do kogoś wymachującego takim nożem nie da się nawet podejść, a co dopiero zaatakować. Lekarz wyjrzał z karetki, popatrzył, co się dzieje i powiedział, że on to za przeproszeniem pier***oli, ale życie mu miłe i policjanci mają go najpierw obezwładnić.

Nie było to proste, zwłaszcza, że rozpoznał jednego z policjantów z poprzedniej interwencji. Sytuacja zrobiła się niebezpieczna, gapie, rodzina i ten nóż. Próbowali go obezwładnić gazem, ale na powietrzu na nic się to zdało. W końcu zapadała decyzja o użyciu broni. Strzały ostrzegawcze jeszcze bardziej rozsierdziły gospodarza, ruszył wprost na policjanta. Wtedy oddano strzały w jego stronę. Niestety na tyle skuteczne, że podjęta reanimacja nie zdała się na nic.

Wszczęto śledztwo i nagle się okazało, że ten gospodarz to taki dobry chłopak był, pił bo pił, ale każdy pije, a tu przyjechali policjanty i zamordowali. Siostra wynajęła adwokata, żeby wystąpić jako oskarżyciel posiłkowy, znalazł się prokurator, który wniósł akt oskarżenia. Siostra cuda robiła, żeby ich skazali, wyszukiwała specjalistów, biegłych, najwyraźniej rodzina nie mogła jej darować, że to ona na tą policję poszła. Oskarżono ich wprawdzie o nieumyślne spowodowanie śmierci, ale argumentacja była taka, jakby policjanci tylko spiskowali, jakby tu przyjechać i postrzelać.

Przesłuchiwano nawet wykładowców ze szkół policyjnych, którzy stwierdzili mniej więcej tyle, że nikt nie jest Brucem Lee, a nawet najlepiej wyszkolony policjant nie tyle nie jest w stanie, co nie powinien rzucać się na człowieka z nożem. Bo jego rolą jest zapewnienie bezpieczeństwa nie tylko wszystkim dookoła, ale też sobie i nie ma prawa bezsensownie ryzykować. Z tego co wiem, zostali uniewinnieni i sąd apelacyjny ten wyrok utrzymał.

Skomentuj (63) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (189)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…