Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81293

(PW) ·
| Do ulubionych
Trochę dawno mnie nie było... praca i nauka, a potem choroba zawładnęły moim życiem, niestety. Ale już mi lepiej ;)

Rzecz, którą chcę Wam opisać, zdarzyła się parę lat temu, kiedy to staliśmy się dumnymi opiekunami schroniskowego "kojota", na którego nikt nie spojrzał, a nas w sobie rozkochał.
Hera, bo tak nazwano w schronie Jej Wysokość Wilczessę, ma nietuzinkową urodę: wygląda jak wilk meksykański z oczyma i ogonem od husky.
Wzbudzała i wzbudza nadal zainteresowanie wśród mijanych osób.

Tyle tytułem wstępu...

Zaraz po tym, jak nieco podkarmiliśmy kojotopodobne zwierzę (w schronisku ważyła 16 kg, teraz ma wymagane 25 kg), kiedy zaczęło dostawać wilczych kolorów sierści, natknęliśmy się na kobietę, która twierdziła, że pies jest jej i mamy go niezwłocznie oddać. Na pytanie, na jakiej podstawie wysuwa swoje żądania, coś poburczała i się zmyła, jak niepyszna. Dodam, że Hera zupełnie na kobietę nie zareagowała jakoś inaczej niż na przeciętnego obcego: pomachała leniwie ogonem, popatrzyła swoimi różnokolorowymi ślipiami i zajęła się wąchaniem czegoś bardzo interesującego w trawie.

Podczas jednej z wizyt na ważenie (wciąż staraliśmy się ją "dotuczyć" do odpowiedniej wagi) u weterynarza, dowiedzieliśmy się, że jakaś kobieta dopytywała się o psa, którego opis idealnie pokrywał się z wyglądem Wilczessy. Niestety, na osiedlu i prawdopodobnie w całym mieście nie ma takiego drugiego, więc nie ma mowy o pomyleniu z innym czworonogiem. Wetka mówiła, że gdy ona potwierdziła, że podobny do opisu pies tu się leczy/szczepi i jest w kartotekach, kobieta natychmiast zażądała podania naszych danych teleadresowych, bo ukradliśmy jej psa. Na pytanie, czy pies miał czip, przytaknęła. Natomiast, gdy miała potwierdzić jego numer, zapowietrzyła się. Dodam, że Hera została zaczipowana dopiero w schronisku...

Kobieta usilnie starała się odzyskać "swojego" pupila do momentu, aż się nie dowiedziała, że suka jest po kastracji i młodych, choćby nie wiem, jak się starała, mieć nie będzie. Wiadomo - ze schroniska nie wypuszczą płodnego zwierzęcia.

I chyba dobrze, że Hera trafiła do nas i nie zasiliła kolejnej pseudohodowli "wilczaków"...

Kobiety więcej nie spotkaliśmy już nigdy.

PS Jeśli ktoś jest ciekawy wyglądu naszej wilczycy, mogę w wiadomości prywatnej podać link do jej strony na FB ;)
PPS: Nikt nie ma obowiązku polubić stronę. Nikt nie ma obowiązku również na nią wchodzić.
Nie mogę podlinkować zdjęcia z galerii Google, żeby pokazać szybko i sprawnie Wilczessę :(

schronisko psy pseudohodowle

Skomentuj (52) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 68 (102)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…