Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81375

~Aneta10 ·
| Do ulubionych
WF - teoretycznie rozumiem, czemu istnieje ten przedmiot. Wiadomo, zdrowo jest, by każde dziecko od czasu do czasu się trochę poruszało, szczególnie, że niektórym nie chce się tego robić po szkole. Ale nie rozumiem dwóch rzeczy: po pierwsze, czemu WF jest na normalną ocenę, a po drugie, czemu tak duży nacisk na nim kładzie się na gry zespołowe?

Gdy na w-fie mieliśmy zajęcia typu aerobik, bieganie, siłownia czy inne tego typu, radziłam sobie całkiem nieźle. Nie byłam i do tej pory nie jestem wybitną sportsmenką, ale dostawałam 3, 4, sporadycznie nawet jakąś 5. Ale w grach zespołowych zawsze byłam... zła. Po prostu zła. Nie radziłam sobie zupełnie.

Gdy graliśmy w koszykówkę, nie umiałam trafić do kosza. Czasem mi się to udawało podczas ćwiczeń (wiecie, gdy np. każdy musi wykonać dwutakt, ustawia się kolejeczka do kosza i wtedy się rzuca), ale podczas zwykłej gry - nie wiem, może to od stresu, może od czegoś innego - nie udawało mi się nigdy. Podczas grania w siatkówkę, gdy musiałam wykonać zagrywkę, piłka NIGDY nie przelatywała mi przez siatkę - nie wiem czemu, ale nie umiałam wykonać dostatecznie mocnego uderzenia, piłka leciała o wiele za nisko i trafiała w środek siatki. W innych grach też słabo sobie radziłam, ale w inne gry grało się rzadko. A tak to, niezależnie od szkoły, w kółko koszykówka-siatkówka-koszykówka-siatkówka.

To, że dostawałam słabe oceny np. za zagrywkę na ocenę, średnio mnie ruszało. Ale ruszało mnie to, że przez swoje beznadziejne umiejętności byłam wyśmiewana. Nikt (nawet przyjaciółki, chociaż one akurat się nie śmiały) nie chciał mnie mieć w drużynie. Byłam wybierana zawsze na końcu, a drużyna, która musiała mnie przyjąć, była... bardzo średnio zadowolona. Po jakimś czasie uczono się, że najlepiej udawać, że mnie wcale nie ma w drużynie. Np. podczas gry w kosza nikt mi raczej nie podawał piłki, chyba że naprawdę nie dało się dorzucić do nikogo innego z drużyny. Zwykle, nawet gdy udało mi się tę piłkę złapać (co należało do rzadkości) to szybko ją traciłam - ktoś z przeciwnej drużyny mi odbierał, albo sama mi "uciekała", bo w kozłowaniu też byłam kiepska (umiałam kozłować podczas chodu, podczas biegu - niekoniecznie).

W szkole podstawowej i gimnazjum przynajmniej się starałam. Naprawdę PRÓBOWAŁAM "dać z siebie wszystko" i jakoś poprawić swoje umiejętności. W liceum przestało mi się chcieć. I tak nie przynosiło to żadnych efektów, więc obrałam inną taktykę - przestałam się starać. Podczas gry w kosza stawałam gdzieś z boku i udawałam, że mnie nie ma. Podczas siatkówki, gdy piłka leciała w moją stronę, robiłam unik, by nie dostać po łbie. Miałam za to obniżoną ocenę z zachowania na w-fie, ale przynajmniej po jakimś czasie takiego "bojkotu" nauczycielka doszła do wniosku, że przestanie mnie wystawiać do gry - zostałam sędzią, co całkiem lubiłam, ale ocenę i tak miałam zaniżoną.

Chociaż skończyłam szkołę dobre pięć lat temu, to do tej pory się wzdrygam, przypominając sobie szkolny w-f. O wiele bardziej podobał mi się ten przedmiot na studiach, gdzie po prostu każdy wybierał co chce robić - ja akurat chodziłam na pływanie. Nie rozumiem czemu w szkole tak bardzo wałkuje się tę siatkówkę i koszykówkę (u chłopaków jeszcze piłkę nożną, my, dziewczyny, akurat grałyśmy w nią rzadko). Nie każdy musi i chce mieć umiejętności w tych dziedzinach.

szkoła

Skomentuj (71) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (237)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…