Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81531

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielna biurokracja w Wydziale Komunikacji...

Jakiś czas temu odnawiałam prawo jazdy (ze względu na wzrok miałam terminowe).

Lekarz, zaświadczenie - bez problemu.

Problemem był fakt, że mieszkam i pracuję w mieście X., ale zameldowana jestem w rodzinnym domu i kwestię prawa jazdy musiałam załatwić w mieście Y. (oddalonym od X. o ponad 150 km, w soboty nieczynne).

Oczywiście czegoś takiego, jak przesłanie dokumentu (skanu) mailem lub złożenie wniosku elektronicznie "nie znaju".

Pomyślałam, żeby zrobić upoważnienie dla mamy. Wg pani urzędniczki, z którą rozmawiałam telefonicznie, można takie upoważnienie zrobić, ale tylko na formularzu, które leżą na stoliku przed pokojem nr 6 i trzeba podpisać w obecności urzędniczki.

No trochę to głupie, bo jakbym już osobiście była w tym urzędzie, to sama bym złożyła wniosek, a nie podpisywała upoważnienia...

Zrobiłam pełnomocnictwo notarialne. Do złożenia wniosku, do podpisywania w moim imieniu dokumentów, do odbioru prawa jazdy, pokwitowania odbioru - wpisane było wszystko, co mogło być potrzebne.

Mama, uzbrojona w pełnomocnictwo, pojechała do Wydziału Komunikacji. I najpierw zonk - bo to nie jest na "ich" formularzu (btw. ich formularz to były zwykłe kartki a4 przecięte na pół, z wydrukowaną treścią, nie żadne druki urzędowe). Pełnomocnictwo w formie aktu notarialnego jednak trzeba uznać za ważne, co też uświadomiła pani urzędniczce jej kierowniczka (bo mamie pani urzędniczka nie chciała wierzyć).

I pojawił się problem nie do przeskoczenia - na wniosku jest rubryczka. W tej rubryczce jest miejsce na podpis - mój podpis - który potem jest przenoszony na prawo jazdy. A mnie tam nie było... Panie zaczęły się zastanawiać, czy mama się może podpisać, a jeśli tak, to czy jako ona (w sensie swoim imieniem i nazwiskiem) czy jako ja (moim imieniem i nazwiskiem). I koniec końców okazało się, że się nie da, no nie da się i już.

Przy czym panie urzędniczki zauważyły, że na zaświadczeniu od lekarza w pewnym miejscu trzeba zakreślić właściwą opcję. A pani doktor... podkreśliła. Więc wniosek wnioskiem, ale one i tak wadliwego zaświadczenia nie przyjmą!

Mama, zmęczona batalią, wzięła zaświadczenie, pojechała do lekarki, która podsumowała tę sytuację w prawie że niecenzuralnych słowach. Wzięła też wniosek, ja go podpisałam przy najbliższej okazji i znów akcja w Wydziale Komunikacji - bo powinnam złożyć podpis na wniosku w ich obecności, a tak, to one nie wiedzą, kto go podpisał. Mama już dostała białej gorączki, zażądała odmowy przyjęcia wniosku na piśmie z uzasadnieniem - i wtedy jakoś dało się go przyjąć.

Niby drobna sprawa, coś, co powinno być formalnością - a tyle nerwów, jeżdżenia, wykłócania się...

wydział_komunikacji biurokracja urzędy

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 136 (154)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…