Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81556

(PW) ·
| Do ulubionych
W sumie to historia jest jeszcze w toku, ale pomyślałam, że ją opiszę - może znajdzie się ktoś mądry kto pomoże mi ogarnąć ten absurd.

W grudniu kupiłam buty. W takim sklepie trzyliterowym, jakby właściciel znał tylko jedną literę alfabetu. Dokładnie po 2 miesiącach (z paragonem w ręku!) odkleiła się podeszwa z tyłu.

Standardowo szukanie paragonu, buty w pudło, pod pachę i hop hop do sklepu. Pani w sklepie może nie była najmilsza, ale dało się przeżyć. Standardowa procedura, papierki, 14 dni i bla bla bla.

Zadzwoniła do mnie pani, nie wiem czy miła czy nie, ale to co powiedziała spowodowało, że się we mnie zagotowało i nie mam pojęcia jak to ugryźć.

- Halo, dzień dobry tu sklep XXX, czy rozmawiam z panią Kaetzen?
- Tak, słucham?
- Dzwonię w sprawie reklamacji.
- Tak?
- Reklamacja bezzasadna.
- Słucham?
- Reklamacja została uznana za...
- Nie jestem głucha, słyszę co pani do mnie mówi, ale to chyba jakieś kpiny. Kupiłam buty, które rozleciały się po dwóch miesiącach a pani mi mówi, że reklamacja jest bezzasadna?
- No, ja to nie wiem, bo nie mam teraz opinii przed sobą, ale proszę przyjść do sklepu to wszystko się wyjaśni. Koleżanka wysłała też wiadomość e-mail do pani.

W sumie żałuję, że nie zapytałam po co do mnie w takim razie dzwoni, skoro mi nie powie przez telefon, ale stwierdziłam, że pójdę do tego sklepu i się dowiem co i jak.
I tak siedzę już trzeci dzień i się zastanawiam. To nie były jakieś wielkie pieniądze, ale kurcze... niby z jakiej racji mam odpuszczać? Co mogę zrobić w tej sytuacji? Niby wiadomo, dla zasady powinnam walczyć, ale czy to w ogóle ma jakikolwiek sens?

Przy okazji, chciałabym serdecznie "podziękować" cebulakom, którzy celowo niszczą buty po sezonie (w internetach pełno informacji o tym jak popsuć buty, żeby sobie w sklepie wymienić na nowe - wiem, bo jak sprawdzałam co mogę z tym zrobić, to pomocy żadnej nie znalazłam, natomiast już wiem jak zostaje się psujem butowym! Także jak coś to zapraszam, chętnie pomogę zepsuć ci buty. Myślicie, że można wpisać sobie do CV - psuj butowy?)

No i właśnie. Jestem w kropce. Mogę zrobić awanturę w sklepie, ale co te panie (miłe czy nie) są winne?
Robić z siebie widowisko za ok. stówę? Stać pod sklepem z transparentem "Poszkodowani przez XXX łączmy się"? (Nie mam megafonu, bo może bym rozważyła).
Obrzucić sklep jajkami? - hajsu nie odzyskam, ale co się wyżyję to hoho?! Chociaż szkoda jajek...
Iść do Rzecznika?

I wiecie znalazłam w internecie wywiad z panem z tej firmy, taki wysoko postawiony, nie chce mi się teraz szukać właściciel czy któryś z dyrektorów i oprócz tego, że bije z tego wywiadu chamstwo tego pana, to ja go nawet rozumiem "traktują mój sklep jak wypożyczalnię butów", ale czemuż ach czemuż ja cierpieć mam za to, że ktoś jest ćwokiem skończonym i nie wie, że jak będzie cwaniaczył, to nawet nie inni tylko on sam się na tym kiedyś przejedzie. Przejechali się inni, przejechałam się ja i mam nadzieję, że te gnidy skończone psuje butowe kupią pewnego dnia buty za kupę siana i ktoś im powie, że nie ma opcji. Że to było obuwie wyłącznie do użytku domowego i to też pod warunkiem, że użytkowane na perskim dywanie, bo inaczej reklamacja zostanie uznana za niezasadną.

Rozpisałam się, w ogóle mi nie ulżyło, ale mam nadzieję, że choć jedna osoba dzięki temu wpisowi zaoszczędzi swoje ciężko zarobione pieniądze i pójdzie do konkurencji.

sklep z butami

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (199)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…