Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81584

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak już kiedyś wspomniałam, mój obecny narzeczony jest obcokrajowcem mieszkającym w Polsce. Z uwagi na wcześniej wspomniane perypetie z otrzymywaniem karty pobytu, stwierdziliśmy że najwyższy czas się pobrać i rozpocząć proces mający na celu raz na zawsze zakończyć ten stres. Jacy my byliśmy naiwni...

Sprawa oczywiście nie jest łatwa. Przed wyznaczeniem daty ślubu w Urzędzie Stanu Cywilnego (USC) obywatel kraju musi okazać tylko dowód osobisty. Obcokrajowiec stawia się za to z paszportem oraz kilkoma dokumentami, z których jeden świadczyć musi o tym, że zainteresowany nie zawarł wcześniej związku małżeńskiego. Pech tkwi w tym, że w kraju lubego takiego świstka się nie wydaje. Trzeba się więc było udać do sądu z podaniem o wyznaczenie daty rozprawy, po której to sędzia wydaje odpowiednie zwolnienie z przedstawiania dokumentu.

Cały ten proces trwa o wiele dłużej niż powinien. Najpierw miesiąc czeka się na odpowiedź, potem kolejne 30 dni na rozprawę. Co ciekawe, po rozprawie należy składać kolejne podanie o wydanie kopii decyzji (i czekać kolejny miesiąc na odpowiedź). Swoją drogą, jest to trochę idiotyczne - przecież skoro fatyguję się do sądu i płacę za tą "przyjemność" 100 zł, to chyba robię to tylko i wyłącznie dla wymaganego dokumentu, a nie żeby się dobrze bawić. Aha, i na dokładkę należy poprosić też o zwrot innych ważnych dokumentów, które sąd zabrał wiele miesięcy wcześniej (tak, zgadliście, wszystko to trwa około miesiąca). A to dopiero początek!

Przeszliśmy z chłopakiem cały proces, a więc udałam się do USC, grzecznie przedstawiając im nowo nabyty dokument. A tutaj klops! Pani mówi, że karteczki nie przyjmie. Problem tkwi w tym, że rodzice chłopaka nie byli zbyt kreatywni jeśli chodzi o nadawanie mu imienia. Z miliona możliwości, ojciec narzeczonego zadowolony z siebie postawił za swoim imieniem "Jr" i voilà, wsadził kij w szprychy "sprawnie" działającego systemu polskich urzędów. Przyrostek "Jr" (junior) w naszym systemie prawnym chyba nie istnieje, bo urzędy nigdy nie wiedzą czy mają uważać go za imię czy nazwisko, a jeśli powie im się, że nie jest on żadnym, to pani_urzędniczka.exe przestaje odpowiadać.

W nieszczęsnym dokumencie zawarto sformułowanie "(...) Iksa Iksynskiego Jr, nazwisko rodowe Iksynski, zwalnia się z ..." co według Pani urzędniczki jest błędne, bo nazwisko wymienionej osoby nie pokrywa się z nazwiskiem rodowym. Logicznie rzecz biorąc to takie sformułowanie jest poprawne. Chłopak ma na imię Iks Iksynski Jr, a jego rodowe nazwisko to Iksynski - nie Iksynski Jr. Wytłumacz to jednak w urzędzie.
Ostatecznie dokument nie został przyjęty. A ta głupia odmowa nosi nawet imię i nazwisko, gdyż to kierownik (niczym król) mógł się na jego przyjęcie zgodzić lub nie. Oczywiście kciuk powędrował w dół, co wiązało się dla mnie z kolejną wycieczką do sądu, pisaniem wniosku o sprostowanie i czekaniem na odpowiedź.

I tutaj, Proszę Państwa, nastąpił punkt kulminacyjny całej tej sytuacji. Chociaż na podaniu zaznaczyłam (według zaleceń Biura Obsługi Interesantów), że sprawa jest pilna, bo zwolnienie to należy przedstawić do końca bieżącego miesiąca, to list otrzymałam dopiero po 25 dniach. Jeszcze spokojna, otworzyłam go myśląc "Jak dobrze, że zdążyli tuż przed końcem rezerwacji daty". Jednak to, co zobaczyłam, solidnie mnie zszokowało. Sąd potrzebował bowiem 25 dni na odpowiedzenie na moją prośbę, jakże głupim pytaniem: "Czy w dokumencie usunąć od imienia i nazwiska Jr, czy może dodać je w nazwisku rodowym?". Dla każdej myślącej osoby takie pytanie powinno wydawać się absolutnie absurdalne. I chociaż rozumiem, że całej tej sytuacji nie sprowokowali i ich poprzedni dokument był właściwy, to zdecydowanie przebili głupotą USC.

Muszę jednak podziękować dobremu duchowi polskich urzędów. Jakimś cudem nie tylko nie wykreślono nas z terminu, przyjęto tymczasowo "błędny" dokument, ale również pozwolono zapisać mnie jako tłumacza przysięgłego w dniu podpisania dokumentów na temat przyjęcia nazwiska po małżeństwie (gdyż z całego zamieszania nie zdążyliśmy załatwić tłumacza przysięgłego). Wszystko skończyło się więc w miarę szczęśliwie, ale teraz żarty na temat urzędów nie będą mnie już śmieszyć.

urząd

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 115 (151)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…