Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81891

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak sobie losuję historie, losuję i na zasadzie luźnych skojarzeń przypomniała mi się akcja ze stoiska mięsnego, na którym wtedy pracowałam.

Poranna zmiana, przyjechał kierowca z mięsem. Standardowo - faktura, każdą pozycję obejrzeć, obwąchać (po tym jak na moje pytanie "Eeee, to jest łopatka czy szpinak" usłyszałam "No jak to, pręga wołowa!" wąchałam wszystko. Serio, wołowina? Różowo-zielona?), na koniec zważyć i odznaczyć.

Jestem w samym środku, podchodzi klient.

JA: Dzień dobry, za moment podejdę. (do kierowcy) Dawaj na wagę... Zgadza się...

Odhaczyłam, umyłam ręce, założyłam rękawiczkę.

JA: Słucham, czym mogę służyć?
KLIENT: Dwadzieścia deko szynki z beczki.

Jasne, "dzień dobry" kłuje w usta, a od "poproszę" wyskakuje opryszczka. Ale w sumie to norma.

KLIENT - do kierowcy - A pan się nudzi, sera mi pan pokroi.

Serio? Facet w "cywilu", bez fartucha, nie wiadomo czy przeszkolony z obsługi krajalnicy, nie wiem czy ma książeczkę sanepidowską... Tyle z zakresu higieny.

Natomiast strona kulturalna zatkała mnie na dobry moment.

KIEROWCA: Ja tu nie pracuję.
KLIENT: To po co tu sterczysz?

Odetkało mnie.

JA: Ten pan nie jest pracownikiem naszej firmy, jest dostawcą. Który ser pan życzy?
KLIENT: Widzi pan, jak pana broni?
JA: Ten pan nie potrzebuje obrony bo nic złego nie robi. To który ser? (w domyśle "Kupuj i idź w diabły, buraku")

Kupił, polazł. Natomiast dostawa się przeciągnęła, bo kierowca musiał koniecznie zapalić... Zbytnio mu się nie dziwiłam.

sklep klient

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (167)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…