Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81947

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o byciu gnębioną przez nauczyciela polskiego w liceum, przypomniała mi o moich doświadczeniach z nauczycielem matematyki.

Dostałam się do liceum o dosyć dużej renomie jak na miasteczka południowej wielkopolski. Jako profil kształcenia wybrałam profil mat-inf z elementami grafiki komputerowej - jako aspirujący grafik komputerowy, bardzo mi na tym zależało, wiązałam swoje nadzieje na przyszłość z informatyką i grafiką komputerową. Z matmy nie byłam najlepsza, w gimnazjum wychodziłam z 4 na świadectwie, nigdy nie miałam większej oceny niż ta.

W mojej klasie było 12 dziewczyn na prawie 30-osobową klasę. Nasz matematyk (Nazywaliśmy go pieszczotliwie Kapcio) był dosyć obleśny i zalecał się do każdej dziewczyny w klasie, oprócz mnie - dotykał ich włosów, oglądał kolczyki i naszyjniki (również dotykał), prawił komplementy, czasem spojrzał, gdzie nie trzeba... Ja wyglądałam na taką, co raczej nie pozwoli sobie na bycie dotykaną przez nauczyciela.

Swojego czasu traktowałam tę "dyskryminację" personalnie, bo byłam jedyną dziewczyną z nadprogramowymi kilogramami i nie ubierałam się tak dziewczęco jak moje koleżanki z klasy (Koleżanki nigdy się na to nie skarżyły, były szczęśliwe, że mają "taryfę ulgową" przy ocenianiu ich na sprawdzianach, nawet go prowokowały czasem). Ale koniec końców, jego zaloty obchodziły mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.
Zaczęły się moje problemy z ocenami. Do domu zaczęłam przynosić same jedynki, nieważne ile siedziałam nad książkami i rozwiązywałam zadań, nieważne ile mi siostra i szwagier pomagali, nadal nie było poprawy.

Moja mama nawiązała kontakt z jej byłym nauczycielem od matematyki ze szkoły średniej (nazwijmy go Bojcheniuk) - człowiek szanowany, wybitny matematyk i fizyk naszego rejonu, pośmiertnie został uhonorowany przez miasto i corocznie są przyznawane nagrody jego imienia dla wybitnie zdolnych młodych matematyków i fizyków. Spędzałam z tym starszym panem każdą sobotę na rozwiązywaniu zadań, aż do mojej matury. Byłam jego ostatnią uczennicą.

Miałam dosyć sporo takich sytuacji z Kapciem, ale tą jedną sytuację pamiętam szczególnie.

Kapcio wezwał mnie do tablicy do zadania, które jakimś cudem pojawiło się podczas korepetycji z panem Bojcheniukiem (albo było bardzo podobne). Dosyć pewnie podeszłam do tablicy i zaczęłam rozwiązywać te zadanie tzw. "sposobem Bojcheniuka". Kapcio zauważył, do czego zmierzam rozwiązując to zadanie. Wstał jak oparzony i z podniesionym głosem kazał mi wszystko zmazać z tablicy i zacząć od nowa "sposobem Kapcia" - metodą, z którą sobie zupełnie nie radzę... Nie potrafiłam przez to rozwiązać zadania z tablicy. Stojąc bezradnie pod tą tablicą jak na skazaniu, ten człowiek wyśmiał mnie i upokorzył przed całą klasą, mówiąc, że nie dopuści mnie do matury i że to jakaś pomyłka, że tu jestem, że przynoszę wstyd. Że matura podstawowa zdana na poniżej 60% to jest wstyd, a ja co najwyżej mogę sobie pomarzyć o takim wyniku.

Na świadectwie maturalnym z matematyki miałam 2, a prof. Bojcheniuk przygotował mnie do matury w taki sposób, że zdałam matmę na ponad 70%, na równi z językiem polskim, z którym nie miałam żadnych problemów.

Do dzisiaj moja noga nie stanęła w murach tej szkoły, ale nawet po tych kilku latach mam ogromną ochotę wrócić i mu zdzielić tą maturą z matematyki w twarz, bo ten człowiek dalej tam uczy...

liceum

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (163)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…