Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82020

~KorpoSzczurzyca ·
| Do ulubionych
Będzie długo, wstęp może wydać Wam się na początku bezsensowny, ale chciałabym by nie było żadnych niedomówień i chcę konkretnie nakreślić sytuację.

Od 7 lat pracuję w pewnej korporacji. Tzn. od 7 lat na etacie.
Tuż po maturze poszłam tam pracować w ramach pracy wakacyjnej. Moja bliska krewna tam pracuje, ale nie sprawuje kierowniczego stanowiska. Ot, była potrzebna osoba do pracy, więc mnie poleciła. W trzy miesiące wpadła mi w kieszeń ładna sumka, a z drugiej strony, pracownicy byli zadowoleni bo pomagałam im w sezonie urlopowym. Moja praca polegała na archiwizacji dokumentów, układaniu teczek itp. Czasem nieoficjalnie zastępowałam kogoś przy biurku i wprowadzałam do systemu proste dane.

Później, w trakcie studiów, udawało mi się ułożyć plan zajęć tak, by 2 dni w tygodniu mieć wolne. Chciałam mieć długie weekendy, a ponownie nadarzyła się możliwość pracy w jednym z działów. W tym systemie pracowałam dwa lata, z małymi przerwami + całe wakacje co roku.

Generalnie pracownicy i szefostwo zawsze byli ze mnie zadowoleni. Pracowałam sumiennie, na 8 godzin zapominałam o telefonie, skupiałam się na pracy i szybko uczyłam nowych rzeczy. Ponad to, byłam osobą bezkonfliktową i mimo iż nie wszystkich w firmie lubiłam, to nigdy nie dałam tego odczuć. Zawsze byłam uprzejma i uśmiechnięta.

Po skończeniu studiów skierowałam swoje kroki ku tejże korporacji. Miałam mocne argumenty przemawiające za swoją kandydaturą, gdyż nie tylko pilnie uczyłam się na studiach i brałam dodatkowe fakultety związane z kierunkiem, ale również nie stroniłam od nauki języków obcych i wszelakich kursów (które robiłam za własne pieniądze). No i oczywiście atutem był fakt, że już tam pracowałam wcześniej, więc znałam pracowników a oni mnie. Nie byłam więc "wielką niewiadomą" wziętą z ulicy, po której nie wiadomo czego można się spodziewać.

Teraz do meritum:
Zaczęłam pracę na stanowisku "młodszej specjalistki". Po 3 latach dostałam awans na "starszą specjalistkę". I tak sobie pracowałam w przyjemnej atmosferze, spełniając się w tym co lubię.

W połowie zeszłego roku otrzymaliśmy informację, że nasza manager niedługo przechodzi na emeryturę. Byliśmy przekonani, że dostaniemy na to stanowisko kogoś z zewnątrz (tak już się czasem zdarzało w innych działach). Nikt z "góry" nie mówił o tym, by awansować kogoś z dotychczasowych pracowników działu, nasza manager również milczała, więc uznaliśmy że jesteśmy poza kręgiem zainteresowania.

Aż pewnego dnia zostałam poproszona do gabinetu prezesa. Przyznam, że zrobiło mi się słabo, gdyż takie zaproszenie w 90% przypadków oznacza zwolnienie.
Wchodzę do gabinetu i widzę prezesa, zastępcę, kadrową i dotychczasową szefową działu.
Jak się już zapewne domyślacie, zaproponowano mi awans na managera działu. Usłyszałam wiele pochlebnych słów na temat mojej pracy i pomysłów. Gdy zapytałam dlaczego wybrali mnie na to stanowisko (miałam najniższy staż pracy spośród współpracowników i jestem najmłodsza z zespołu) usłyszałam, że mam najwyższe kwalifikacje. Trzy certyfikaty językowe, od groma ukończonych kursów i cały czas się dokształcam we własnym zakresie, w przeciwieństwie do innych pracowników. Tu przyznaję rację, gdyż większość osób pracujących już od dłuższego czasu w firmie, bierze udział tylko i wyłącznie w obowiązkowych, firmowych szkoleniach i raczej się nie wychylają ze swoimi pomysłami.
Awans przyjęłam, współpracownicy zostali poinformowani, przeszłam szkolenie pod okiem szefowej by bezbłędnie przejąć jej obowiązki i mogłam już zacząć pracę na nowym stanowisku. I w tym momencie zaczęły się problemy.

Początkowo wszyscy mi gratulowali, dopingowali (w firmie jest (a raczej była) bardzo fajna atmosfera, nie ma wyścigu szczurów, który zdarza się w innych korporacjach) i ogólnie rzecz biorąc było miło. Atmosfera w dziale jednak zaczęła się sypać po ostatecznym odejściu dotychczasowej szefowej. Współpracownicy w dziale zaczęli dawać mi do zrozumienia, że nie akceptują mnie jako swojej przełożonej. Moje zachowanie względem nich się nie zmieniło, nie połknęłam kija od szczotki i nie odbiła mi sodówka. Z mojej strony relacje względem nich były takie jak zawsze, ale doszło do tego zlecanie zadań i pilnowanie projektów. Niektórym osobom było to nie w smak.

Można powiedzieć, że dział podzielił się na dwa obozy:
Obóz 1 - dwie osoby, które olewały moje polecenia i hamowały prace nad projektami.
Obóz 2 - cztery osoby, które z kolei pukały się po głowie widząc poczynienia pierwszego "obozu" i dawały im do zrozumienia, że nie są zadowolone z olewania obowiązków, gdyż same musiały to później nadrabiać.

Olewanie obowiązków polegało na notorycznym braku wykonywania zleconych zadań, czasem również podważaniu moich kompetencji. Tłumaczenia? "A ja nie pamiętam, żebyś mi to zlecała", "Na pewno mówiłaś, że mam zrobić X, nie mówiłaś że chodzi o Y" itd. Pozostali pracownicy gotowali się, bo generowało to opóźnienia. Gdy ktoś z "Obozu 2" potwierdzał moje słowa, przeciwniczki strzelały focha. Z naszego działu zrobiło się istne przedszkole. Jednak koniec końców, w pocie czoła, udawało się wszystko prostować.

Moimi szczególnymi przeciwniczkami są, powiedzmy, Maria i Aneta. Nie jest tajemnicą, że Aneta miała chrapkę na awans i (o czym dowiedziałam się później) nawet była w tej sprawie u zarządu, ale została odprawiona z kwitkiem, z powodu braku odpowiednich kwalifikacji i wyróżnienia się w pracy nad poszczególnymi projektami. Tak więc Aneta wespół z Marią rozpoczęły wojnę podjazdową. Gdy nie udało im się zjednać reszty zespołu, zaczęły wszem i wobec głosić, że jestem "niekompetentną gówniarą" (oczywiście za moimi plecami) oraz że to stanowisko należało się Markowi.

Marek (należący do Obozu 2) jest w tej chwili pracownikiem o największym stażu pracy - w zasadzie pracuje od samego powstania naszego oddziału firmy czyli jakieś 20 lat. Zanim jeszcze zostałam awansowana, też przeszło mi przez myśl, że zostanie on wybrany z uwagi na doświadczenie, ale okazało się, że nie ma on dyplomu magistra, co jednoznacznie go zdyskwalifikowało. Miałam nawet wyrzuty sumienia z powodu braku jego awansu, więc wzięłam go na rozmowę. Marek przyznał wprost, że podwyżkę chętnie by przytulił, ale gdyby otrzymał propozycję awansu na managera... to by ją odrzucił. Dlaczego? Otóż to stanowisko wiąże się w licznymi wyjazdami, także zagranicznymi. Delegacje, targi produktu itp. Marek zaś ma rodzinę i dzieciaki w podstawówce, więc jak sam stwierdził, nie mógłby sobie pozwolić na tak częste wyjazdy.
Odetchnęłam wtedy z ulgą, ale to nie zniechęciło Obozu 2 do dalszych konspiracji.

Ostatnio nastąpiło ostre przegięcie.
Aneta lub Maria skorzystała z chwilowej nieobecności kadrowej w pokoju, by zajrzeć do tzw. teczek pracowniczych. W takich teczkach znajdują się wszelkie dokumenty związane z każdym pracownikiem: dyplomy, certyfikaty, rozpatrzone wnioski urlopowe no i oczywiście umowy. Oczywiście, kwestie związane z pensjami są ścisłą tajemnicą, nikt nie wie ile zarabia osoba z biurka obok. Pensje menagerów wszystkich działów są jednak mocno zbliżone i opiewają na kwoty bliskie 20 tysiącom złotych miesięcznie brutto. Jak nietrudno się domyślić, ta informacja o pensjach szefów działów, jak i niektórych innych pracowników momentalnie obiegła całą firmę, co wpłynęło na diametralne zepsucie atmosfery w niektórych działach. Na szczęście "u mnie" Obóz 2 nie przejął się tymi informacjami, przyjmując że takie są procedury firmy i każdy zarabia tyle, na ile jego praca zostaje wyceniona przez szefostwo.

Kadrowa musiała bardzo gęsto tłumaczyć się z wycieku tych informacji, dostała również pisemną naganę za brak należytego zabezpieczenia wrażliwych danych. Fakt, że szuflady powinny być zabezpieczone, a sama kadrowa powinna zamykać drzwi na klucz wychodząc z pokoju, ale kto normalny czatuje na jej nieobecność i przegląda pracownicze teczki? Ale cóż z gdybania, skoro mleko się rozlało? W pokojach nie ma kamer, brak świadków, brak dowodów na winę konkretnej osoby. Co z tego, że wiele osób potwierdziło, że informacje wypłynęły od dwóch "słynnych" pań, jeśli nie zostały złapane za rękę, a one same twierdziły, że usłyszały rewelacje od kogoś innego?

Zapytacie pewnie, dlaczego nie starałam się utemperować Marii i Anety? Starałam się. Na początku organizowałam zebrania działu, prowadziłam indywidualne rozmowy typu: co można usprawnić w dziale, co nam nie odpowiada itp. Jeśli coś nie grało, to prowadziłam rozmowy dyscyplinujące, strofowałam za brak wykonanego zadania, ale nie odnosiło to rezultatu.
Mając na względzie kontrowersje związane z objęciem przeze mnie stanowiska (stosunkowo młody wiek i niski staż pracy) chciałam być blisko współpracowników, byśmy nadal tworzyli zgrany, przyjacielski zespół i chyba byłam za miękka w stosunku do niektórych.
Szefostwo nie pozostało ślepe, byłam na początku wzywana w sprawie Obozu 1, gdyż zarząd chciał je zwolnić za nienależyte wypełnianie obowiązków służbowych. Broniłam i ich i każdego innego pracownika, łagodziłam sytuację, starałam się zapanować nad wszystkim. Jednak do nich nie docierało, że swoim zachowaniem kopią dołek wyłącznie pod sobą i są na cenzurowanym na własne życzenie.

W tej chwili, współpraca z obiema paniami jest niemal niemożliwa pod względem atmosfery. Lecą docinki, w projektach jest sztuczne opóźnienie, ale jednak udaje się wszystko prostować. Uważnie więc je obie obserwuję i wyczekuję potknięcia by mieć podkładkę do zwolnienia.

I w dalszym ciągu zastanawiam się, gdzie jest granica? Już nawet nie mówię o przyzwoitości ale jakiekolwiek zasady, etyka? Te kobiety chciały mi dopiec i w zasadzie tylko tyle. Nic innego by nie ugrały. Zamiast tego, cała firma huczy od plotek, wiele osób obgaduje siebie wzajemnie. Tak jak wcześniej atmosfera była wyjątkowo dobra, tak teraz każdy ma gdzieś innych i współpracę ogranicza do niezbędnego minimum.
Wielu pracowników na siebie burczy, zarząd staje na głowie by łagodzić sytuację.

Co ciekawe, wiele osób ma świadomość, że obecny stan rzeczy jest wynikiem działań Marii i Anety. One jednak za całe zło tego świata obwiniają mnie, a po części też wszystkich na około. One są biedne, niedocenione i pokrzywdzone.
Aż mi się przykro robi, gdy sobie wspominam jak przyjemnie było kiedyś w tej firmie...

korporacja

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (189)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…